Przypadkowy z prośbą

Obublikował pavvel dnia

– Wygląda pan jak wiking. Taki rezolutny wiking. No, naprawdę, ta broda, bardzo ładna  – zagadnął mnie pewien jegomość usiłując przykuć moją uwagę. Coś jest chyba ze mną nie tak. Coś musi być we mnie, jakaś cecha wyróżniająca mnie z tłumu w sensie pozytywnym lub negatywnym, która powoduje, że notorycznie mnie ktoś na ulicy zaczepia i chce porozmawiać. Co ich tak przyciąga, skoro ja robię wszystko żeby przemknąć ulicą niezauważony? Naprawdę nie wiem.

– Przepraszam, przepraszam proszę pana, niech się pan na chwile zatrzyma, czy możemy chwilę porozmawiać? – usłyszałem i choć udawałem, że to nie do mnie to jednak byłem na sto procent pewny, że chodzi właśnie o moją osobę. Prawie każdego dnia spotkam kilku nowych przypadkowych znajomych którzy usilnie chcą chwile ze mną porozmawiać. Przechodziłem jedną z najbardziej ruchliwych ulic w moim mieście. Wokół mnie kłębił się nieprzebrany tłum. Matki z dziećmi. Osoby świeckie i duchowne. Mundurowi i ci w cywilu. Zabiegani biznesmeni z przyklejonymi do ucha telefonami. Panie i panowie w różnym wieku.  Młodzież szkolna i osoby starsze. Ludziska w garniturach i w strojach roboczych. I ci wyglądający zamożnie, i tacy w stroju przeciętni. Biedni i bogaci. Różni, jak to na ulicy. Cały przekrój społeczeństwa. Ale to właśnie mnie ten jegomość postanowił zaczepić. Ot takie moje szczęście lub może nieszczęście.

– W jakiem miesiącu się pan urodził? Jaki jest pana znak zodiaku jeśli mogę wiedzieć?  – zapytał ni stąd, ni zowąd mój nowy przypadkowy rozmówca, gdy już skutecznie zagrodził mi drogę własną osobą. Był to pan w wieku około czterdziestu kilku lat. Twarzy gładko ogolona, włos zwichrzony i nastroszony wystawał z pod czapki uszatki. Ubranie zmęczone, nie nowe, ale schludne.

– Witam pan – wysunął ku mnie dłoń, którą uścisnąłem niechętnie. – Jest pan z początku roku, urodził się pan w pierwszych miesiącach roku? – dopytywał. – Wie pan ja się trochę interesuje numerologią, więc mnie takie rzeczy ciekawią. – To rozumiem, ale ja się straszliwie spieszę, ja muszę już iść, czekają na mnie – starałem się znaleźć odpowiednie kłamstwo, aby się uwolnić od niespodziewanego rozmówcy. Jednak nic to nie dało. Z grzeszności udzieliłem mu więc informacji, co do miesiąca urodzin. A gdy zbierałem się podać kolejny powód usprawiedliwiający moje pospieszne oddalenie usłyszałem kolejne pytanie: – A czytał pan Biblie?

No, to wpadłem pomyślałem. Teraz się nie uwolnię. Co było robić? Rozmawiałem czy raczej słuchałem. Po powierzchownym omówieniu kilku zagadnień teologicznych mój interlokutor postanowił skomentować jeszcze problemy współczesnego świata. Wspominał też o filozofii, literaturze oraz ogólnie pojętej sztuce. Nasza rozmowa polegała na tym, że osobnik stojący przede mną mówił a ja przytakiwałem, co najwyżej odpowiadałem zdawkowo lub starałem się znaleźć odpowiednią wymówkę, która pozwoliłaby mi odejść od natręta. I w taki to sposób gawędziliśmy kilka minut.

– Wie pan, mam taki kłopot, coraz mniej znam ludzi w tym mieście, a z panem się tak miło rozmawia. Czasem jest w człowieku taka potrzeba żeby, pan rozumie. A tu akurat mam taki kłopot w którym mógłby mi pan pomóc. Czy może mi pan dać złoty siedemdziesiąt – wyrecytował prawie jednym tchem i tym samym doszedł do sedna sprawy, która miał do mnie. Oczywiście dałem. Zawsze daje jak mam. Ale muszę przyznać, że tym razem ten pan naprawdę zarobił na te drobne. Porozmawiał o filozofii, numerologii, Biblii, sztuce, literaturze, polityce i dopiero po tym przeszedł do prośby o dotacje. Dałem te złoty siedemdziesiąt z prawdziwą przyjemnością.