Biegnąc w deszczu
Stał w bramie kamienicy przy jednej z wielu ulicy w centrum miasta. Chronił się tam przed deszczem. Choć w zasadzie dobrze wiedział, że deszcz był w tym miejscu najmniejszym jego problemem. Takie wystawanie w bramie domu stojącego w tej akurat dzielnicy o trzeciej nad ranem nie jest najlepszym pomysłem. Bał się deszczu, bał się zmoknąć, ale mogło go spotkać coś znacznie gorszego.
Świadczyły o tym choćby dobiegające do jego uszy, co kilka minut, pijackie zawodzenia. Słyszał na razie w oddali trzaskanie drzwiami, dźwięk rozbijającego się szkła, jakieś płacze i krzyki. – Normalne – pomyślał. Tu zawsze tak było. Tak jest i najpewniej tak będzie przez następne dziesięciolecia. I nie będą na to miały wpływu żadne zmiany ustrojowe. – A zburzyć to wszystko. Parkingi porobić – przypomniał sobie zdanie, którym komentował takie miejsca jego przyjaciel.
Teraz stał w tej przeklętej bramie i zastanawiał się czy wyjść na deszcz i iść do miejsca tymczasowego zamieszkania, które kiedyś nazywał domem czy sterczeć tu jak widły w gnoju i czekać aż coś się wydarzy. A po zbliżających się i narastających dźwiękach mógł sądzić, że coś na pewno się wydarzy. Liczył na to, że jednak wcześniej przestanie padać.
Na początku usłyszał tylko miękkie szłapanie drobnych kroczków na mokrym chodniku i odruchowo skulił się w sobie.
– O ożeż ty kurwa, ale leje – usłyszał i w tej też chwili zobaczył jak wpadła do bramy.
– Cześć – dodała szybko, gdy go zauważyła.
Stała przed nim, zwrócona twarzą do wyjścia z bramy tak że ze swego miejsca mógł obserwować nie tylko jej plecy, ale i to wszystko, co było powyżej i poniżej pleców. A było, co obserwować! Szczególnie poniżej pleców. Zważywszy, że stała tam w mokrej a przez to całkowicie przezroczystej sukience widok był piękny i nader kuszący. Materiał sukienki oblepiał jej piękne, smukłe nogi. Pokrył też to, co było wyżej, a było to naprawdę powabne! Pokręciła głową pozbywając się w ten sposób nadmiaru wilgoci, co przywiodło mu na myśl widok psa, który wylazł z wody i teraz chce się jak najszybciej osuszyć. Przeczesywała palcami dłoni włosy nadal kręcąc głową na boki oraz w górę i w dół. Gapił się na nią bezczelnie. Światło latarni ulicznych oraz mokra sukienka sprawiały, że miał wrażenie, że stoi przed nim naga.
– Ładny? – spytała nie odwracając się do niego.
– Ładnie, co? – odwzajemnił pytanie wyrwany z zamyślenia.
– Pytam czy ładny masz widok? – uszczegółowiła.
– Tak – wypalił nim zdążył pomyśleć.
– Nie krępuj się. Patrz sobie – powiedziała z uśmiechem.
– Przepraszam – wymamrotał, ale nie przestał patrzeć na kobietę strojąca przed nim.
Odwróciła się do niego. Na to, co miała z przodu, również mógłby gapić się godzinami.
– Już? – spytała.
– Nie, i jeszcze długo nie – powiedział znów szybciej niż pomyślał, co powiedział a ona uśmiechnęła się do niego.
– Pobiegniemy? – spytała wskazując ulicę, na której szalał deszcz. – Lubię biegać w deszczu – dodała.
– Powiedz mi po angielsku: umiałam robić tak, abyś kochał mnie w deszczu – powiedział sam nie wiedział, czemu to robi, ale najwyraźniej nagłe skojarzenie zapanowało nad nim.
– Słucham!? – spojrzała na niego zaskoczona, ale uśmiechnęła się do niego.
– Przepraszam. Bardzo przepraszam. To taki cytat. To cytat z Hłaski. Marka Hłaski.
– You made me make love to you in the rain – powiedziała spokojnym tonem patrząc na niego.
– Co? – rzucił. Teraz to ona go zaskoczyła.
– No, myślałam, że bawimy się w znajomość cytatów z polskich pisarzy? – odpowiedziała z uśmiechem.
Tak. Teraz zrozumiał. Przecież sam zaczął. Mógł się przecież spodziewać, że ktoś jeszcze oprócz niego będzie znał ten cytat.
– A wiesz jak tam jest dalej? W tym cytacie?– zadał kobiecie pytanie. – Tak wiem – odpowiedziała i ponownie się do niego uśmiechnęła.
– Ale może na początku przynajmniej pobiegajmy w deszczu. A potem… potem to się zobaczy. To powiedziawszy chwyciła zdecydowanie jego dłoń i pociągnęła go za sobą w deszcz. Pobiegli w ciepłym letnim deszczu ulicą trzymając się za ręce.
