– Jest już za późno! Nie jest za późno!
Jest za późno. Zdecydowanie za późno. Za późno na wszystko. Jestem za stary. Za bardzo przywiązany do przeszłości. Jest za późno, żeby rozstać się z przeszłością, nawet jakbym tego naprawdę chciał i wierzył, że to możliwe. Teraz gdybym nawet potrafił przy wsparciu farmakologii porzucić na chwile swoje lęki, swoje wspomnienia, swoje życie przeszłością i poszukał czegoś, kogoś zupełnie innego, nowego, to i tak nic nie wynikło by z tego konstruktywnego. Zawsze zataczam koło i kończę w punkcie wyjścia lub nawet daleko wcześniej niż w tym punkcie mojej drogi. Częściej zawracam niż idę naprzód.
Ja tu za chwilę zwariuje. Jednostajnie chodzę tam i nazad, aby rozchodzić to, co jest we mnie poskładane z bólu. Krążę po pokoju jak zwierz zamknięty w klatce, aby zająć czymś innym moje myśli. Ale automatyzm ruchu nie zagłusza natrętnych myśli. Robię to choć to w żaden sposób nie pomaga. Tylko męczy ciało. – Niech choć na chwilę przestanie boleć! – powtarzam na głos jak mantrę. Niech opuści mnie na trochę strach przed zamknięciem, jak i ten strach przed wyjściem, który okazuje się nawet silniejszy od tego jemu przeciwnego. Byle choć na chwile skoncentrować się na czymś innym niż wyrywająca się z ciała dusza.
O! Żeby można było, choć poczytać. Popatrzeć bez celu w ekran. Móc, choć na chwile, zająć myśli czymś innym. Jak dobrze byłoby móc i mieć z kimś porozmawiać. Robię wszystko jak należy, żyje, jem, śpię, pracuje, ale straciłem do tego dusze. Straciłem zupełnie serce do życia. Nie wiem czy umiem być szczęśliwy. Może jest już za późno na moje szczęście?
Na wszystko jest już za późno. Na nowy początek jest za późno. Na nową pracę, nowe życie, nowy dom, nowy start w karierze. Za późno na nowe przyjaźnie, na zmianę mojego myślenia. Na odkrycie nowej drogi, na odnalezienie nadziei w Bogu, na wyleczenie z tego, co mnie tak bardzo pęta. Jest za późno abym poznał kobietę, która będzie dla mnie tą właściwą. Tą ponownie najważniejszą. Tą jedyną i ukochaną.
Czasem odnoszę wrażenie, że nawet jakbym poznał nową, właściwą dla mnie kobietę, i ona nawet, co wydaje mi się zupełnie dziwne, zechciała być ze mną, to ja bym nawet tego nie zauważył. Po prostu, nie zauważyłbym jej znaków sympatii. Jestem na to zupełnie ślepy. Miłość jakby mnie nawet rozdeptała, to pewnie i tak bym jej nie zauważył. Do mnie trzeba podejść i wprost coś o tym powiedzieć, a przecież nie ma takich kobiet, a przynajmniej są w znacznej mniejszości. Dlatego też i w tej dziedzinie jest dla mnie za późno.
Jest za późno na nowe wyzwania w karierze zawodowej. Choć odnoszę spore sukcesy w mojej nowej pasji, jaką stało się kolekcjonowanie zawodów i teoretycznej wiedzy na ich temat, to jednak zdecydowanie jest za późno na skorzystanie w praktyce z tego, co przyswoiłem sobie teoretycznie. Jest za późno na sukces. Na skorzystanie z wiedzy i doświadczenia w dziedzinie, w której jest zupełnie dobry. Jest za późno, bo przestało mi na tym zależeć, a po za tym chyba jestem za stary, aby ponownie stawać do wyścigu szczurów.
To nie prawda, że przeszłość nie istnieje. Nieprawda, że nie da się jest zmienić i że trzeba o niej zapomnieć i żyć tu i teraz. Żyć dalej, dla lepszej przyszłości. Przeszłość jest cały czas z nami. Istnieje w nas. Wciąż na nas oddziałuje. Nie da się jej wymazać. Zapomnieć. Ona jest i będzie zawsze. Nie da jej pominąć. Uznać, że przeszła i już nie wróci. Nie istnieje teraz bez przeszłości. W tym jednym chyba nie jest możliwe przyznać, że jest zupełnie za późno i trzeba zapomnieć.
Tak się właśnie zastanawiam czy istnieje potrzeba, dla której tak się męczę? Dla której tak uparcie walczę o przetrwanie. Poza tym, już tak banalnym powodem, że żyć trzeba. Po co to wszystko? Jaki jest w tym cel? Czy tylko przeżycie za wszelka cenę? Nawet za cenę poniżenia, głodu, choroby? Czy instynkt samozachowawczy jest najważniejszy? Czy poza nim nic nie ma znaczenia? To on determinuje nasze istnienie? Czy zwyczajnie jest już za późno i trzeba się z tym pogodzić? – Jest już za późno! Nie jest za późno! – jak pisał Edward Stachura. Nadal nie wie i to zapewne trzyma mnie przy życiu.
