Świąteczny czas, czyli więcej chciałbym

Obublikował pavvel dnia

Nieodmiennie od kilku lat nachodzi mnie to moje „chciałbym” tak zawsze w okolicach świat. Może to sprawia ta atmosfera świąteczna? Te wszechobecne kolędy, te światełka, te bombki, choinki, mikołaje… Z pewnością to wszystko, choć nie tylko to, sprawia, że w tym okresie roku staje się jeszcze bardziej sentymentalny niż zazwyczaj. Taki wyraźniej świąteczny. Pojawiają się u mnie niewidziane tak na co dzień pragnienia.  To taki czas, w którym bardziej niż zwykle chciałbym być szczęśliwy, kochany, doceniany i jeszcze kilka temu podobnych nachodzi mnie pragnień.

W tygodniach bezpośrednio poprzedzających Boże narodzenie nie jest łatwo zachować spokój psychiczny. Nie jest łatwo takim wykluczonym z życia rodzinnego, bo to przecież czas właśnie najbardziej poświęcony podstawowej komórce społecznej. Trudno uciec przed atmosferą świat.  Za oknem już od początku listopada mrugają kolorowe światełka a w biurze po drugiej stronie ulicy od tygodni stoi ustrojona kolorowa choinka. Na ulicach pełno kolorowych świateł, świątecznych dekoracji. W sklepach podobnie, choć tu dodatkowo, że wszystkich stron atakuje świąteczna muzyka.

– I’m dreaming of a White Christmas. Just like the ones I used to know – słyszę i zastanawiam się, o jakich on to białych świętach sobie tam śni? Bo ja, choć przyznaje znam takie, to już nie za bardzo je pamiętam. – Cóż, taki mamy klimat – cytując klasyka. Takie święta w białym śniegu to już raczej tylko we wspomnieniach.

Teraz jest inaczej. Bardziej depresyjnie. Ta szarość ulicy i padający deszcz, choć nie jest nastrojowo świąteczny to w połączeniu z marketingowym świątecznym szumem tworzy mieszankę, która może zabić. To prawda, co twierdzą psycholodzy i inni znawcy tematu, że w okresie świątecznym rośnie ryzyko zaostrzenia się stanów lękowych i depresyjnych. Suicydolodzy wskazują jednak, że nie oznacza to wzrostu liczby samobójstw w tym czasie. Zatem wynika z tego, że mimo wszystko, choć będę czuł się fatalnie, to jednak nie nabiorę większej niż zwykle ochoty na raptowne opóźnienie mej ziemskiej powłoki. Jest to jakieś pocieszenie.

Ale cóż, jeśli to też czas, w którym podstawowe komórki społeczne zajęte są jeszcze bardziej sobą i nie za bardzo mają czas dla kogoś, kto już od lat jest poza taką zbiorowością. Jest samotny mówiąc prosto. I ja to rozumiem, że nikt nie ma dla mnie czasu. Ale to nie zmienia faktu, że okres świąteczny sprzyja temu, że staje się w tych dniach bardziej rodzinny, przynajmniej w pragnieniach. Bardziej skłonny do tęsknoty za ciepłem domu. Za życiem we dwoje, a nawet w większym gronie, co jak wiadomo jest już u mnie stanem skrajnym. Co pięknie ilustruje poniższy cytat: Powiedz, kochanie, lubisz dzieci? Dyzma nie cierpiał dzieci i odparł: — Bardzo lubię.

W tych dniach częściej wspominam też przyjaciół.  I żałuje, że tych starych przyjaciół już ze mną nie ma a ci nowi jeszcze się nie pojawili. W tym czasie, choć przecież nie jestem w pełni samotny, to jakby bardziej czuje się sam. Bardziej jestem zamknięty w sobie ze swoim światem. Coraz rzadziej piszę.  Teraz tu prawie niczego nie pisze tylko chodzę po domu i gadam do ścian.  Wygląda na to, że łatwiej mi układać zdania w głowie niż je spisywać. Choć jak widać, często tak jest, choć nie zawsze.

Nie jest łatwo przed świętami, choć w same święta jest jeszcze gorzej. Przez większość roku tylko czasami coś „chciałbym”. Przez większość czasu jestem nieomal pogodzony ze swoim losem. Wiem, że, co bym nie robił, jak bym się nie starał to i tak na finał wszystko pójdzie źle lub będzie tak samo jak było. Ewentualnie jeszcze gorzej niż było. Ale w okolicach świat jest inaczej, bo wtedy nasilają się we mnie pragnienia.  Chciałbym mieć, czuć, posiadać, tulić. Brakuje mi czegoś, szczególnie kogoś. Pragnę silniej szczęścia, miłości, przyjaźni. Taki świąteczny czas.