Wielka, niewielka, Wielkanoc

Obublikował pavvel dnia

Zawsze zazdrościłem tym, którzy na święta wielkiej nocy mają z góry założony plan. A to rodzinne święta. Wypad w góry lub nad morze. Agroturystyka. Pielgrzymka po rodzinie. Po prostu mają to szczegółowo lub tylko ogólnie, ale zaplanowane. Ja zawsze, każdego roku, miałem z tym problem. Kiedyś mniejszy, bo ktoś podejmował za mnie decyzje, teraz za czasów samotności, większy.

Zasadniczo to chciałbym po swojemu obchodzić każde święta.  W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie. Nic nie muszę. Mogę, co chce. W świąteczne dni, czyli w te imiennie wolne od pracy, to już zupełnie mogę zagospodarować czas po swojemu. Nikt nie krępuje mnie w moich wyborach, ale… no właśnie zawsze jest to, ale.

Jako osoba nienadmiernie wierząca, albo lepiej zdecydowanie niepraktykująca mam z świętami spory problem. Tak z jednej strony to przecież ta cała retoryka kościoła z jej przekazem jest dla mnie za nie do przyjęcia, ale tak ze strony tradycji, tak kulturowo jest od celebracji świąt uzależniony.

Lubię ten cały świąteczny obrządek. Te palemki. Te koszyczki. Świecenie. Pisanki.  Jak mówił Moryc Welt w „Ziemi obiecanej” – Ja jestem człowiek, który kocha i potrzebuje pięknych rzeczy. Jak ja się narobię cały tydzień, to potem w (…) niedzielę potrzebuję odpocząć, potrzebuję iść do ładnej sali, gdzie bym miał ładne obrazy, ładne rzeźby, ładną architekturę, ładne ceremonie i ładny kawałek koncertu. Ja bardzo lubię te ceremonie wasze, w nich jest i piękny kolor, i ładny zapach, i dzwonienie, i światła, i śpiewy. A przy tym jak ja już muszę słuchać kazania, to niech ono będzie nienudne, niech ja słucham delikatnego mówienia o wyższych rzeczach, to jest bardzo nobl i to dodaje człowiekowi humoru i ochoty do życia!

Ja potrzebuje uszanowania wiekowej tradycji przodków, którzy spotykali się przy wielkanocnym stole. Jest we mnie głęboko zakorzeniona potrzeba kontaktu z rodziną. A z drugiej strony nie mam chęci uczestniczyć w tym, co mnie tak naprawdę dawno przestało wzruszać. Nie wiem, jak to się stało, że przestałem w to wszystko wierzyć. Nie wiem, w którym momencie mojego życia zatraciłem wiarę w magię świąt w wymiarze sacrum w pozostało już tylko to, co moglibyśmy nazwać profanum.

Mam taką dwubiegunowość. Z jednej strony mam wrażenie, że nie ma we mnie potrzeby odgrywania scenek przed publicznością wiernych. Wolę być biernym obserwatorem tego spektaklu. Ja nie muszę, nie mam potrzeby aktywnego uczestnictwa. I nie chcę mieć poczucia, że robię coś z przymusu. A czasami czuję, że jestem nakłaniany do współudziału.  Nie mam potrzeby składania życzeń, bo ci wszyscy, którzy są mi bliscy i tak wiedzą, że im dobrze życzę. A czasem przecież to robię. I czasem jest to dla mnie cenne i dobre. Ale ogólniej rzecz ujmując zawsze denerwowało mnie składanie życzeń obcym w zasadzie osobom. Mogę im tak ogólnie życzyć wszystkiego dobrego, ale czy muszę indywidualnie każdemu w twarz wyklepać osobiście formułkę: zdrowych szczęśliwych… Przecież zawsze znajdzie się ktoś taki, kogo się tak po prostu nie lubi a wypada jednak coś powiedzieć przed świętami. Dlatego zrozumiałe powinno być, że nie chcesz się z nim serdecznie ściskać jak on dla ciebie jest, co najwyżej obojętny. Trudno wchodzę w relacje międzyludzkie i dlatego tak niechętnie składam życzenia świąteczne.

Zazdroszczę osobom, które potrafiły tak po prostu powiedzieć: nie obchodzę świąt. We mnie jednak jest za dużo sprzeczności, aby wykrzesać siebie stanowczość. Za dużo rozdarcia żeby wybrać jedną drogę i konsekwentnie ją podążać. Może przy następnych świętach będzie inaczej, bardziej tak jak ja chcę. Ale jak się znam, to zdecydowanie będzie tak samo, albo jeszcze gorzej. Może następne święta będą bardziej moje.  Zobaczymy. Tymczasem: wesołych świąt życzę.


Komentarze

  1. ReplyMarta
    Wesołych świąt:-)
    • ReplyAuthorpavvel
      spokojnych świąt:)