Zdrożeje wódka i piwo?

Obublikował pavvel dnia

Cztery złote za butelkę pięcioprocentowego piwa i trzydzieści dwa złote za pół litra czterdziestoprocentowej wódki. Takie najnowsze propozycje specjalistów rządowych dotyczące cen minimalnych na alkohol zawarte zostały w projekcie Narodowego Programu Profilaktyki Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Miałby on obowiązywać od 2016 roku.

Jeśli głównym lub jedynym rozwiązaniem problemów alkoholowych wśród Polaków ma być podwyżka cen wódki to zdecydowanie nie jest to właściwa droga. Ten kto pije, i ma z tym swym piciem wielki problem, nie przestanie pić tylko, dlatego że jakiś specjalista rządowej agencji wpadł na pomysł by za pół litra wódki uzależniony od alkoholu zapłacił o trzydzieści pięć procent więcej.

Jedna z licznych rządowych agencji opracowała program Narodowej Profilaktyki Rozwiązywania Problemów Alkoholowych gdzie postanowiła zaproponować podwyżkę cen alkoholu, jako najlepsze ich zdaniem rozwiązanie problemu nadmiernego spożycia wśród Polaków. Oprócz tego twórcy Narodowego Programu Profilaktyki Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wpadli na pomysł, aby ograniczyć liczbę lokali sprzedających alkohol. W założeniach Programu zamierza się zredukować liczbę lokali, które mogą sprzedawać alkohol tak, by jedno miejsce gdzie dostępny jest alkohol  przypadało od tysiąca do półtora tysiąca mieszkańców okolicy. Obecnie szacuje się, że na jeden lokal przypada około trzystu obywateli.

Po za tym rządowi specjaliści wpadli na pomysł całkowitego zakazu reklamy alkoholu. Kompletnie ignorując fakt, że wódka i piwo jest reglanie sprzedawanym produktem w Polsce, od którego państwo pobiera ogromny haracz w postaci podatków.

– Polityka cenowa to jeden z najskuteczniejszych elementów walki z alkoholizmem – mówi mediom wiceminister zdrowia. Jak tłumaczy ten państwowy urzędnik, w Polsce około sześćdziesięciu procent konsumpcji alkoholu stanowi piwo. – To pokusa dla młodych osób. Ścieżka do szybkiego upicia się. Nie ma kultury spożywania piwa dobrej jakości – komentuje. Wygląda na to, że jakby cena piwa wynosiła tysiąc złotych za butelkę to problem uzależniania od alkoholu wśród młodzieży zniknąłby całkowicie i to już w styczniu 2016 roku zaraz po wprowadzeniu zapisów proponowanych w Narodowym Programie Profilaktyki Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Pewnie minimalna cena alkoholu byłaby również wspaniałym sposobem na wsparcie kasy polskiego państwa, bo wtedy łatwiej byłoby zaplanować i kontrolować wpływy do budżetu z akcyzy na alkohol. Dlatego nie dziwię się radości ministra z podwyżek cen alkoholu, w końcu przecież zatrudnia go państwo a państwo czerpie korzyści z podatków od cen wódki i piwa.

– Takie decyzje prowadziłyby do zaburzeń na rynku. Cena nie jest najskuteczniejszym instrumentem ograniczenia nieodpowiedzialnej konsumpcji alkoholu – uważa przedstawiciel Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego.

Ale nie tylko branża spirytusowa zaniepokojona jest planami rządu. – Ja ciągle jestem pijany, ewentualnie mogę być mniej lub bardziej pijany. Jeśli wódka będzie za droga, to ludzie będą pić świństwa albo pędzić bimber – mówi Pan Staszek, alkoholik z wieloletnim stażem, zapytany przez nas o komentarz na temat planów rządu.  – Tak to jeszcze coś zostawało z tego, co ten mój wydawał na wódkę, to i co kupił czasami dla mnie czy dla dzieciaków. A teraz jak droższa wódka będzie to wszystko wyda na gorzałę – dodaje pani Janina, żona pana Staszka.