Sprawy łóżkowe

Obublikował pavvel dnia

Był taki czas, w którym wielokrotnie słyszałem z ust moich bliski oraz przyjaciół, że ja przez cały dzień tylko leże w łóżku. Kiedyś było więcej tego rodzaju pretensji czy zarzutów w stosunku do mojego leżącego trybu życia. Teraz jest ich mniej. Ale to pewnie wynik tego, że mniej jest już przy mnie tych moich bliskich i mniej jest przyjaciół.

Fakt, po części moje leżenie wynika ze specyfiki choroby mojej duszy na którą cierpię, ale nie tylko z tego.  Moje życie domowe ogranicza się do małej przestrzeni jednego pokoju, w którym centralnym punktem jest łózko. Takie wielkie, drewniane, ponad dwa metry na dwa metry. W pokoju jest też stół, a przy nim krzesła, lecz nie są zbyt często używane, gdyż ja najbardziej lubię spędzać czas łóżku. Łóżko to moje centrum zarządzania wszechświatem. Niby prosta sprawa. Taki osobisty wybór. A tak wielu te wnerwią.

– Bo ty to tylko leżysz – słyszałem od lat narzekania.  W zasadzie to przyznaje racje krytykom mojego domowego zachowania. Fakt, przeważnie leże. To jest moja pozycja naturalna, gdy przebywam sam w domu. I co z tego? Właściwie to mógłbym po przyjściu do domu usiąść przy stole i tak przesiedzieć na krześle tych kilka godzin dzielących mnie od potrzeby snu. Prawdą jest też, że zamiast stać mógłbym pojeździć na stacjonarnym rowerku, porobić przysiady lub pompki, pobiegać w kółko jak chomik, poskakać na skakance. Mógłbym, to prawda, tylko nie widzę takiej potrzeby. Wolę położyć się w moim przytulnym łóżku i poczytać. Mogę też pooglądać w takiej pozycji filmy, posłuchać muzyki lub popisać. Tam jest dla mnie po prostu wygodniej.

– Ty tak ciągle leżysz tylko – słyszałem i słyszę nadal narzekania. Tak, moje życie koncertuje się wokół łóżka i w łóżku. Tu odbywa się większość mojego życia. Prowadzę zatem leżący tryb życia. Rzymianie dla przykładu spożywali posiłki w pozycji leżącej i nie tylko posiłki i jakoś nikt nie neguje potęgi ich cywilizacji z tego powodu. Ale ten argument mało kogo przekonuje. Większość chciałaby zapewne żebym po przyjściu do domu stał przy stole ewentualnie zajął się na stojąco… no nie wie, ciesiołkom czy ogrodnictwem?

Poprawiacze mojego losu chcieliby zapewne żebym stojąc majsterkował, naprawiał urządzenia domowe lub przynajmniej stojąc zajął się malowaniem ścian. A jeśli nie miałbym kompletnie nic do roboty, to tak dla relaksu mógłbym postać sobie w koncie pokoju tak z pięć godzin. Bo broń Cię Panie Boże żebym położył się w łóżku! Bo ja tak można przez cały dzień leżeć!

Całkowicie nie rozumiem tej awersji do leżenia. Jak tak cichaczem obserwowałem i nadal obserwuje moich krytyków to oni też by chętnie poleżeli, ale coś w nich, coś wewnętrznego ich od czynienia tego odpycha. Nawet jak mogą, to argumentują, że nie mogą i zrobią wszystko żeby udowodnić sobie i innym, że naprawdę nie mogą. Jak nie wbiją gwoździa w ścianie właśnie teraz a nie za godzinę czy dwie, to jak nic świat zawali im na głowy. Jak nie posprzątają właśnie teraz, to zarosną brudem. Jak nie wyprasują tego, co jest do prasowania, to jak nic przez lata już będą chodzić do pracy w niepoprasowanym. No, nie mogą poleżeć, bo tyle jest do zrobienia.

Zdumiewa mnie to, bo ja przecież też jakoś żyje i to, że spędzam pewien czas w łóżku, poza spaniem w nim, nie prowadzi do tego, że leże tam głodny, w brudzie a wokół mnie wszystko się rozpada, bo nieumalowane, nienaprawione, nieułożone, niewyprasowane. Jakoś tam, może i nie najlepiej, ale zawsze jakoś daje sobie radę. To, że ktoś spędza czas w pozycji leżącej a nie stojącej nie czyni z niego gorszego człowieka. Taki styl życia, ani lepszy ani gorszy. Inny tylko, bo przecież nie zmontowano nas w fabryce na taśmie produkcyjne. Każdy z nas jest inny i może leżeć, kiedy tylko chce, siedzieć jak mu wygodniej i stać, jeśli tego właśnie chce i tego potrzebuje. Inne opcje spędzania domowego czasu też wchodzą w grę. Niech każdy w domu robi to, co chce i nikt niech nie ma o to do nikogo pretensji.