Tag Archives

5 Articles

pesymistyczny.pl

Komputer mówi nie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Przekonałem się po raz kolejny jak wielkie znaczenie dla życia przeciętnego Polaka mam opinia, jaką o nim wyrazi komputer podpięty to rządowego systemu. Jeśli komputer powie nie, to nie mam siły. Nie załatwisz, nie przetłumaczysz, bo komputer powiedział nie, i już. Teraz trzeba komputerowi, a właściwie tym, którzy są zarządcami jego woli, udowodnić, że nie jest się wielbłądem. A właściwie, że jest się wielbłądem. W moim przypadku musiałem udowodnić, że jest ubezpieczony, bo komputer twierdził, że nie jestem ubezpieczony.

pesymistyczny.pl

Tak trwała nasza bez słów rozmowa

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Kilka dni temu byłem świadkiem prawdziwego cudu. Do dziś jestem pod jego wielkim wrażeniem. Przez dziesięć minut w kompletnej ciszy urzędniczka zajmowała się moją sprawą. I choć milczeliśmy oboje jak zaklęci, to jak się potem okazało, jednak odbyliśmy długą i owocną pogawędkę. Choć nie padło w tym czasie więcej niż dziesięć słów.

dziennik pesymistyczny

Propaństwowy obowiązek meldunkowy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Nie zniesiemy obowiązku meldunkowego – oświadczył wiceminister spraw wewnętrznych i administracji. A stało się to w zaledwie kilka godzin po tym jak rządy w Polsce przejęli prawi i sprawiedliwi wysłannicy prezesa.

Pamiętam że na początku tego roku wpadła mi w ręce broszurka wydana nielegalnie pod koniec PRL-u. Autor artykułu traktującego o zniewoleniu Polaków przez ówcześnie rządzących wymieniał tam kilka przykładów, jakimi system komunistyczny gnębi tamto społeczeństwo. Jednym z podstawowych oskarżeń przeciw PRL-owskiej władzy a jednocześnie koronnym przykładem łamania podstawowych praw człowieka i obywatela w  latach słusznie minionych był, według przekonań autora publikacji, dobrze znany i dziś obowiązek meldunkowy.

Czy to nie dziwne, że minęło już przeszło dwadzieścia pięć lat nowej, wolnej przecież i jak się powszechnie uważa o wiele lepszej Polski a ten obowiązek, który swoje początki ma jeszcze w czasach stalinowskich, nadal nas niewoli i gnębić nas będzie – jak się okazuje – jeszcze długo.

Nowy wiceszef MSWiA twierdzi stanowczo, że brak meldunku wprowadziłby wiele kłopotów.  Między innymi przy płaceniu podatków, w sprawie obwodów szkolnych, w relacjach z wymiarem sprawiedliwości, w dziedzinie ochrony zdrowia czy podczas wyborów. To oświadczenie oznacza koniec wszelkich dyskusji w sprawie zniesienia obowiązku meldunkowego w Polsce oraz koniec prac nad jakimikolwiek projektami w tej sprawie.

Obowiązek meldunkowy miał być zniesiony już bardzo dawno temu. Ale jak to bywa w naszej krainie uśmiechu, coś tam się nie udało, coś nie bardzo zagrało i tak już mija ćwierć wieku obowiązku meldunkowego obowiązującego w wolnej Polsce. I nic nie zapowiada, że coś się zmienni. Nowy wiceminister spraw wewnętrznych i administracji raczył też zwrócić uwagę, że wszystkie rządy, które zapowiadały zniesienie tego obowiązku, odraczały wejście w życie swych decyzji. Wygląda na to, że rząd prawych i sprawiedliwych nie chce przynajmniej w tej sprawie odróżnić się od poprzedników. Co prawda dawna PRL-owska opozycja to teraz nasza demokratycznie wybrana władza, ale widać dbałość o to żeby obywatel nie zgubił się przypadkiem rządowi jest wieczna i ponadczasowa.

Dlatego pamiętaj obywatelu krainy wolności i dobrej zmiany. W Rzeczypospolitej Polskiej masz i będziesz miał obowiązek meldować się podczas urlopu, deklarować swoje wykształcenie i stosunek do służby wojskowej. Właściciele, dozorcy i administratorzy nieruchomości pamiętajcie! Macie prawny obowiązek donoszenia na niezameldowanych lokatorów. A może trzeba ponownie opublikować broszurkę wydaną ponad ćwierć wieku temu? Tak dla przypomnienia jakie ideały wyznawała dawna opozycja, która teraz jest u władzy. Bo jak widać punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu siedzenia.

dziennik pesymistyczny

Prochem jesteś i w proch się obrócisz

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– W piwnicy mnie pochowajcie, w piwnicy mi kopcie grób – brzmią słowa starej knajpianej piosenki. To pragnienie wyrażone przez podmiot liryczny w tym dobrze znanym naszemu społeczeństwu utworze niestety nie jest łatwe do spełnienia w Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, bo tu każdy jest własnością państwa, tak za życia jak i po swojej śmierci. Dosłownie ciałem i umysłem.

Gdy już zejdziemy z tego łez padołu nie możemy tak po prostu zapragnąć, aby nasze doczesne szczątki były złożone na wieczność tam gdzie sobie zażyczymy, bo jako państwowa własność mamy przecież obowiązki oraz podlegamy państwowemu prawu. Zgodnie z ustawą o cmentarzach i chowaniu zmarłych ciało osoby zmarłej może być pochowane w grobach ziemnych, murowanych lub w katakumbach. Według prawa groby, katakumby i kolumbaria mogą znajdować się tylko na cmentarzach, które z kolei mogą zakładać jedynie gminy (cmentarze komunalne) oraz władze kościelne (cmentarze wyznaniowe). A więc nici z pragnień, aby być pochowanym w piwnicy na wino z głową obróconą tam „gdzie do beczki będzie szpunt”.

To, że jesteśmy śmiertelni okazuje się zazwyczaj niespodziewanie, więc warto wcześniej wyrazić wolę, co do tego jak byśmy chcieli przeczekać wieczność. Co prawda możemy w akcie ostatniej woli zażądać lub ewentualnie bardzo poprosić bliskich, aby nas spopielili, bo polskie prawo w swej łaskawości dopuszcza to by nasze zwłoki mogły być poddane kremacji. Ale nawet w tym przypadku, gdy obrócimy się w proch nie mamy, co liczyć na to, że spoczniemy tam gdzie nam się spodoba. Nasze prochy – w sensie dosłownym – też muszą spocząć tam gdzie nakazuje prawo, czyli na cmentarzu.

W Polsce nie mamy prawa do dysponowania szczątkami naszych bliskich zmarłych. Nie ma, więc najmniejszej nawet nadziei, że zgodnie z prawem i wolą zmarłego ustawimy urnę z doczesnymi prochami naszego bliskiego na kominku. Nie ma też, co marzyć o tym, że będziemy mogli zgodnie z jego wolą rozsypać je w pięknych okolicznościach przyrody. To, co na Zachodzie jest popularną i akceptowaną praktyką, w Polsce jest zakazane i możemy za taki czy zostać skazani na wysoką grzywnę.

Rząd dodatkowo zamroził prace nad ustawą, która zalegalizowałaby specjalne „łąki pamięci” na cmentarzach. Czyli jesteśmy skazani na formalny grobowiec z wykupionym miejscem i ze stosownymi za nie opłatami. Póki co, to co się stanie z naszymi zwłokami, gdy już odejdziemy z tego najlepszego ze światów reguluje prawo spisane w 1959 roku.

A jakby tak jednak wymóc na bliskich to żeby nas skremowali? Przecież prochy są najbardziej sanitarnie czystą rzeczą, bo ciało poddawane jest spalaniu w ponad 700 stopniach i niewiele z nas pozostaje. Oczywiście można, ale jak już wspominałem nie ma, co liczyć, że spoczniemy w morzu lub wśród gór. Episkopat Polski w liście do wiernych z listopada 2011 roku napisał, że Kościół stanowczo sprzeciwia się praktyce rozrzucania prochów ludzkich w miejscach pamięci, na morzu, w górach czy gdziekolwiek indziej. Ciało i prochy ludzkie należy złożyć do grobu. Kościół nie sprzeciwia się kremacji, ale zaleca zachowanie dotychczasowego zwyczaju grzebania ciał zmarłych. W zasadzie to nie jestem zdziwiony, przecież to biznes, a biznes to biznes i trzeba o niego dbać.

Mechanizm kontrolny wypracował Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Przed wypłaceniem zasiłku pogrzebowego część oddziałów ZUS domaga się albo pisemnego oświadczenia, że pogrzeb się odbył, albo nawet zaświadczenia wydanego przez administrację cmentarza. Są jednak ludzie na tyle majętni, że nie zależy im na 4 tysiącach zasiłku. Są też zmarli, na których zasiłek nie przysługuje. I ci mogą w konspiracji rozsypać prochy bliskiej im osoby tam gdzie zmarły sobie tego życzył. Ale trzeba oczywiście pamiętać, że państwo czuwa i „kto narusza przepisy niniejszej ustawy i rozporządzeń wydanych na jej podstawie, podlega karze aresztu lub grzywny”.

 „Księdza do mnie nie wołajcie, niech nie robi żadnych szop” – brzmią słowa pieśni. Ale nawet to nie jest łatwe.  Trzeba pamiętać o tym, że w Polsce prawdziwy monopol na życie po życiu ma rzymski kościół. Nie jest prostą sprawą zrezygnować z obecności katabasa na własnym pogrzebie. Bo choćbyśmy za życia bardzo podkreślali fakt, że nam z wiarą rzymską nie po drodze to presja rodziny i środowiska jest tak dużo, że w wielu przypadkach niewierzący i niepraktykujący i tak mają religijne pochówki. Cóż taki i kraj i takie obyczaje. W Najjaśniejszej Rzeczpospolitej nie jest łatwo żyć, nie jest też łatwo umrzeć, i nie jest też łatwo zaznać spokoju po śmierci.

dziennik pesymistyczny

Prawda to destabilizacja

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Państwo jest najbardziej jaskrawym, najbardziej cynicznym i najbardziej pełnym zaprzeczeniem tego, co ludzkie – napisał kiedyś Michał Bakunin. Odkąd wiem, co naprawdę myślą politycy jeszcze bardziej niż kiedyś zgadzam się z klasykiem.  Dla mnie najbardziej jaskrawym przykładem cynizmu naszej władzy jest usiłowanie odwrócenia uwagi społeczeństwa od istoty problemu. Nie ważne są prawdziwe oblicza polityków ukazane dzięki nagranym rozmową. Najważniejsze dla państwa jest to, że ktoś odważył się pokazać jak jest naprawdę. Szczera prawda zagraża interesom państwa. Narusza jego stabilność, wprowadza zamęt i obniża poziom bezpieczeństwa.

– Intencją osób czy zorganizowanej grupy przestępczej, która założyła podsłuchy (…), i systematycznie podsłuchiwała ludzi polityki i biznesu, nie jest interes publiczny. Wręcz przeciwnie, dziś widać, że jedynym efektem zorganizowanych podsłuchów, a następnie ich publikacji, jest destabilizacja państwa polskiego i to w sytuacji dość istotnej – powiedział premier. No tak, usłyszeć, co myśli o państwie konstytucyjny minister sprawiedliwości nie leży w „interesie publicznym”. Może czas przyznać, że nie leży to tylko w interesie klasy politycznej i urzędniczej dyktatury. Ujawnienie prawdziwej twarzy polityki nie leży tylko w interesie państwa, jako organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym. Bo przecież sam minister idąc w poprzek rządowej propagandy przyznał, że: „Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje dlatego, że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, a w zasadzie jest to „niestety chuj, dupa i kamieni kupa”. Jeśli państwo nie istnieje to, czym jest ten twór jak nie organizacją przestępczą właśnie?  -Przykra sprawa – jak przesądził ostatnio premier i trudno się z nim nie zgodzić.

– Nie mamy dzisiaj wystarczającej wiedzy o tym, kto i jakim celu dokonywał i upowszechniał nielegalne nagrania. Możemy się jedynie domyślać złych intencji i złych celów, które temu zjawisku towarzyszyły (…) efektem tych działań jest zagrożenie realną destabilizacją państwa – powiedział prezydent na konferencji prasowej. Zgadzam się, ujawniona  prawda o politycznej klasie jest zagrożeniem dla państwa, bo pokazuje dobitnie,  jakimi ludźmi są ci, którzy od dwudziestu pięciu lat wmawiają nam, że pracują tylko dla dobra narodu.

– Kto ma choć krótką pamięć, to pamięta identyczne zachowania albo bardzo podobne w wydaniu przedstawicieli różnych partii politycznych – mówił prezydent. I co to znaczy? Tyle tylko, że mimo przetasowań na scenie politycznej, mimo pozornych zmian, u władzy nadal pozostają cynicy nazywani u nas klasą polityczną. I nie ważne kto aktualnie jest u koryta.

– Po pierwsze, wyjaśnienie, kto i w jakim celu dokonywał nielegalnych podsłuchów. Po drugie, wyjaśnienie, dlaczego operacja na tak dużą skalę była możliwa i została ujawniona w zasadzie przez samych sprawców tak późno. Innymi słowy konieczna jest odpowiedź dotycząca poziomu bezpieczeństwa dzisiaj i w przyszłości – oznajmił prezydent.  No oczywiście, państwo nie może sobie pozwolić, aby jakieś łachmyty podsłuchiwały jego funkcjonariuszy i ujawniały, kim są oni naprawdę. Państwo musi takich podsłuchiwaczy znaleźć i przykładnie ukarać, aby nikomu niż nigdy nie przyszło go głowy ujawnianie prawdy o politykach. Bo „efektem (takich) działań jest zagrożenie realną destabilizacją państwa – że znów zacytuje prezydenta.

Teraz to nie pozostaje urzędnikom, politykom i całej tej państwowej klice nic innego jak tylko „minimalizować straty, które w wyniku afery podsłuchowej ponosi polskie państwo”. Te straty – są zdaniem prezydenta  – ” jednak ewidentne”.  Dlatego, choć mnie to denerwuje całkowicie rozumień to ogólnopaństwowe odwracanie kota ogonem. Przecież nie może być tak, że niewolnik tak łatwo może podsłuchać rozmowy nadzorców! Oraz nabrać przez to pewności co do swojego niewolniczego stanu. Co do swej murzyńskości. Przecież może się zbuntować! Jakby tak zrozumiał, że państwo istnieje tylko teoretycznie i przestał płacić podatki? Z czego oni wszyscy by żyli?

Nic w tym, więc dziwnego, że dla prezydenta ujawniona prawda o politykach jest „źródłem poważnego smutku i przykrości”. Bo przecież „fakt tak łatwego, nielegalne podsłuchiwania istotnych osób w państwie, jak i również treść rozmów” to prawdziwy skandal, bo przecież nikt nie powinien wiedzieć, co politycy i państwowcy myślą naprawdę.

I co tu jeszcze można zrobić? Cóż, można się na chwile wymienić z „opozycją” na posady. Tak dla przetrwania systemu. Żeby obywatel miał wrażenie zmian. Niech więc „ (…) przyjdą te oszołomy, kurwa i zrobią tu, kurwa, kocioł taki, że wszyscy będą mieli… wiesz – jak prorokował prezes Orlenu w jednej z podsłuchanych rozmów. Zróbmy wybory i zamieńmy cyników i kłamców na oszołomów i wariatów.

– Dobrze zorganizowaną grupę przestępczą nazywamy mafią, najlepiej zorganizowaną mafię, nazywamy państwem – powiedział ktoś mądry. A ty obywatelu nie podsłuchuj! Nie słuchaj prawdy o politykach i urzędnikach państwowych. Płać uczciwie podatki. Słuchaj propagandy i nauk kościoła. Siedź cicho i pracuj.  Bo znając prawdę państwie destabilizujesz państwo!