Nie chcesz? Nie głosuj, masz takie prawo.
Jak myślę o wyborach do parlamentu europejskiego to znajduje przynajmniej dziesięć powodów, dla których nie wybieram się na wybory. Pierwszym z powodów oczywisty, nie zagłosuje w wyborach, bo po prostu mam do tego prawo.
Sytuacja w naszej ojczyźnie jest nadal taka, że dzięki Bogu nie ma przymusu głosowania. I do póki nasi dzielni parlamentarzyści nie wpadli jeszcze na pomysł karania własnych obywateli za posiadanie własnej woli do zgodnie z prawem Rzeczpospolitej, jeśli nie chce mi się głosować to mogę i mam do tego swojego niechcenia prawo. I jest to moja suwerena decyzja. Dlatego bardzo drażni mnie nachalna propaganda namawiająca do udziału w głosowaniu. W tej agitacji nie ma nic poza takimi ogólnikami, jak to, że „mój głos jest ważny”. Jak by był naprawdę taki ważny to kandydat, jeden z drugim, pofatygowałby się do mnie do domu i wyłuszczył mi, co go tak ciągnie do PE. Ale dopóki kandydata na posła do PE nie zobaczę u mych drzwi z ulotką zawierająca dokładny jego program wyborczy to mam święte prawo sądzić, że jedyne, co go tam przyciąga to europoselska pensja. Jeśli jest inaczej to niech przyjdzie i mi to wyjaśni. Coś mi się jednak wydaje, że na mojej prowincji pretendenci do brukselskiego parlamentu ograniczą się do prezentacji swych podobizn na plakatach. A maksymalnym ich wysiłkiem będzie spot w lokalnej kablówce, może w radiu. Czytaj więcej
