Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Rocznicowe plusy i minusy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 6

Dwadzieścia lat temu czwartego czerwca odbyły się w Polsce pierwsze prawie wolne wybory. Przez ten czas zmieniło się wszystko. To już jest całkiem inny kraj niż ten z przed roku osiemdziesiątego dziewiątego. Inny, ale nie taki, jaki sobie wtedy wymarzyłem. Czasem gorszy, czasem lepszy, ale na pewno inny. Gdy myślę o Polsce mam wrażenie, że jestem jak dziecko, które na urodziny oczekiwało kolejki elektrycznej, jako prezentu od rodziców  a dostało książkę. Niby wszystko jest dobrze, książka jest ładna, pożyteczna, ma obrazki i wiele można się z niej dowiedzieć, ale to nie ta wymarzona kolejka elektryczna.

Nie lubię mówić o tym, że taka polska, jaka mamy teraz nie bardzo mi się podoba, bo takie mówienie bardzo często prowadzi to tego, że natychmiast przykleja mi ktoś na czole kartkę z napisem komunista. Nie, nie mam silniejszych niż inni sentymentów do PRLu. To, że czasami z rozrzewnieniem pomyśle o filmach Barei, czy przywołuje z archiwów pamięci scenki  z wódka o nazwie Bałtycka w roli głównej to wszystko nie czyni ze mnie PRL – owskiego rewizjonistę. Nie pragnę powrotu systemu gdzie władza robotniczą była tylko z nazwy. Nie chce tamtego zniewolenia, tamtej cenzury, kolejek i tego poczucia beznadziejności. Ale wtedy, gdy przed wyborami czerwcowymi rozwieszałem w moim mieście plakaty solidarności marzyliśmy z przyjaciółmi o innej Polsce. Wtedy myśleliśmy o Polsce solidarnej takiej nie tylko z nazwy, ale i ze znaczenia tego słowa. Braterskiej, równej i wolnej. Gdzie każdy będzie mógł w spokoju i dostatku realizować swoje własne marzenia.  Wtedy nie było wolności bez solidarności teraz nie ma już solidarności a wolność bez tej solidarności ludzkiej już nie taki ma smak. Wolność to nie tylko to, że mogę teraz napisać to, co myślę i nikt ( przynajmniej chce w to wierzyć) nie zanotuje tego w mojej teczce personalnej. I żaden sztab urzędników nie oceni mnie na podstawie moich myśli. Ale wolność to też możliwość pracy za godzina zapłatę i związany z tym spokój.  To życie nieskrępowane ekonomicznym bytem.

Teraz dostałem po dwudziestu latach świat gdzie najwyższym dobrem i Bogiem jest pieniądz. Kraj, którym rządzą oligarchiczno – korporacyjne powiązania, zaprawione kapitalistycznym wyzyskiem rodem z dziewiętnastego wieku. Czy naprawdę chcieliśmy wtedy polski, w której siedemnaście procent obywateli ma zaufanie do własnego prezydenta i własnego rządu? Gdzie szczytem demokracji jest kilku procentowa frekwencja przy urnach? Widać wyraźnie, że Polacy po osiemdziesiątym dziewiątym roku poszli dwiema, a może nawet trzema drogami i coraz bardziej się od siebie oddalają. Jedni poszli drogą kapitalistycznego dążenia do dobrobytu, do posiadania, do materialnego raju nawet za cenę wyzysku innych współobywateli. Drudzy odnaleźli drogę łatwego życia w politycznym kotle. I nie mówię tu tylko o zawodowych politykach, ale o całym tym państwowym molochu liczonym w miliony urzędników i lokalnych działaczy. Oni w powiązaniu z tymi pierwszymi tworzą nam Polskę, w której żyją wszyscy ci, którzy nie bardzo wiedzą jak mają się w tej nowej kapitalistycznej rzeczywistości poruszać. Ich droga to ubóstwo, bezrobocie i nędzą. Tylko, że oni nie idą z wyboru tą drogą, lecz raczej zostali na nią zapędzeni.

To uproszczenie i jak każde uproszczenie ma swoje wady. Ale chciałem pokazać ze nasz kraj to nie raj wolności, gdzie każdy może żyć tak jak chce. Większość strajków z lat osiemdziesiątych miała podłoże ekonomiczne, ludzie walczyli o lepszy byt oraz o wolność. A teraz mówi im się, że przecież mają już wolność a przyzwoity byt… no tu są przejściowe trudności. Pamiętam przemówienie z początków nowej polski gdzie ówczesny ekonomiczny uzdrowiciel, który teraz naucza maluchy w przedszkolach podstaw biznesu, mówił, że trzeba zacisnąć pasa i już za dwadzieścia lat będzie lepiej. A jak jest widzimy. Nie zmieniły się tylko ramy czasowe, w których tej raj ekonomicznego spokoju i dobrobytu ma nadejść. Teraz też ma to nastąpić za dwadzieścia lat. Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie to nie doczekam. Jestem przekonany, że wielu powie teraz po tym, co przeczytało, że przecież mogłem jak inni wybrać drogę kapitalistycznego rozwoju. Stanąć w szeregu przedsiębiorców i z dumą wykuwać sobie nowy raj. Ale ja nie bardzo mogę tak jak moi koledzy, którzy kupują za 10 zł a sprzedają z uśmiechem za 1000 zł to, co jest warte jeszcze mniej. No, nie wiem jakoś tak coś mi nie pozwala. Sumienie czy co? Ale nie wdawajmy się w takie teologiczne rozważania.

W moim prowincjonalnym mieście nie trudno znaleźć przykłady na to, że nie wszystko poszło w dobra stronę. Poupadały wielkie zakłady, nie ma już miejsca dla tysięcy robotników a to oni przecież głównie walczyli o wolność z komunistycznym reżimem. Teraz robotnicy i pracownicy najemni wylądowali na zasiłkach dla bezrobotnych. Postrzega się ich główne, jako silę napędowa gospodarki. Nie stali się jej podmiotem, ale raczej paliwem. Które szybko się wypala a dba się tylko o to żeby było go pod dostaniem. Nauczono nas, że to wszystko, co gwarantują obywatelom konstytucyjne prawa to tylko taka reklama demokracji. W której pokazuje się tylko dobre strony a o złych się nie wspomina. Tylko jeden z wielu przykładów. Od dwudziestu lat nie dało nie w Polsce zreformować służby zdrowia, do specjalisty trzeba się zapisywać z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Nie ma pieniędzy podobno na reformy. A jednocześnie mój kraj stać na prowadzenie kosztownych wojen a władza sprawowana jest w iście bizantyjskim stylu. Coś tu jest nie tak.

Teraz namawia się mnie abym wzniósł wieczorem toast za wolność, dobrze, ale może tak dwa toasty i to w dowolnej kolejności. Jeden za to, że nie ma już takiego systemu, jakim był PRL a drugi proponuje wypić za błędy. A tych przez te dwadzieścia lat nie brakowało. Tak jak przez cały ten czas notorycznie nam nie wychodzi w państwowej ekonomii i cały czas brakuje pieniędzy na sprawy socjalne to zdecydowanie lepiej nam się wiedzie, jeśli chodzi o afery. Jesteśmy mistrzami w ich tworzeniu a następnie w ich wykrywaniu. Afera FOZZ, żelatynowa, paliwowa, korupcyjne we wszystkich odmianach, orlengate, Rywina, ubezpieczeniowa, z krzyżem zasługi, seksafera, faszyści w TV i na imprezach, zagłuszanie pielęgniarek, naciski i dziwne samobójstwa. Dobrze starczy, było ich znacznie więcej. I żeby zobaczyć, co jest obecnie na tapecie wystarczy zajrzeć do gazety czy włączyć telewizor. Po co o tym pisze? Dlatego, że nie można zagłuszać pozytywami negatywów. Bo trzeba pamiętać, że jeśli nawet coś ma swoje plusy, nie znaczy to, że nie ma minusów. I ważne jest to żeby te plusy nie przesłoniły nam minusów. I dlatego gorzki to będzie ten rocznicowy toast. Bo zdaje sobie sprawę, że nie taka jest ta Polska, jaką sobie wymarzyłem. Jest tylko… po prostu lepsza niż była dwadzieścia lat temu.