Niegłosowanie jako postawa polityczna
We wczorajszych wyborach do Parlamentu Europejskiego frekwencja w Polsce według szacunkowych danych nie przekroczy dwudziestu pięciu procent. W moim prowincjonalnym mieście nie przekroczyła nawet dziewiętnastu procent. Nie wszystko da się wytłumaczyć tylko i wyłącznie nie dojrzałością polskiego społeczeństwa. Niegłosowanie stało się już u znacznej części obywateli świadomym wyborem politycznym, którego tylko politycy nie chcą zauważyć i zanalizować.
Postawa społeczna, jaką jest brak udziału w głosowaniach jest wyrazem niechęci znacznej części społeczeństwa to systemu wyborczego jak i do samego państwa jako takiego. Państwa rozumianego jako władza. Polacy coraz częściej nie identyfikują się z klasa polityczna i nie chcą udziałem w wyborach legitymizować władzy, z która nie czują więzi. Narasta w Polsce poczucie, że wszystko, co się dzieje w aparacie państwowym jest czymś zdecydowanie różnym od tego, co dzieje się na nizinach życia społecznego. Jeśli ktoś nie ma zaufania do władzy to nie ma też zaufania do samego sposobu wyborów. Jeśli nie ma w obywatelach poczucia związku miedzy aparatem państwowym a ludźmi to nie ma w tym nic dziwnego, że społeczeństwo nie chce brać udziału w tym, co jest dla niego tylko częścią politycznej gry.
Nieuczestnistwo w wyborach nie jest jakimś nowym zjawiskiem to proces narastający. Nawet w pierwszych wolnych wyborach z 1989 roku frekwencja wyniosła tylko około 62 procent. I od tego dnia przy każdej okazji wyborczej udział głosujących systematycznie spada. Jest to już, więc zjawisko trwałe i niezmiennie pogarszające się. Występuje w Polsce jaskrawo widoczny podział na dwudziesto-kilku procentową mniejszość głosującą i przytłaczającą większość nie chcącą z tym mieć nic wspólnego. Oczywiście nie można zapomnieć o kilku procentach ludzi, którzy płynnie przechodzą od głosowania do absencji i odwrotnie.
Dlaczego nie głosujemy? Czasami, dlatego że nie bardzo nam się chce. Ale niechcenie zawsze jest czymś spowodowane. Najczęściej poczuciem wyobcowania ze spraw politycznych. Mechanizm jest prosty, jeśli państwo – władza nie zapewnia nam choćby minimalnych możliwości godnego życia ekonomicznego to jak my możemy się z nim identyfikować. Jeśli postrzegam państwo głównie jako system represyjny oraz fiskalny to jak mam dawać legalizacje takiemu tworowi poprzez wybory. Jeśli oglądamy w telewizji polityków, którzy w sposób jawny obnoszą się ze swym bogactwem to jak mamy czuć z nimi łączność, jeśli sami żyjemy w nędzy lub te ubóstwo współobywateli widzimy w koło nas.
Postrzegamy często wybory, jako taką zabawę bogatych. Gdzie nasz udział ogranicza się tylko to wybrania tego kto nas bardziej ujmie spotem reklamowym czy uśmiechem z billbordu niż szczerą rozmową o swym programie politycznym. System wyborczy gdzie pieniądze są podstawą udziału w grze wyborczej jest dla wielu z nas nie do przyjęcia. Przecież przeciętny obywatel nie ma najmniejszych szans na to żeby bez żadnego wsparcia finansowego mieć choćby minimalne szanse wyborcze. Można iść do wyborów razem z bogatą partią polityczną zasiedziałą w państwowym systemie, ale wiąże się to z przyjęciem na siebie pewnych zobowiązań a nie zawsze wszyscy chcą się wiązać z czymś, czego nie akceptują. I tak nie znajdując swych przedstawicieli na listach wyborczych nie bardzo chcemy głosować. No, bo niby, na kogo?
Nie można jednak zgeneralizować w jedną postawę wszystkich niegłosujących obywateli nie jest ona jednorodna. Wśród niegłosujących są przedstawiciele wszystkich warstw i grup społecznych. Istnieje taki wielokrotnie powtarzany przez media pogląd, że osoby nie biorące udziału w głosowaniu do przeważnie ci, którzy są mniej wykształceni w odróżnieniu o tych bardziej wyuczonych głosujących. Jeśli nawet tak jest to można to tłumaczyć tym, że ci lepiej wykształceni to w większości ludzie, którzy są poprzez prace i zajmowane stanowiska społeczne bardziej związani z państwem jako strukturą wzajemnych powiązań. Mają z tym państwem interesy, więc nic dziwnego, że czują się zobowiązani legalizować jego poczynania poprzez udział w głosowaniu. Ci, co poprzez biedę i bezrobocie nie mogli i nie mieli szans wykształcić się i tym samym powiązać swój los z państwem nie czują się z nim siła rzeczy związani i nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Tym swoim niegłosowaniem właśnie pokazują to ze interesują się państwem w takim samym stopniu, w jakim to państwo nie interesuje się nimi.
Jeśli częściej głosują ludzie starsi oraz ci, co idą po raz pierwszy na wybory jest to łatwe to wytłumaczenia. Ci pierwsi głosują, bo tak już robili przez większość życia. Lub, dlatego że tak im mówią ich nakazy religijne. Gdzie władza i jej poczynania są traktowane jako nakaz, boski prawie. A nie głosowanie jest dla nich zerwaniem z tradycją. Młodzi zaś głosują, bo to coś, co mogą zrobić po raz pierwszy w życiu, więc po prostu to czynią bo już mogą.
Jeśli przyjmiemy założenie, że ten, co nie głosuje to przede wszystkim niedouczony i biedny obywatel to jak wytłumaczyć zjawisko niegłosujących, którzy są osobami całkiem nieźle wykształconymi, dobrze sytuowanymi, o sprecyzowanych poglądach ekonomicznych, ale inaczej rozumiejących demokrację. Wśród ludzi niegłosujących jest ich znaczna liczba. Tu już nie można mówić o niedojrzałości, czy głupocie, bo i taką opinie słyszałem, lecz o świadomej postawie politycznej. To obywatele, którym nie odpowiada taki rodzaj sprawowania władzy i nie odpowiada im też na przykład ordynacja wyborcza oraz sposób liczenia głosów. I nie widza możliwości zmian poprzez udział w tym, co im nie odpowiada. W polskim systemie politycznym nie znajdują oni dla siebie miejsca. Nie ma dla nich ofert wśród uwłaszczonych partii politycznych ani nie widzą możliwości przebicia się ze swoimi poglądami w taki systemie ordynacji wyborczej. Czyją się oni wyobcowani ze świata polityki, że świata państwowego. Wiążą ich z państwem przeważnie tylko podatki, które płacą a wszystko inne w nieznacznym tylko stopniu. Maja oni poczucie, że nawet jak zagłosują to ich realny wpływ na sytuację swą własną oraz współobywateli pozostanie niewielki.
Otwartym pozostaje, więc pytanie, jaka jest legalność przedstawicieli narodu w parlamencie europejskim, jeśli siedemdziesiąt pięć procent obywateli polski nie poparła żadnego z polskich kandydatów. Jest więc teraz sytuacja, w której nowi europosłowie mogą występować w Brukseli tylko w imieniu tych 25 procent Polaków, swoich wyborców którzy głosowali. Coś tu jest wyraźnie nie tak jak być powinno.
