Walka o życie na deptaku
Centralna ulica mojego prowincjonalnego miasta która, miała być miejscem do spacerów i wypoczynku. Gdzie mieszkańcy mogliby rozkoszować się wypoczynkiem na ławeczkach czy w kawiarnianych ogródkach stała się miejscem walki o byt miedzy pieszymi a kierowcami.
Główna ulica mojego prowincjonalnego miasta została zamieniona na deptak już wiele lat temu. Zmieniła się władza w mieście, a nawet ustrój w kraju. Ale jedno się nie zmieniło. Przyzwyczajenia kierowców. Nawet ci najmłodsi, co to nie wyglądają na takich, co mogą pamiętać tą ulice z lat siedemdziesiątych, jako pewna samochodów zdają się tym przyzwyczajeniom mimo wieku ulegać. Deptak ciągnący się przez całe centrum jak sama nazwa wskazuje jest to miejsce do deptania go nogami przez pieszych a nie do jazdy samochodem czy innym pojazdem silnikowym.
Dla podkreślenia spacerowego charakteru ulica została wyłożona kamienną kostka i granitowymi płytami na całej szerokości, od kamienicy do kamienicy. Nic to jednak nie pomogło nadal jest to miejsce gdzie rozgrywa się codzienna walka zmotoryzowanych z pieszymi. Nie pomagają zakazy i nakazy, kamery monitoringu, patrole policji i straży miejskiej. Tam zawsze w jakiś przedziwny i magiczny sposób pojawi się samochód lawirujący miedzy przechodniami. I żeby to był jeden samochód, co jakiś czas to jeszcze rozumiem, ale to jest już prawdziwy ruch kołowy. Ze swoimi utrudnieniami, korkami i zatorami. Na deptaku dopuszczony jest, co prawda ruch pojazdów dostawczych oraz aut mieszkańców, ale jest ich tyle, że trudno uwierzyć się tą liczbę tworzą tylko pojazdy uprzywilejowane. Samochodów jest tak dużo że trudno się pieszemu poruszać miedzy nimi. Więc można mieć uzasadnione obawy, że to nie tylko pojazdy posiadające zezwolenie na wjazd poruszają się deptakiem. Co pewien czas przejedzie tam nawet radiowóz służb mundurowych, ale zawsze jakoś tak pospiesznie a nie patrolowo.
Strażnicy porządku traktują ten teren jak pole bitwy o prawo i porządek tylko wtedy, gdy rozpocznie się kolejna burza medialna w sprawie pojazdów na deptaku. Jak tylko dziennikarze odpuszczą, odpuszczają też mundurowi. W okresie letnim walka o byt na deptaku nabiera nowego wymiaru. Gdy pojawiają się kawiarniane ogródki zastawiając, co pewien czas duża cześć chodników. Tworzy się przedziwny labirynt korytarzy miedzy ogródkami. Gdzie samochody i piesi przed nimi uciekający skręcają raz w prawo i w lewo w odwiecznej pogoni. Ten, kto przysiądzie na chwile na ławce czy w ogródku przy stoliku może, co prawda może obserwować zmagania ludzi w maszynach z ludźmi poruszającymi się na własnych nogach. Ale na pewno nie możne tego skomentować ze znajomymi, bo w tym huku silników i pisku hamulców nie można się nawzajem usłyszeń.
Taka sytuacja trwa już tak długo, że nie wiem czy kiedykolwiek się skończy jakimś rozwiązaniem. Jest tak bardzo nierozwiązywalna, że mam poważne obawy, że przetrwa dłuższej niż wytrzyma materiał, z którego deptak został wykonany. Mnie zastanawia jedno, jak to jest, że w moim mieście jest tak wielu tych, co to krzyczą o prawie i sprawiedliwość a nie potrafią uszanować zwykłego znaku zakazu wyjazdu. Sadząc po tym jak wielki był na mojej prowincji sukces wyborczy PiSu i jak wiele jest samochodów na deptaku łamiących zakazy jazdy, wielu jest takich.
