Państwowy odcisk mojego palca
Dla naszego obywatelskiego dobra od wczoraj zostały wprowadzone nowe zasady wydawania paszportów. Każdy mieszkaniec naszego kraju, który ubiega się o paszport, musi złożyć odciski dwóch palców na elektronicznym czytniku. Czyli to, co znaliśmy zazwyczaj z książek i filmów kryminalnych teraz może nas w wolnej i demokratycznej ojczyźnie spotkać nie na policji, lecz w urzędzie. Nie wtedy, gdy dokonaliśmy jakiegoś przestępstwa, lecz gdy ten cudowny kraj chcemy na chwile opuścić. I żeby nie było żadnych wątpliwości nowy sposób kontrolowania i ewidencjonowania polaków został wprowadzono dla ich dobra właśnie.
W 2006 roku prowadzono w Polsce paszporty z jedną cechą biometryczną, czyli z obrazem twarzy. Ale zgodnie z rozporządzeniem unijnym wydanym dwa lata wcześniej we wszystkich krajach unii europejskiej muszą obowiązywać paszporty z dwiema cechami. Dlatego teraz, obok zapisu obrazu naszej twarzy, w paszportach pojawiały się także nasze odciski dwóch palców. Coś mi się wydaje, że to nie jest ostatnie urzędnicze słowo w tej sprawie.
Procedury poboru odcisków palców są takie, jakie znamy z kryminałów. Już samo to sugeruje, że jesteśmy czegoś tam winni. No, bo i po co urzędnikom nasze odciski palców? Przecież nie, dlatego żeby chronić i zabezpieczać nasz paszport. Przecież każdy, kto go posiada wie, że podrobienie takiego dokumentu to nie lada wyzwanie już teraz. I dodanie naszych odcisków palców do zabezpieczeń nie za wiele tu zmieni. Nie na żadnej pewności czy wprowadzenie identyfikatorów biometrycznych rzeczywiście przyczyniło się do zwiększenia bezpieczeństwa. Moim zdaniem nowe prawo stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa ze względu na ryzyko nadużyć. Brak w nim przejrzystości norm zarządzania zdobytymi danymi. Istnieje przecież możliwość wycieku wrażliwych informacji. Nikt nie wspomina o stosownej ochronie tych baz z danymi. Jest tu tylko mowa o jej niszczeniu ich zawartości po wytworzeniu paszportu. Więc po co zbierać odciski palców jeśli nie ma ich z czym porównać. Nikt z urzędników wczoraj nie mówił też o kosztach takiej operacji czy adekwatność do zagrożeń.
Tak naprawdę po tym jak przyłożymy nasze palce do czytnika tracimy kontrole nad tym, co się dzieje następnie z naszymi odciskami palców. Trafiają one do komputerowej bazy danych. A stamtąd zostają zakodowane w warstwie elektronicznej paszportu, choć nie są odwzorowane graficznie w dokumencie. Czyli nie są widoczne gołym okiem. Można je rozpoznać dopiero przy użyciu specjalnych czytników. Więc w zasadzie nie bardzo wiemy, co tam się w tym elektronicznym zapisie właściwie się znajduje.
Do tradycyjnych metod ewidencji polaków dołączył nowy. Teraz w każdym urzędzie podajemy setki razy PESEL, NIP, nazwisko, imię, drugie imię, adres zameldowania, który urząd skarbowy i tym podobne. Przedstawiamy po dwa dokumenty tożsamości. Zapewne w niedługiej przyszłości będziemy musieli identyfikować się w urzędach dodatkowo odciskiem naszego palca.
Jakoś nie bardzo mi się chce wierzyć w zapewnienia urzędników, że bazy danych z odciskami palców zbierane przy wydawaniu paszportów zostaną natychmiast zniszczone po ich wykorzystaniu przy produkcji dokumentów. Dziwne się wydaje, że po zdobyciu z takim trudem tak ważnych danych nie zrodził się, w jakim urzędniczym umyśle pomysł przekazania takiej bazy na przykład służbą specjalnym. Nie dowiemy się o tym jednak nigdy, bo jak przystało na państwo wolne i demokratyczne o takich sprawach obywateli się nie informuje. Takie informacje są tajne, że względów bezpieczeństwa. Oczywiście bezpieczeństwa obywateli a nie urzędniczo – politycznego państwa.
