Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Czterdzieści lat kryzysu

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Urodziłem się na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Jednym z pierwszych słów, jakie poznałem było słowo – kryzys. I tak już kryzys towarzyszy mi przez całe życie.

Jak tylko uzyskałem świadomość własnego istnienia i docierało do mnie to, co się dzieje wokół mnie. Zrozumiałem, że wszyscy mi powszechnie wmawiają, że nie mogę mieć tego, co chce lub mi się należy, bo jest – kryzys. Jednocześnie słyszałem, że jak się postaram osobiście, jak my obywatele się postaramy, jak zaciśniemy pasa, jak się w sobie zbierzemy i poczekamy ciężko pracując jakieś dziesięć lat to się wszystko odwróci i już nie będzie kryzysu. I nastąpi szczęśliwość społeczna. Istny raj na ziemi. Zrozumiałbym, jeśli by to mówili katolicy, dla których idea nagrody w niebie po ciężkim i długim życiu jest czytelna. Ale wmawiali mi to przez całe dzieciństwo politycy z PRLu, czyli ci nie szczególnie wierzący. Tak czy inaczej kryzys był przy mnie jak ten anioł stróż. Zawsze przy mnie i na ustach polityków tłumaczących mi, że żyje mi się nędznie właśnie przez to dziwaczne zjawisko, jakim ów kryzys jest.  Nadnaturalne prawie zjawisko. Przychodzi on ten kryzys i nikt za niego z rządzących nie jest odpowiedzialny. No chyba, że ci, co rządzili poprzednio. Ci obecnie u władzy nigdy.

Jak wspominałem urodziłem się w latach siedemdziesiątych w tym czasie nasz kraj finansowany był kredytami zagranicznymi. Była stabilizacja chwilowa. I może ten chwilowy dobrobyt stał się w pewnym sensie impulsem to mojego zaistnienia na tym targanym kryzysem świecie. Potem już nie było tak dobrze. Od 1975 roku zaczęło się kryzysowanie w prasie i na mównicach. W następnych latach narastającemu kryzysowi politycznemu i gospodarczemu towarzyszyła jednak przynajmniej propaganda sukcesu. Czyli mniej więcej jak teraz. Do wyborów byliśmy niemal wyspa szczęśliwości po wyborach do parlamentu europejskiego w przeciągu dwu tygodni staliśmy się ofiara kryzysu. Zapewne potrwa ten stan z przerwami aż do wyborów następnych. Potem przez chwile propagandowo stanie się lepiej i następnie znów nastąpi kryzys.

W latach osiemdziesiątych znów był kryzys. Tym razem były to przejściowe trudności, oczywiście propagandowo. W kraju były strajki i niepokoje społeczne, więc trzeba było poczekać na coś lepszego. Nic takiego nie nastąpiło z wiadomych przyczyn. Był kryzys i niczego nie było w sklepach, ale przynajmniej była nadzieja na to, że politycznie się coś zmieni i wtedy gospodarczo się ten kryzys się skończy.

W osiemdziesiątym dziewiątym nie było już ustroju wiecznego kryzysu. Z nadzieja czekałem zgodnie z zapowiedziami ówczesnych reformatorów, że za jakieś tam dwadzieścia lat będzie po kryzysie. Ale przez te wszystkie lata nowej polski ciągle jednak kryzys powracał. Co kilka lat dosłownie, no może nawet, co kilka miesięcy mieliśmy nowy kryzys. Stał się on najlepszym wytłumaczeniem na wszelkie złe rządzenie. Jak nie ma dróg – kryzys, jak nie ma pieniędzy dla policji czy nauczycieli – kryzys. Jak bezrobocie – winny kryzys.

I proszę, opisałem powyżej czterdzieści lat polskiego permanentnego kryzysu. Może, więc najwyższy czas zastanowić się, dlaczego tak jest, że zawsze tym, co mnie informują o tym, że mam zacisnąć pasa bo kryzys, żyje lepiej niż mnie. Dlaczego jest tak, że tylko tym, co u władzy kryzys jakoś nie doskwiera? Nie widać kryzysu we władzach tylko u tych rządzonych jest od obecny. Świat się zmienił, ustrój się zmienił a kryzys, jako wytłumaczenie na wszystko przetrwał. A może to po prostu kryzys państwa? Kryzys systemu sprawowania władzy? Sam nie wiem. Przypomnę tu słowa poety: potrzebne są zmiany, niezbędne są zmiany, bo jeśli nic się nie zmieni może nadejść dzień rebelii.