Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Reklama z hukiem wodospadu

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 15

Reklamy są głośniejsze od reszty audycji telewizyjnych i radiowych. To już jest poważny problem. Szczególnie latem jest ten proceder denerwujący, gdy telewizje zamieniły się w jedną wielką TV Powtórkę. Spokojnie sobie drzemie przed telewizorem przy kolejnym seansie premiery telewizyjnej a tu nagle wyrywa mnie z letargu krzyk faceta informujący mnie, że jego maszynka do golenia jest naprawdę super. No może i jest super, ale czy oni tam w telewizji uważają, że jak mi tego nie wykrzyczą w reklamie z mocą dziesięciu decybeli to przekaz do mnie to nie dotrze?

Dlaczego ja za każdym razem mam szukać pilota i ściszać dźwięk jak tylko pojawi się na ekranie urocza panienka, co to uważa, że jej proszek do prania jest znacznie lepszy niż tysiąc innych. Czy ona nie może mi tego spokojnie wyjaśnić tylko trzeć się w niebogłosy? U nas już tak jest, że jak coś nie jest zabronione i nie stoją za tym trzy ustawy i kodeks karny to już nikt nie pomyśli o tym, że to komuś może przeszkadzać. Reklamy są głośniejsze, bo po prostu ustawa o radiofonii i telewizji tego nie reguluje i przepisy nie różnicują poziomów dźwięku reklam i programów telewizyjnych.

W naszym cudownym kraju już od wieków jest przekazywane w mądrości ludowej, że jak coś jest czerwone to piękne, słodkie to dobre a jak głośno grają to ładnie grają. Więc reklamodawcy uwielbiają jak jest naprawę głośno. Zapewne robią tak by przykuć uwagę widzów, którzy uciekają od reklam. Ale ja jak tylko ktoś zacznie do mnie krzyczeć, że jego oferta kredytowa jest znacznie lepsza niż inne natychmiast zmieniam kanał lub uciekam z pokoju. I pewnie wielu tak robi, więc gdzie tu sens. Jak by było spokojniej to może i bym wysłuchał tego, że szminka jest najlepsza, bo jest najlepsza.

Oglądam sobie spokojnie serial, gdzie właśnie skrada się morderca w niecnych zamiarach… a tu nagle jak nie gruchnie z głośników. I już wesołe towarzystwo zachwala soczek dla dzieci i tak z 15 minut krzyków i wrzasków. Kiedy narastające napięcie w serialu nagle zostanie przerwany wrzaskliwym spotem o najtańszym AC i OC albo o nie zawierającej sztucznych barwników herbatce, to efekt jest taki, że jestem bliski zawału. I już nie myślę o szalejących na ekranie produktach ale o własnym zdrowiu. Ja rozumiem, że ma być kontrast miedzy programem telewizyjnym a reklama. Ale ja naprawdę zauważę, że ta panieneczka z reklamy to nie jest morderca z serialu. I nie trzeba tego podkreślać z siłą kilkunastu decybeli.

Wiem, że w niektórych krajach wprowadzono obowiązek nadawania wszystkich programów na jednej głośności. Gdzieś czytałem, że producenci sprzętu elektronicznego już parę lat temu wprowadzili na rynek sprzęt z systemami typu AVL (automatic volume level), które skutecznie niweluje różnicami poziomu dźwięku pomiędzy reklamą a innymi audycjami. Ale ja takiego udogodnienia nie posiadam, więc pozostaje mi ćwiczyć refleks. Czyli jak najszybciej w tym huku i wrzasku reklam znaleźć pilota i za pomocą guziczka z symbolem przekreślonego głośnika uratować swój słuch.

Podobno gdzieś na świecie istniała firma, która wprowadziła na rynek swoisty filtr reklam. Ten odreklamiacz działał w ten sposób, że w momencie pojawienia się bloku reklamowego urządzenie przełączało telewizor na najbliższy program, na którym akurat nie było spotów reklamowych. Po zakończeniu reklam filtr powracał do poprzedniego programu. Ale pewnie padła, bo urządzenie było tak dobre, że nikt nie widział reklam tego urządzenia.

Może kiedyś krajowa rada radiofonii i telewizji wprowadzi nowe zasady równego poziomu głośności programów i bloków reklamowych, aby widzowie nie musieli już ściszać telewizorów, kiedy zamiast filmu na ekranie pojawia się spot reklamujący żarcie dla kota czy nowa butelkę starego piwa. Oby nastąpiło to szybko, bo badania wykazały, że 47% Polaków przełącza kanał, gdy pojawiają się reklamy, a 16% wychodzi z pokoju. Więc gdy dojdzie do 100% to nowe prawo nie będzie  już miało sensu.