Z szacunkiem do komunikacyjnej staruszki
Stałem sobie dziś rano, w ten mokry jesienny dzień na przystanku czekając na autobus, który tradycyjnie dla tej linii spóźniał się o kilka minut. Zbierałem się w myślach do powiedzenia kierowcy, gdy się już pojawi ze swym pojazdem na przystanku, kilku słów zasługujących na wykropkowanie a odnoszących się do punktualności komunikacji miejskiej. Już ułożyłem sobie w myślach zdania tak mocne w wyrazie i słowach, że nie powstydziłby się ich żaden z podsłuchiwanych obecnie przez służby polityków. Aż tu nagle uświadomiłem sobie, że nie można tak wulgarnie i dosadnie o instytucjonalnej staruszce. Że przecież komunikacja miejska mojego miasta to jedna z najstarszych firm w mieście i należy się jej oczywisty dla jej wieku szacunek. I tak jakoś głupio mi się zrobiło. I nie mogłem już swobodnie ponarzekać na spóźniony autobus, bo przecież korzystam z usług instytucji miejskiej, która jest już w podeszłym wieku a do starszych to raczej trzeba z szacunkiem i z wyrozumiałością. Wszyscy przyzwyczailiśmy się do widoku kolorowych autobusów na naszych ulicach. Są coraz nowocześniejsze, coraz bardziej przyjazne dla otoczenia. Są powszechne i przez to niezauważalne prawie. Mało, kto z pasażerów jadących rano do pracy ma świadomość faktu, że komunikacja autobusowa w moim mieście ma już osiemdziesiąt lat.
W tysiąc dziewięćset dwudziestym dziewiątym roku uchwałą Rady Miejskiej, mojego wtedy jeszcze bardziej niż dzisiaj prowincjonalnego miasta, powołano do życia przedsiębiorstwo pod nazwą Miejska Komunikacja Autobusowa. Spółka zakupiła cztery autobusy marki N.A.S., co pozwoliło jej na uruchomienie kilku stałych linii obsługujących pasażerów na terenie miasta. W tysiąc dziewięćset trzydziestym roku firma zwiększyła swój stan posiadania do ośmiu wozów, co pozwoliło już na obsługę ośmiu stałych tras. Pojazdy marki N.A.S. okazały się jednak nie najlepszej jakości. Były niedostosowane do polskich warunków drogowych i dlatego bardzo szybko uległy zniszczeniu. W latach trzydziestych ubiegłego wieku w Polsce, jak i na całym świecie rozpoczął się kryzys gospodarczy, co nie pozostało bez wpływu na sytuację społeczeństwa w moim mieście. Zubożałej w wyniku kryzysu ludności, na było już stać na rosnące koszty przejazdów autobusami miejskimi. W 1931 roku zlikwidowano MKA, a koncesję przekazano prywatnemu przedsiębiorcy, który uruchomił na nowo komunikację miejską. Prywatna spółka zakupiła nowiutkie autobusy Ursus z fabryki o tej samej nazwie. Jednak również to przedsiębiorstwo komunikacyjne nie przetrwało szalejącego w owym czasie kryzysu gospodarczego i komunikacja autobusowa po kilku latach działalności znów została zlikwidowana. Dostrzegam tu pewną analogię do naszych czasów. Mam nadzieję, że tym razem kryzys gospodarczy łagodniej obejdzie się z komunikacją miejską mojego miasta.
Kolejny raz autobusy miejskie pojawiły się na ulicach mojej prowincji za socjalizmu – 1 maja 1950 roku. Jak to w tamtych latach bywało właśnie tę datę robotniczego święta wybrano na początek działalności odrodzonej firmy komunikacyjnej. Powstała Miejska Komunikacja Samochodowa. Ta miejska uspołeczniona spółka budżetowa nie dysponowała ani własnym taborem, ani też zajezdnią. Na powstałych wówczas liniach kursowało pięć autobusów marki Leyland, wynajętymi od przedsiębiorstwa Państwowej Komunikacji Samochodowej. W grudniu 1945 roku do portu w Gdyni zawinął angielski statek z darami UNRRA (Organizacji Pomocy i Odbudowy ONZ). Jako dar, statkiem przypłynęły m.in. angielskie autobusy. Autobusy były dwojakiego rodzaju: TD2 z nadwoziem firmy Leyland z roku 1932 i silnikiem benzynowym i oraz TD4c z nadwoziem firmy Weymann z lat 1935-36 i silnikiem wysokoprężnym. Były to autobusy piętrowe, ale i też jednopokładowe i właśnie te ostatnie obsługiwały linie w moim mieście. Najstarsi mieszkańcy opowiadają, że po mieście kursował też autobus piętrowy jednak nie udało mi się potwierdzić tej informacji w żadnych źródłach. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku łączna długości obsługiwanych tras wynosiła 21 km. W 1953 roku tabor miejskiej komunikacji powiększył się kolejnych 10 autobusów marki Chausson. Były to pierwszy powojenne autobusy z prawdziwego zdarzenia. I jak na ówczesne czasy całkiem nowoczesne. Autobus zbudowany został na podwoziu Renaulta, z silnikiem na wysokoprężnym firmy Panhard. Warto wspomnieć, że kontrakt na dostawę Chaussonów sfinalizowany był przez Polskie Ministerstwo i Centralę Handlu Zagranicznego w zamian za dostawy węgla. Do końca 1954 roku MPK obsługiwało już pięć linii o łącznej długości 37,1 km. Firma posiadała 10 autobusów, z czego codziennie po mieście kursowało siedem. Spółka nie posiadała w tym czasie pogotowia technicznego, a do uszkodzonych autobusów wyjeżdżały pojazdy z zaprzęgiem konnym.
Zważywszy na te osiemdziesiąt lat historii warto czasem wybaczyć staruszce to, że czasem ledwo zipie, że się spóźnia, że w autobusie zimno, bo jak wynika z historii nigdy nie było jej łatwo a ona, ta nasza komunikacja miejska trwa dzielnie przez te wszystkie lata. I robi, co może żeby dostarczyć nas z miejsca na miejsce, więc może tak z większym szacunkiem do staruszki.
