Urzędnik w podwójnej roli
W jednym z seriali telewizyjnych znany aktor gra jednocześnie dwie role – wójta oraz księdza. Jest to dla niego wyzwanie, z którym sobie świetnie poradził. Ale co jeśli takie wyzwania podejmuje się w prawdziwym życiu a nie w filmie? Jeśli urzędnik na państwowej posadzie jest jednocześnie dziennikarzem w państwowej telewizji? W moim prowincjonalnym mieście mieszkają jednak ludzie wybitnie zdolni, którym to rozdwojenie funkcji publicznych zupełnie nie przeszkadza. I to jest dopiero wyzwanie, przy którym umiejętności aktorskie jednak na pewno też bardzo się przydają!
Pan ten, o którym traktują te słowa, jeśli urzęduje w instytucji państwowej jest jej rzecznikiem prasowym, ale gdy chwyci za mikrofon i stanie przed kamerą zamienia się w dziennikarza państwowej telewizji. Niby nic a znaczy wiele – jak śpiewała pewna pani dawno temu. Bo spróbujcie, choć raz być jednocześnie twórcą i tworzywem – jak mawiał inny wielki klasyk. Bardzo łatwo wyobrazić siebie przecież, że z państwowej telewizji przychodzi zlecenie dla Pana redaktora na wnikliwy reportaż z prac instytucji, w której rzecznikiem jest ten sam Pan redaktor, co to ten reportaż na przeprowadzić. Pan ten oczywiście ma wtedy ułatwione zadanie, bo przecież, jako rzecznik prasowy świetnie orientuje się, w czym instytucja, w której jest zatrudniony jest najlepsza. Ale jednocześnie zna tego urzędu wszelkie bolączki i wszystkie jej grzechy. Wie, jako rzecznik prasowy, czym może się instytucja pochwalić i na co się poskarżyć na ekranie państwowej telewizji. A i Pan rzecznik, jeśli przeistoczy się ze swej roli w rolę dziennikarza zna od razu przecież każdy bolesny i ukrywany szczegół, którym urząd nie chciałaby się dzielić z opina publiczną.
Wywiad z rzecznikiem prasowym ważnej instytucji przeprowadzony przez dziennikarza, który jednocześnie jest urzędnikiem w tej instytucji mógłby wyglądać na ekranie telewizora dość komicznie. Wchodzi do pokoju w urzędzie Pan redaktor rzucając od progu: Dzień dobry Panie rzeczniku! Wtedy odzywa się w nim, tym Panu, co był przed chwilą dziennikarzem druga osobowość tym razem rzecznika instytucji i po biegu za biurko już, jako urzędnik Pan ten odpowiada: Dzień dobry, Witam Pana redaktora! I tak zaczyna się wielka gonitwa wokół biurka. Pada pytanie od osobowości dziennikarza i po biegu na droga stronę biurka już, jako osobowość rzecznikująca Pan ten odpowiada na trudne pytania dziennikarza. I znów pytanie i znów zamiana i odpowiedź. I tak w kółeczko. Hop z miejsca na miejsce! Ze stołka urzędnika na fotelik redaktora z telewizji. Fakt, że naprawdę dobrze by się coś takiego oglądało na telewizyjnym ekranie. Ale chyba nie o efekty komediowe tu chodzi.
A co wtedy się stanie, kiedy Pan ten, jako dziennikarz dowie się o potencjalnej wielkiej aferze, którą on sam, jako rzecznik instytucji chce ukryć przed opinia publiczną. Cóż za rozterki czekają tego człowieka! Co w tej walce wewnętrznej dwóch osobowości wygra? Czy etyka dziennikarska, która każe tropić afery i społeczeństwo informować o nadużyciach? Czy może postawa wierności instytucji, która może i coś przeskrobała, ale przecież miała dobre intencje i po to ma rzecznika prasowego w osobie tego Pana, żeby ten o tym wszystkim właściwie i zgodnie z linią urzędu poinformował dziennikarzy i społeczeństwo.
Chyba, że przyjmiemy w naszych teoretycznych rozważaniach tezę, że osobowości – dziennikarska i rzecznika – nie wiedzą nic o sobie. Nie pamiętają i nie są w stanie przypomnieć sobie danych osobowych tego drugiego wcielenia. Każde wcielenie to redaktorskie i to dziennikarskie ma własne i niepowtarzalne wspomnienia, upodobania i sposoby ujmowania zjawisk. Wzorce ich zachowań są różne, każda z nich inaczej postępuje i inaczej tłumaczy motywy swoich działań. Wiem, wielce przeginam w tych paramedycznych rozważaniach. Naprawdę nie chcę tego Pana obrazić zarzucając mu chorobę, której z pewnością nie ma. Ale chodzi mi tu przede wszystkim o pokazanie stanu chorobowego państwa i jego instytucji, które zezwalają na taki stan nienormalności. Gdzie jedna i ta sama osoba może być władzą wykonawczą i tą czwartą władzą – kontrolującą, choć też za państwowe pieniądze.
