Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Na rozstaju dróg gdzie drogowskazu nie było…

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Drogowskaz słownikowo to słup przydrożny z tabliczkami informującymi o kierunku i odległości do danej miejscowości. No i wszystko jasne. Ileż takich oznakowań stoi przy naszych drogach. Ale ja dziś chciałbym wspomnieć o tych drogowskazach, które u nas przy drogach nie stoją, ale jak najbardziej powinny się tam znaleźć. I to jak najszybciej. Jazda po polskich drogach przypomina bieg terenowy na orientację. To, że nasze szosy to prawdziwe wyzwanie nawet dla tych, co uwielbiają jazdę po wertepach, nikogo przekonywać nie muszę. Ale trzeba mieć naprawdę wyjątkowy zmysł orientacji w terenie i umiejętność wyznaczania kierunku jazdy z położenia gwiazd, żeby w Polsce powiatowo – gminnej znaleźć właściwą drogę i właściwy kierunek.

 

Oczywiście można zaopatrzyć się w system nawigacji satelitarnej, aby trafić do celu. Można kupić dokładna mapę drogową. Ale jak GPS zaczyna prowadzić nas tak, że po dwunastu jego nakazach miękkim kobiecym głosem: skręć w lewo, znajdujemy się w tym samym miejscu, z którego wyruszyliśmy, zaczyna do nas szybko docierać, że mamy poważny problem. Wtedy pozostaje nam nawigacja analogowa, czyli mapa. Ale jeśli ona aktualnie znajduje się na naszym biurku, a nie w samochodzie przy nas, to naprawdę już prawdziwy dylemat. Bo na to, że zorientujemy się gdzie się aktualnie znajdujemy i dokąd zmierzamy z drogowskazów przy drogach nie ma, co w Polsce peryferyjnej liczyć.

 

Właśnie w takiej sytuacji znalazłem się ostatnio. Stałem swoim samochodem w szczerym polu na skrzyżowaniu dróg.  Nie wiedziałem czy w prawo mam jechać? Czy w lewo? Może prosto? Nie wiadomo. Wszystkie drogi takie same. A zapytać nie było kogo, bo to prawie noc i do tego istne odludzie. Nawigacja głosem miłej pani zapewniała, że mam zawrócić. Ale przecież z tego kierunku przyjechałem i nie mam zamiaru wracać. Krążyłem po okolicy nieskutecznie już dłuższy czas i nie dojechałem tam gdzie chciałem.  Mapy jak już wspomniałem nie miałem przy sobie. Ale na nic by się zdała, gdy i tak nie miałem żadnego punktu odniesienia. No i wtedy jak nic przydałby się drogowskaz wskazujący właściwy kierunek. A tam nic takiego nie było. Tylko skrzyżowanie pustych dróg prowadzących w nieznane cztery strony świata.

 

Choćby na tym rozstaju dróg przydrożny Chrystus stał, bo może wtedy mógłbym się do niego pomodlić o wskazanie drogi. Ale nawet świątka w kapliczce nie było. Tylko te cztery drogi po horyzont. Gdzieś przeczytałem, że pierwsze znaki drogowe na ziemiach polskich zostały wprowadzone w 1908 roku. W tym też czasie rozporządzenie rządowe wprowadziło obowiązek ustawiania drogowskazów na skrzyżowaniach dróg państwowych, wojewódzkich wszelkiej kategorii oraz przy wyjeździe z miast, miasteczek i osiedli. I niby tak jest do tej pory, ale wystarczy zjechać z głównej drogi na te mniejsze, węższe i nie w pierwszej kategorii odśnieżania, jak mawiają drogowcy, aby trafić do świata gdzie kompletnie nieznane są drogowskazy. Ja wiem, że niezbyt często zapuszczają się tam ludzie nie miejscowi, a ci, co tam mieszkają, czyli tutejsi i tak znajd a drogę do domu bez znaków przy drogach. Ale jak już się tam znalazłem, ja obcy i nie miejscowy, to też chętnie dowiedziałbym się jak mam dalej jechać. Więc jak nic potrzebny staje się wtedy drogowskaz z podanym kierunkiem jazdy. A u nic tylko pustka aż po horyzont i to w czterech kierunkach.