Śledczy taniec z gwiazdami w komisji
Czy zauważyłeś drogo Czytelniku dziwaczne podobieństwo między pewną komisją śledczą pewnego parlamentu kraju środkowoeuropejskiego a telewizyjnymi programami pokazującymi szerokiej publiczności przed ekranami niesamowite talenty ludzi, których byśmy o wyjątkowy kunszt nawet nie podejrzewali spoglądając na nich po raz pierwszy? Czyż ostatnia komisja śledcza, nie ma czegoś z atmosfery telewizyjnego show – Tańca z gwiazdami? W tym programie, tak jak w komisji, na początku zastanawiamy przez kilka pierwszych odcinków, kto tu jest naprawdę gwiazdą a kto tylko jest i tańczy? Czy gwiazdami są osoby z jury? Bo wszystko wskazuje na to, że to największe tam gwiazdy. Ale one nie tańczą. Więc może to jednak ci, co przesuwają się na parkiecie? Ale w tym przypadku, jeśli mają status gwiazd, to przecież powinniśmy ich znać choćby z widzenia czy ze słyszenia. A często tak nie jest.
Z komisją śledczą jest podobnie. Jest tam kilku panów, co to niewątpliwie na status gwiazdy zasługują, bo w telewizyjnym okienku goszczą częściej niż niejedna domniemana gwiazda z parkietu tanecznego. Jest tam też kilku posłów kompletnie nieznanych, co to dopiero mają być gwiazdorami i usilnie na to pracują. Na razie z twarzy są zupełnie podobni do nikogo. Ich nazwiska nic nam nie mówią, bo i też oni mówili w parlamencie do tej pory nie za wiele, więc niby skąd mamy ich znać. Jest jeszcze jedno podobieństwo między popularnym programem telewizyjnym a komisją śledczą. Bardzo często zdarza się tak, że ten, który był faworytem okazuje się nie spełniać pokładanych w nim oczekiwań. A ten, co to nie był kreowany na najjaśniejszy punkt w gwiazdozbiorze jednak okazuje się największym odkryciem i najjaśniejszym zaczyna świecić blaskiem. I tak trwa ten taniec „powolny, poważny, spokojny, pogodny, półcichy, (…) tłumny, w ścisku”. W telewizyjnym show w tańcu, a w parlamentarnej komisji w utarczkach słownych i proceduralnych sporach.
W telewizji jest taki program w formie konkursu z nagrodami, co to trzeba się w nim wykazać talentem żeby go wygrać. I faktycznie często jest tak, że ten, co ma wrodzony i autentyczny talent naprawdę go wygrywa. Ale jest tam też komisja, która śledzi poczynania pretendentów do sławy i jak tylko coś szanownemu jury się nie podoba to delikwentów skreśla. A nad głowami nieszczęśników od razu pojawiają się złowrogie trzy iksy. Po takim sygnale pechowiec musi przerwać swój występ przed publicznością i opuścić scenę. Z komisją śledczą ostatnio było podobnie. Członkowie komisji wykluczyli ze swojego składu jednego pana i pewną panią, którzy choć prawi i sprawiedliwi, w oczach większości komisyjnej okazali się mieć za duży talent do hazardu. I tak oto nie przeszli do finału. A ja naprawdę miałem wrażenie oglądając doniesienia telewizyjne z sali obrad komisji podczas wykluczania posłów, że nad ich głowami zapaliły się te czerwone iksy oznaczające brak dalszej możliwości występu. I ten smutek przy opuszczaniu sali i te żale w kuluarach na tych, co nie poznali się na ich talencie. No to już prawie tak samo jak w telewizyjnym show.
A ja mam takie nierealne marzenie. Ja to bym chciał zobaczyć w końcu nie taniec z gwiazdami w parlamencie, nie to, że ktoś ma talent, ale rzetelną pracę. Takie trudne pytania jak w milionerach chciałbym usłyszeć i sensowne odpowiedzi, które wyjaśnią jak zostaje się właśnie milionerem. Lub przynajmniej niech to będzie jak w teleturnieju Jeden z dziesięciu. Niech po wzajemnych wykluczeniach zostanie przynajmniej jeden, co potrafi odpowiedzieć na wszystkie pytania. Bo jak na razie to z samego tańca nic nie wynika. Choć niewątpliwie, niejeden w tej komisji ma talent.
