Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Budżet dzielony przez duże uproszczenia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Gdy po raz kolejny siedziałem z ołówkiem w ręku licząc, ile to mi jeszcze pieniędzy zostało do pierwszego, usłyszałem w wiadomościach telewizyjnych, że nie tylko ja mam kłopot z ustaleniem równowagi między wydatkami a dochodami. Jak widać moje państwo, którego jestem obywatelem przez zasiedzenie i z racji urodzenia, też jest podobne do mnie, jeśli chodzi o ten ciągły brak równowagi finansowej. Jak podaje Centrum Informacyjne Rządu, projekt budżetu państwa przewiduje, że dochody wyniosą 245 miliardów 500 milionów złotych, wydatki zaś nie powinny przekroczyć 297 miliardów 700 milionów złotych. No jak by nie liczyć brakuje. Ale w odróżnieniu ode mnie państwo jakoś sobie poradzi. Gorzej ze mną.

 

Ja jak bym nie liczył to i tak wychodzi, że zarabiam mniej niż wydaję. Zawsze pod koniec każdego miesiąca zdarza się przedziwnym trafem, że jestem zmuszony szukać pomocy w kwestiach finansów. I żeby załatać dziurę w domowym budżecie pożyczam pieniądze. Oczywiście, żeby nie angażować w te moje prywatne operacje kapitałowe urzędu skarbowego, od znajomych pożyczam zawsze małe sumy, o których nie muszę informować urzędników. Czasem też życie uratuje mi kredyt bankowy. Więc zdecydowanie sobie radzę. Całkiem jak nasze państwo. Ono też zawsze wyjdzie zwycięsko z każdej opresji monetarnej.

 

Skuteczne zarządzanie budżetem domowym według ogólnych zasad sprowadza się w do jednej podstawowej zasady. Trzeba wydawać mniej niż się zarabia. Ale nie dotyczy to wydatków państwa. Jak mnie nie stać na nowy samochód to żebym nie wiem, co zrobił to i tak go nie kupię. Nawet jak podkoloryzuję rzeczywistość, dokonam kreatywnej księgowości i wszystko to przedstawię w banku, a następnie zdarzy się cud i dostanę kredyt to i tak za nic w świecie nie uda mi się go spłacić. Więc po prostu, jeśli mnie na coś nie stać to tego nie posiadam. Ale jeśli państwo ma rozjazd między wpływami a dochodami to takie zjawisko nazywa się dziurą budżetową. I w tym przypadku nie przeszkadza to na przykład w wydawaniu pieniędzy na prowadzenie wojen, na które nas nie stać.

Naszego domowego sukcesu finansowego – według rad, które odkryłem w Internecie – nie należy opierać na poziomie naszych dochodów, ale na sposobie, jakim nimi zarządzamy. I jak słyszę rząd mojego państwa robi wszystko, co w jego mocy żeby oszczędzić. To znaczy dużo się mówi o oszczędności, ale jak słyszę, te najbardziej kosztowne przedsięwzięcia jakoś tak nie zostały odwołane. Nie wiem jak państwo, ale ja jak nie mam pieniędzy to jest u mnie bardzo źle. Po prostu oszczędzam na wszystkim. Z państwem jest inaczej. Odnoszę wrażenie, że jeśli chodzi o oszczędności to są one widoczne zawsze tam gdzie zawsze było nienajlepiej z pieniędzmi. Ale są też dziedziny, w których tak jakoś nie widzę znacznych oszczędności. Ale może tylko mnie się tak wydaje? A może jest inaczej? Nie tylko państwo więcej wydaje na zbrojenie naszych żołnierzy zaangażowanych w Afganistanie, ale coraz więcej wydaje też na organizowanie sportowych igrzysk. Czyli jak nie ma na chleb to niech przynajmniej będą igrzyska.

W Polsce mieszka około 38, 1 miliona Polaków według stanu na 2008 rok. Rozumiem, że prawie każdy dorosły obywatel płaci podatki, które składają się na te dochody państwa. Oczywiście w dużym uproszczeniu. Tak sobie pomyślałem- znów w zupełnym uproszczeniu, – że, utrzymanie mnie, jako obywatela też sporo kosztuje moje państwo. Jeśli na mój budżet domowy składają się dochody moje i mojej dziewczyny, to na zasadzie analogii wszyscy zarabiamy na utrzymanie 38.1 milionów obywateli. Czyli jeśli wszystkie wpływy do budżetu wyniosą znacznie ponad 297 miliardów to znaczy, że koszt utrzymania jednego Polaka mieszkającego w kraju wyniesie jakieś 779 527 559! Sporo, prawda? Przerażająco dużo! Ja to bym się z tej kasy utrzymał do końca życia! Ale pewnie to za duże uproszczenie.