Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Królicza nora, królicza dola

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Mam czasem wrażenie, że wszyscy wpadliśmy do wielkiej króliczej nory. Takiej, w jakiej znalazła się Alicja – bohaterka książki Charlesa Lutwide’a Dodgsona. Wrażenie to spotęgowało jeszcze u mnie to, że wczoraj w każdym programie informacyjnym słyszałem wielokrotnie i na wszelkie sposoby odmienione zadanie o pewnym pędzącym króliku.  I wcale nie chodziło tu o tego książkowego Białego Królika w kamizelce z kieszonkowym zegarkiem w łapie, ale o nazwę pewnej restauracji w Warszawie, która będzie znana teraz głównie, jako miejsce, w którym znani politycy dobijają targów w swych mrocznych interesach ze światem biznesu. Oczywiście, jeśli wierzyć w to, co mówi pewien polityk przed komisją śledczą.  I tak przez przypadek ten króliczek stał się dla mnie synonimem sytuacji w naszym kraju. Może by tak zmienić naszego orła w koronie na królika w kapeluszu?

 

Czasami wydaje mi się, że wszyscy zbiorowo, zupełnie jak książkowa Alicja, podążamy za białym królikiem w głąb króliczej nory. W roli puchatego zwierzątka występują tu politycy mamiący nas wizją krainy czarów. U nas jest nawet lepiej niż w bajkowym pierwowzorze. W naszym krajowym przypadku polityk jest jednocześnie twórcą i tworzywem. Czyli, w prawdziwie magiczny sposób mami nas tak, że idziemy dzielnie za nim w zbiorowym amoku w głąb króliczej nory.  Zaś przy okazji kolejnych wyborów ten sam polityk zamienia się w iluzjonistę wyciągającego kolejne obiecanki jak króliki z kapelusza. Oczywiście te zaklęcia przedwyborcze z czasem stają się coraz bardziej nierealne, a po pewnym czasie zupełnie znikają. Czyli polityk nasz krajowy jest takim podwójnym królikiem.

 

Prawdziwą magiczną sztuczką jest też to, że przyjęliśmy za coś zupełnie normalnego sytuację, w której polityk obiecuje gruszki na wierzbie w czasie kampanii wyborczej, a potem spokojnie, po głosowaniach, danego słowa przeważnie nie dotrzymuje. Już dawno przekonano nas, że wszystko jest dobrze, kulturalnie i właściwie przy takich oszustwach. Bo takie kłamstwa i obiecywanie na wyrost to przecież zwyczajna polityka. Czyli w zasadzie, jeśli ktoś kłamie tak prywatnie to jest to naganne i złe. A jak mija się z prawdą tak państwowo, w służbie narodu, to jest to jak najbardziej godne i możliwe do przyjęcia, bo to przecież tylko polityka. I to jest właśnie istna kraina czarów.

 

W polityce najważniejsze są pogonie za królikiem. Nie za bardzo ważny jest kryzys, bezrobocie, gdy można się wzajemnie poganiać w politycznym polowaniu. A gdzie będzie lepsze miejsce na wieczne łowy na białego króliczka, niż kolejna komisja sejmowa? Pewnie i tak się tam nic nie wyjaśni, ale zawsze można zapolować na politycznego wroga w świetle kamer. Można pokazać się, jako wielki łowczy, co to żadnemu królikowi nie przepuści.  Bo przecież marchew na tym politycznym polu jest zawsze we władaniu tych, co to mają większe strzelby i potrafią zrobić większy raban przy przedwyborczej nagonce. I jak się pojawi jakiś obcy królik to go zaraz pogonią. I tak komisja za komisją, jeden śledczy, za kolejnym posłem i prokuratorem, wyruszają na kolejne polowanie na królicze afery.  Bo przecież w tej grze politycznej nie chodzi o to by złowić króliczka, ale by gonić go.

 

I tak pędzi sobie ten króliczek przez nasz polityczny świat. I jak to te zwierzątka puchate mają w naturze produkuje kolejne króliki, które produkują kolejne polityczne króliki.  Mnożny nam się i rozrasta świat wiecznych króliczych gadaczy. Komisje, spotkania, sesje plenarne i zwyczajne, komisje i podkomisje, zespoły robocze i podzespoły, dyrektorzy departamentów, ministrowie, sekretarze stanu, posłowie, posłanki, senatorzy, radni. Wszędzie wystają puchate uszy. No istne zgromadzenie przyjaciół i znajomych królika. No i tak kotłujemy się w tym króliczym raju, w norce codziennych absurdów. A ja? Ja też jestem jak ten Biały Królik z Alicji w Krainie Czarów. Tak samo jak on boję się wszystkiego. A najbardziej tego, że jestem już spóźniony. Że choć obserwuję ten nierealny świat i nawet on mnie w pewnym sensie dotyczy to jest on czasami tak inny, że mam poczucie, że spóźniłem się już dawno na ten realny, normalny, uporządkowany świat. Że już na zawsze zostanę w króliczej norze.