Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Dalej dzwonisz głośniej krzyczysz

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Wiesiek! Wiesiek! Słyszysz mnie czy nie słyszysz! A… słyszysz, no to słuchaj!- wydzierał się do telefonu komórkowego pewien pan, kompletnie nie zwracając uwagi na fakt, że znajduje się w poczekalni przed gabinetem lekarskim. Już miałem zwrócić uwagę, że takie darcie się do telefonu nie jest właściwe w miejscu gdzie pełno jest chorych i cierpiących ludzi. Już wstawałem. Już formułowałem w myślach upomnienie. Ale wyręczyła mnie w tym na szczęście pani z miejsca w kolejce obok mnie, która grzecznie, lecz stanowczo zwróciła wydzierającemu się osobnikowi uwagę, żeby zważał na innych i nie darł się jak nieludzkie stworzenie.  Pani spytała – szarpiąc go delikatnie za ramię – czy może pan wydzierający się chce, żebyśmy wszyscy razem jak tu się znajdujemy w poczekalni zaczęli krzyczeć do Wieśka, jeśli on, ten pan, naprawdę nie wierzy, że jego telefon zdolny jest do przekazania informacji wypowiedzianej spokojnym głosem? Pan jak się pewnie wszyscy spodziewają nie był zachwycony propozycją zbiorowej pomocy w kontakcie z jego kolegą Wieśkiem. Burknął coś o tym, że pani powinna się szybko od niego oddalić i na szczęście ściszył głos, a następnie odszedł kilka kroków ku ogólnej radości wszystkich. Pomyślałem, że może krzykacz jest niedosłyszący, ale sądząc po jego nerwowej reakcji, na uwagę mojej sąsiadki, ze słuchem u niego wszystko było dobrze. On chyba po prostu nie bardzo potrafił mówić do telefonu w granicach nieprzypominających ryk zwierzęcia. Bo nawet jak zniknął nam z oczu, to nadal byliśmy świadkami jego monologu do tego Wieśka.

 

To ciekawe, że niektórzy ludzie, choć świadomi faktu istnienia telefonu używają go tak, jakby starali się do swojego rozmówcy zwrócić bezpośrednio, a nie poprzez urządzenie techniczne, które trzymają w dłoni. Stosują zapewne zasadę, że czym dalej znajduje się ich rozmówca, tym głośniej trzeba do niego krzyczeć. Jakby nie dowierzali wynalazkowi Alexandra Grahama Bella. Ten szkocki wynalazca już sto czterdzieści lat temu połączył w jedno głośnik i słuchawkę. By następnie zestawić dwa takie urządzenia, które połączone razem w ten sposób, że na każdym końcu znajduje się jeden mikrofon i jeden głośnik dały w rezultacie urządzenie znane, jako telefon. I tak narodziła się idea przekazywania dźwięku na odległość. Ale mimo tego, że cywilizacja kroczy śmiało naprzód i wynalazek Bella sprzed lat stał się teraz maleństwem ogólnie dostępnym, to jednak nie wszystkich to przekonało do tego, że można przenosić mowę ludzką na odległość poprzez takie małe pudełeczko.  Teraz mamy telefony przenośne, ale nadal niektórym trudno jest zrozumieć, że to małe ustrojstwo przekaże słowa wypowiedziane nawet szeptem na znaczną odległość. Są ludzie nadal przekonani, że wszystko zależy od siły ich płuc i nie szczędzą wysiłków, aby wykrzyczeć wiadomość do słuchawki telefonu i tym samy wspomóc swój słowny przekaz.  

 

Gdy ściszonym głosem, rozważałem z moimi towarzyszami oczekiwania na wizytę u lekarza, problem związany z zagadnieniem, które najbardziej charakteryzuje zdanie – czym dalej dzwonisz tym głośniej krzyczysz – pan niedowierzający w skuteczność wynalazku Bella powrócił zdyszany po głośnej konwersacji z Wieśkiem. Zamilkliśmy, nie chcąc zaogniać i tak już niezręcznej sytuacji. Każdy w kolejce oddał się cichej kontemplacji własnych myśli. Nastała błoga cisza, przerywana właściwymi dla tego miejsca dźwiękami kasłania i wycierania nosa. Cisza i spokój. Aż tu nagle jak nie ryknie kakofoniczny dźwięk najnowszego przeboju, który rozpoznałem – sam się dziwiąc istnieniu u mnie takiej dogłębnej wiedzy muzycznej – utwór pani znanej jako Lady Gaga. Zawyło, zaryczało melodyjką z telefonu komórkowego. Oznajmiło to nam przyjście kolejnego połączenia telefonicznego do naszego kolejkowego sąsiada. I znów mogliśmy się na własne uszy przekonać, że nasz towarzysz kolejkowy naprawdę jest niepewny, że telefon połączy go naprawdę z panem Wiesiem. I znów powrócił znany motyw: Wiesiek! Wiesiek! Słyszysz mnie czy nie słyszysz! A… słyszysz, no to słuchaj! – Wykrzyczany z siłą tak zdrową, że zdziwiło mnie, że ten pan może na cokolwiek takiego chorować, co odbiera siły. Raczej na coś, co odbiera rozum.