O Panu, który czuł się okradziony
Pewien Pan opowiedział mi dziś o tym jak to został okradziony. Nie padł on jednak ofiarą kieszonkowca w miejskim autobusie. Nie napadnięto go na ulicy podczas nocnego spaceru. Złodziej nie włamał się do jego domu. Nic z tych rzeczy. A jednak ten Pan czuje się okradziony. Jak to możliwe, że nie ma w tej powieści pojedynczego przestępcy w czarnej masce na głowie, w pasiastej koszulinie z workiem na plecach, i nie ma też klasycznego rabunku z włamaniem? A jednak jest tu przestępca, bo jest w tej opowieści ofiara. Jest to możliwe, gdy masz poczucie, że okrada cię urząd.
Pan, który czuje się okradziony to spokojny mieszkaniec naszego kraju. Szary obywatel. Przeciętny zjadacz chleba. Zarabia niewiele, choć stara się bardzo. Ale jakoś tak Bóg lub natura pozbawiła go cech walecznego zdobywcy nowej kapitalistycznej rzeczywistości. Jedynym jego pragnieniem jest przeżyć życie w spokoju, nikogo nie raniąc i nikogo niewykorzystujący. Spokojnie pracować i spokojnie żyć. Pan ten ma jedną wielka ułomność. On po prostu nie rozumie, na czym polega funkcjonowanie urzędów i ogólnie machiny państwowej. Przez wiele jak myślał naiwnie, że urzędy są stworzone dla jego, obywatela dobra, a nie stanową byt samoistny. Ale czym dłużej egzystuje Pan w ten naszej rzeczywistości, tym bardziej przekonany jest, że wszelkie urzędy istnieją tylko po to żeby istnieć. I jak to w kapitalizmie, jeśli jest firma, w tym przypadku urząd to i musi na czymś lub kimś zarobić.
Pan boleśnie przekonał się, że firma Państwo poprzez swoje urzędy zarabia właśnie na nim. Z jego obserwacji wynikało też, że czym większą jest się rybą w tym kapitalistycznym stawie tym mniejsze są szanse na złowienie. Czym większym jest się rekinem, tym bardziej jest się zaprzyjaźniony z rybami z urzędów. A jak się jest szarym planktonem to jest się tylko pokarmem dla wielkich ryb. A nasz Pan jest zdecydowanie mikroskopijną płotką, a nie, wielkim rekinem. Więc jak nie może odgryźć ręki, to można go było szybko złowić. A tak bez tych rybich i wędkarskich analogii, to po prostu – jak ktoś jest biedny, to nie potrafi walczyć o swoje, z wielką urzędniczą maszyną. Więc na takim szaraku najłatwiej jest zarobić. Bo nie może się on bronić skutecznie.
Pan miał to nieszczęście, że nie potrafi odnaleźć się w gąszczu przepisów. Cierpi na chroniczne nie rozumienie języka urzędowego i na dodatek chce wszystko brać na logikę. A każdy wie, że urząd i logika to nie są sprawy, które można pogodzić. Ponad pięć lat temu Pan dokonał pewnych czynności cywilno – prawnych i jakoś tak do głowy mu wtedy nie przyszło, że od tego, co zrobił państwo życzy sobie ściągać stosowny haracz. Czy jak kto woli – chce uiszczenia podatku. Pan posiadał też wielce naiwne przekonanie, że urzędy skarbowe są utworzone dla jego dobra i że jak coś zrobił nie tak, czyli źle z niewiedzy, to pewnie urząd to zauważy i zwróci mu uwagę na jego błąd. Przecież niczego nie ukrywał i o swoich działaniach informował urząd. No przynajmniej w corocznych zeznaniach podatkowych. Jak się okazało – był strasznie naiwny.
Pan myślał, że jednak zrobił wszystko poprawnie, bo przez blisko pięć lat urząd skarbowy nie miał zastrzeżeń do tych jego czynności cywilno – prawnych. Ale urząd postanowił na naszym panu szarawym zarobić. Poczekał sobie spokojnie pięć lat i tuż przed okresem, w którym jak się okazało zaległy podatek tego Pana uległby przedawnieniu, wysłał do swojej ofiary pismo. Informując, że jednak podatek się należy i nie tylko on, ale i stosowne odsetki oraz koszty upomnienia. Pan spokojnie, choć z goryczą w sercu podatek zapłacił, bo jak mówi: nie chce być nikomu winien. Ale co do odsetek nie był przekonany, bo jeśli urząd dopatrzył się jego winy, to mógł to też zrobić lata temu. Po co czekał aż tyle lat? Przecież Pan nasz niczego nie ukrywał.
Teraz Pan już wie. Teraz Pan jest przekonany wręcz, że urząd skarbowy czekał do ostatniej chwili żeby w sposób lichwiarski zarobić na niewiedzy podatnika. Bo czym dłużej urząd zwlekał z upomnieniem naszego pana o popełnionym przez niego błędzie, tym większe rosły odsetki od zaległego podatku. I tu pojawia się to Pana poczucie, że został on okradziony. Bo czyż urząd nie zachował się jak złodziei czyhający na odsetki? Gdyby tylko normalnie w odpowiednim czasie upomniał i przypomniał Panu o jego obowiązkach to podatek już dawno byłby zapłacony. A Pan, nie miałby poczucia krzywdy.
