Polska Partia Palaczy
Palenie albo zdrowie – wybór należy do Ciebie. Takie zdanie znane jest chyba wszystkim, a w szczególności palaczom tytoniu. Do niedawna znajdowało się ono na prawie każdej paczce papierosów i pewnie na wielu nadal można je znaleźć. Ta sentencja z opakowania z wyrobami tytoniowymi o prawie wyboru między zdrowiem a paleniem poparta została autorytetem ministerstwa zdrowia i opieki społecznej. I miał palacz, teoretycznie ma nadal, wybór czy chce palić czy być zdrowym. Ale państwo nie pozostawia nic przypadkowi i wolnej woli obywateli. Wszystko ma być dokładnie uregulowane dla dobra poddanych. Nawet jak ten obywatel ma prawo wyboru, to mu się ten wybór odpowiednio reguluje, aby nakłonić go to takiego wyboru, jaki jest zgodny z aktualną polityką rządu. Bo przecież państwo wie lepiej. Zawsze, wszędzie i o wszystkim.
Teraz dla dobra obywateli, państwo, mądrością posłów zasiadających w parlamencie uznało, że dla dobra tych niepalących ci palący mogą palić, ale nie wszędzie. Czyli wolny wybór między zdrowiem a paleniem, ograniczony został do miejsc wyznaczonych dla tych napiętnowanych, legalnym przecież nałogiem. Sejm przyjął nowelizację ustawy o ochronie zdrowia. Teraz na mocy prawa nie będzie można puścić dymka w pubach, dyskotekach oraz restauracjach. Jedna z poprawek gwarantuje, że nie będzie tam jednak całkowitego zakazu palenia. Powstaną getta dla palących. Ustawodawcy popierając rządowy projekt wprowadzili całkowity zakaz palenia w wielu miejscach publicznych. Teraz nie można będzie swobodnie zapalić w środkach pasażerskiego transportu publicznego. Jak sobie przypominam w autobusach i busach oraz taksówkach nie można już było palić od dawna? Ale ustawa to ustawa. Nie zapalimy w szpitalach i ośrodkach zdrowia, na przystankach komunikacji publicznej, ani też w publicznych miejscach przeznaczonych do wypoczynku. Czyli jeśli tego lata usiądę sobie na skraju plaży nad polskim morzem, i nagle, zupełnie teoretycznie, zdecyduję zgodnie z moim prawem wyboru, że chcę zapalić, to pewnie dostanę grzywnę za to, że ośmieliłem się to zrobić poza miejsce do tego przeznaczonym. Tylko jak wyznaczyć gdzie plaża się kończy a gdzie zaczyna?
Jak tak dziś od rana nasłuchałem się o ty, że posłowie coś mi nakazują ustawą, bo wiedzą lepiej ode mnie, co dla mnie jest lepsze, to wzięła we mnie górę przekora. I choć nie palę, to idąc dziś do pracy kupiłem w kiosku paczkę papierosów i teraz ostentacyjnie leża sobie one na moim biurku. – Zaczynasz palić? – Usłyszałem dziś z kilkadziesiąt razy od moich współpracowników. – Nie palę- odpowiadałem – ale jak przyjdzie mi ochota, to nikt mnie nie powstrzyma, bo mam wolną wolę. Ustawa zakłada również zmiany regulacji dotyczących reklamy. Wprowadziła zakaz prywatnej reklamy wyrobów tytoniowych. Więc zasadne jest pytanie, czy jeśli na moim służbowym biurku leży paczka prywatnych papierosów to jest to już złamanie zakazu prywatnej reklamy papierosów? Znam pewnego prezesa i jednocześnie właściciela firmy, który ma samochód służbowy. Użytkuje go stale, ale jak już wspomniałem jest to auto służbowe, bo czasami nie tylko on je prowadzi. Czy w świetle ustawy, która zakazuje palenia tytoniu także w służbowych samochodach będzie się on musiał powstrzymać od nałogu w samochodzie, który, jak się mu do tej pory wydawało stanowił jego własność? Za nie umieszczenie w lokalu lub pojeździe informacji o zakazie palenia grozi pokaźna grzywna. Czy mój znajomy prezes ma umieścić w swoim aucie odpowiednią tabliczkę informującą go żeby nie palił we własnym samochodzie?
I jeszcze jedno. Inicjatorzy zmian przypominają, że dziewięć milionów Polaków regularnie wypala około dwadzieścia papierosów dziennie. Pomijając już, jaki wielki wpływ ma to na gospodarkę poprzez opłaty pochodzące z akcyzy, zastanawiam się, jak to możliwe żeby mniejszość wyznaczała standardy większości. Niepalący palącym. No, dobrze zgodnie z demokracją, to jak najbardziej możliwe. Ale dlaczego palacze się nie zbuntują i nie stworzą własnej partii, która obroni ich prawo do wyboru miejsca swobodnego palenia tytoniu. Teraz mam wrażenie, że jest jakaś dysproporcja. Jeśli przyjąć, że posłowie reprezentują interesy przede wszystkich członków własnej partii, to nawet po dodaniu tych, co to niepartyjni to i tak różnice są znaczne. Dziś w Platformie Obywatelskiej jest nieco ponad czterdzieści pięć tysięcy członków. Prawo i Sprawiedliwość liczy około dwadzieścia tysięcy członków. W partii lewicy jest około siedemdziesiąt tysięcy członków, a w PSL ponad stu czterdziestu działaczy. Czyli jakoś tak marnie w porównaniu z milionami palaczy. Więc czas najwyższy na jakiś nacisk z drugiej strony. Czas na Polską Partię Palaczy!?
