Jogurtowa polityka
Gdy siedzisz na kanapie przed telewizorem pochłaniając kolejne reklamy poutykane między dawki twojego ulubionego serialu, nawet nie przepuszczasz, że właśnie zostałeś zaprogramowany na zakup kolejnego super produktu, którego nie potrzebujesz. Pewnie nawet nie wiesz, że chcesz go mieć, że Twój mózg zapamiętał informację, którą ci przypomni, gdy staniesz przed sklepowymi półkami. Gdyby ktoś zadał Ci pytanie, dlaczego właśnie kupujesz to, a nie coś innego? Co byś odpowiedział? Że to twoja przemyślana, głęboka analiza potrzeb? Czy jest to Twoja całkowicie neutralna, prywatna i niezależna decyzja? Dlaczego ta decyzja jest właśnie taka, a nie inna? Pewnie zdecydowanie zaprzeczyłbyś, że cokolwiek miało wpływ na to, że akurat ten a nie inny jogurcik wkładasz do koszyka podczas zakupów. Ale reklama ma na Ciebie wpływ. Temu nie da się zaprzeczyć. Czy na tej samej zasadzie ufasz politykom, którzy po raz kolejny wmawiają ci, że za ich rządów nastanie raj na ziemi? Czy jesteś bezwolnym narzędziem do głosowania, przekonanym, że bez Twojego głosu cały system się zawali?
Pewnie masz przekonanie, że tak właśnie jest? Że Twój głos jest ważny. Że wybór, którego dokonujesz jest jedynie słuszny. Że spełniasz jakiś mistyczny demokratyczny obowiązek. Że jako obywatel świadomie podejmujesz decyzje dla dobra ukochanej ojczyzny. Ale odnieśmy to do jogurtów. Masz wybór między jogurtem A i jogurtem B. Jest nawet jogurt C, D i Z ale one nie mają dostatecznej reklamy, więc nie liczą się w Twoim wyborze. Ba, nawet produkowane są przez firmy, o których nie słyszałeś. Co dnia oglądasz spoty, w których ich twórcy przekonują Cię, że A jest lepsze od B, a inne literki to się już absolutnie nie liczą na jogurtowym rynku. I nastaje czas wyborów. Wybierasz z tego, co jest dostępne na półkach sklepowych. Ponieważ znasz konkurentów z telewizyjnych reklam, nawet nie pomyślisz, że gdzieś tam istnieje jogurt N, który jest dla Ciebie najzdrowszy. Ale jeśli go nie ma w reklamie i nie jest obecny w sklepie to nie ma go w Twoim życiu.
Politycy są jak jogurty. Sklepy to sejm. Reklama to nadal tylko reklama. Zawsze o każdej porze dnia i nocy trwa nieprzerwana reklama politycznych przywódców. A Ty to oglądasz przygotowując się do wyborczych zakupów. Jesteś potrzebny, bo bez Ciebie wszystko nie miałoby sensu. Nie, dlatego że coś odbywa się dla Ciebie, dla Twojego dobra. To wszystko odbywa się jedynie przy Twoim udziale. Jesteś potrzebny, bo do Ciebie można się odwołać, jeśli ktoś spyta polityka gdzie jest zakorzeniana jego władza. Masz wybór. Czy na pewno wybierasz to, co chcesz, czy to, co musisz wybrać? Jeśli wybór ogranicza się do kilku partyjnych działaczy z kilku dotowanych przez państwo partii to czy nasz prawdziwy wybór? Czy przypadkiem nie wybierasz kogoś, kto za Twoje własne pieniądze pochodzące z Twoich podatków lansuje się po to, żeby Cię przekonać o potrzebie zatrudniania go przez kilka lat? Zapytaj sam siebie, kiedy ostatnio rozmawiałeś twarzą w twarz z politykiem, którego przecież dobrze znasz, bo widzisz go codziennie w telewizji lub czytasz o nim w prasie? Pewnie, nie może on dotrzeć do wszystkich, ale czy jego przedstawiciel zapytał Cię kiedykolwiek w jego imieniu jak Ci się żyje? Odwiedził Cię w domu? Nie. Ty masz uwierzyć w jego telewizyjne przemówienia o tym, że będzie Ci lepiej jak przedłużysz jego sejmową kadencję głosując właśnie na niego w następnych wyborach.
Na tej politycznej sklepowej półce stoją tylko takie jogurty, które już sprawdziłeś i Ci nie smakują. Jaką szansę przebicia się ma produkt, który nie podpiera się Twoją dotacją? Żadnej. To nie chodzi już o to, że jeśli masz dobry pomysł to idziesz na ulicę, aby głosić dobrą nowinę, by w ten sposób zyskiwać sympatyków Swojej idei. Gdy nie stoją za Tobą duże pieniądze, nawet najlepsze pomysły na poprawienie dobrobytu współobywateli, są znane tylko tym, do których docierasz bezpośrednio. Czy nie masz wrażenia, że płacisz za produkcję jogurtu, który Ci nie smakuje, ale za to jest on świetnie opakowany i wypromowany? Tak właśnie jest z państwowymi dotacjami dla partii politycznych. Dostają je tylko te partie, które są już na sejmowej półce. W myśl zasady wybieramy tylko tych, których już znamy. I choć czasami pojawia się jak meteor ktoś inny to szybko zanika, bo wybór zawsze musi być ograniczony do kilku produktów. Tych najbardziej znanych z reklamy. A ja mam już dość wybierania. Chcę nie tylko móc zamienić jeden jogurt na inny. Chcę zamienić całe sklepy. Bo chyba najwyższy czas na prawdziwe zmiany a nie na reklamę zmian. A jakby tak zabronić jakiejkolwiek politycznej reklamy? Postawić na bezpośredni kontakt z wyborcą? Trudniej?- Zapewne. Sprawiedliwiej?- Zdecydowanie!
