Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Ślub z rozwodem w pakiecie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Odbierz mój polecony na poczcie – usłyszałem wychodząc z domu. Odpowiedziałem, że oczywiście chętnie to zrobię, ale wiedziałem też, że nie będzie to proste zadanie. Nie będzie proste, bo z moją dziewczyną, choć mieszkamy razem już dobrych kilka lat, to nadal nie mamy ślubu. Jakoś tak nie czuliśmy nigdy takiej potrzeby żeby przysięgać przed kimś to, co i tak sobie codziennie wyznajemy i w czym się spełniamy. Żadne dodatkowe urzędowe potwierdzenie jest nam niepotrzebne. Jednak państwo nie lubi takiej sytuacji. Choć nie tylko ono. Społeczeństwo w Polsce też nie bardzo akceptuje, że ktoś woli żyć razem bez potwierdzenia swej woli powagą kościoła katolickiego. Związków partnerskich nie akceptują urzędnicy pocztowi. Nie znosi ich pani w urzędzie. Nie lubi pani rejestratorka w przychodni. Dalej nie ma co wymieniać. Jak nie masz dokumentu na żonę czy męża to jesteś sam, mimo, że od lat jesteś w związku. Dla urzędniczej braci najważniejsze jest nie to, kto kim jest, dla kogo, lecz kto i na kogo posiada odpowiedni papier. Związek bez papierka to żaden związek.

 

– Kim pan jest dla tej pani – słyszę na poczcie czy w urzędzie. – Przecież tu jest inne nazwisko – głośno dziwi się pani urzędniczka a z nią wszyscy, którzy aktualnie stoją za mną w kolejce. – To moja dziewczyna – odpowiadam czasami zgodnie z prawdą. – Adres jest ten sam – odpowiadam – i to od wielu lat.  Choć bardziej lubię określenie konkubinat. – To moja konkubina! –  Mówię. Jednak dzięki mediom i służbom mundurowym ma to słowo tak bardzo pejoratywne znaczenie, że jak tylko je wypowiadam to od razu widzę oczami wyobraźni siebie, jako Zdzisława D. który wraz ze swą konkubiną Krystyną W. oddają się libacji alkoholowej w jakieś melinie. To istna policyjno – medialna nowomowa, która dokonała na tym niewinnym przecież słowie prawdziwej rzezi. Doprowadzając do tego, że w zasadzie zawsze i wszędzie przypisywane mu jest kryminalne znaczenie. A przecież zgodnie z opinią sądu najwyższego RP konkubinat to wspólne pożycie analogiczne do małżeńskiego. Tyle tylko, że pozbawione legalności państwowej lub kościelnej przypisanej do podstawowej komórki społecznej. Konkubinat nie odnosi się do związków osób tej samej płci, choć istnieje wielkie zapotrzebowanie wśród środowisk katolickich na właśnie takie postrzeganie związków partnerskich. Wiem, że w kościele ślub to sakrament, ale mimo że nominalnie jest nas katolików w tym kraju prawie dziewięćdziesiąt pięć procent, to w praktyce nie wszyscy są skłonni do wypowiadania słowa „tak” przed ołtarzem.

 

Jak wynika z sondażu GfK Polonia dokonanego na zlecenie gazety Rzeczpospolita, czterech na pięciu młodych Polaków uważa, że ślub kościelny jest potrzebny i nawet ważniejszy od cywilnego. Co ciekawsze jednocześnie dziewięćdziesiąt cztery procent respondentów akceptuje rozwód, jako zakończenie nieudanego związku. Czyli po polsku. Ślub plus rozwód w pakiecie. Tak klasycznie. Ten nasz swojski katolicyzm wybiórczy. Jestem katolikiem, ale co do zasad wiary to już sam sobie jestem papieżem. I zadecyduję, co tam mi się będzie podobać z zasad, które nominalnie wyznaję. Mentalność wyznaniową Polaków najlepiej ilustrują słowa wypowiedziane przez jednego z bohaterów powieści Ziemia Obiecana Władysława Reymonta: „Ja bardzo lubię te ceremonie wasze, w nich jest i piękny kolor, i ładny zapach, i dzwonienie, i światła, i śpiewy. A przy tym jak ja już muszę słuchać kazania, to niech ono będzie nienudne, niech ja słucham delikatnego mówienia o wyższych rzeczach, to jest bardzo nobl i to dodaje człowiekowi humoru i ochoty do życia!” Nic dodać i nic ująć. Kochamy śluby kościelne. Białe suknie, garnitury i wesela. Ale rozwody zdecydowanie też.

 

Nie chodzi mi o to żeby kogoś przekonywać do tego żeby nie brał ślubu kościelnego. To jego własne sumienie o tym decyduje. Wskazuję tylko na konsekwencję katolickiej przysięgi. Chciałbym też większej akceptacji dla związków partnerskich wśród urzędników i zwykłych ludzi.  Konkubinat to takie samo domowe ognisko jak to ze stosownym kościelno – państwowym papierkiem. Tu też jest obecna duchowa, fizyczna i ekonomiczna więź, łączącą kobietę i mężczyznę.  Konkubinat to małżeństwo przy braku cech sformalizowania woli wzajemnego pożycia. Niech ja już więcej nie czuję wzroku na plecach wytykającego mi, że nie przysięgałem w kościele. Bo jak wynika z sondaży nie to decyduje o trwałości związku. Ale zdecydowanie coś innego, czego nie da się sformalizować ani zalegalizować.