Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Klub mamusi i tatusia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 4

Poranki w biurze są zawsze takie same. Smutne i zaspane postacie powłócząc nogami i ziewając zmierzają do jednego pomieszczenia gdzie czeka na nich dawka energii. Tym pomieszczeniem jest zaplecze socjalnie zwane po prostu kuchnią. Tam ludzie pracy zażywają w znacznych ilościach dozwolony prawem środek pobudzający, jakim jest kawa. Bo jak tu przeżyć biurowy poranek bez kubka kawy. Trzeba zebrać siły do wytężonej pracy przez najbliższe osiem godzin. Oczywiście są w kuchni też tacy, co bardziej preferują herbatę, ale są to najczęściej odludki, co to nie należą do wielkiego kręgu przyjaciół kofeiny. Jak już po całym pomieszczeniu rozniesie się zapach kawy to oczywiście nie może się obyć bez porannych rozmów. I tak towarzystwo kawoszy zacieśnia się do wewnętrznego kręgu, jakim jest klub mamusi i tatusia. Panie, i co ciekawe naprawdę nieliczni panowie, z wielką pasją opowiadają sobie historie z życia rodzinnego, okraszone opowieściami o nadzwyczajnych osiągnięciami własnych dzieci.

 

– Mój Wojtuś to dziś zrobił piękna kupkę – oświadczyła przyjaciółkom koleżanka z księgowości, chwaląc się tym niesłychanym wyczynem własnej pociechy.  A mnie, gdy to usłyszałem wypadł z rąk czekoladowy batonik. Pewnie nie muszę opisywać, dlaczego tak się stało i gdzie powędrowały moje skojarzenia. – A co? Miał jakieś kłopoty z kupką? – dopytywały wyraźnie zaintrygowane koleżanki. I oczywiście dostały w odpowiedzi szczegółowy opis tego, co Wojtuś wydalił. – Dziewczyny! Na Jezusa Nazaretańskiego! Czy wy nie macie litości? Ja tu batonik chciałem… a wy o kupie – wyraziłem swoje wątpliwości, co do tematu porannych rozważań w biurowej kuchni. – A co? Przeszkadza ci? Przecież nawet w reklamie występuje teraz kupa – usłyszałem w odpowiedzi od jednej z mamuś. – To takie ludzkie – dodały chóralnie.  I przeszły płynnie do rozważań na temat wyżynania się ząbków u maluchów oraz tego, co też Krysia, Jasio oraz Gabrysia powiedziały albo zrobiły. Ileż to można się dowiedzieć z takich opowieści. Że Krzysio to już czyta w wieku kilku lat. Że mała Moniczka to już jest taka dorosła, że potrafi samodzielnie siusiać do sedesu i nie korzysta już z nocniczka. Że Michałek to nie chce nic jeść, ale za to Jasio wszystko zjada z talerzyka. Siedzą sobie przy stoliczku każda z kawusią i rozprawiają z wielka pasją o swych milusińskich. I tak trwa w najlepsze poranne spotkanie w klubie mamusi i tatusia.

 

Przynależność do klubu jest oczywiście ściśle selekcjonowana. Na początku jest okres kandydacki. W nim są panie i panowie, co to starają się mieć dzieci. Im udziela się wielu szczegółowych rad. Otacza opieką w trudnych chwilach. Wspiera i zachęca do dalszych prób. Drugim stopniem wtajemniczenia jest ciąża. A jak wiadomo w ciąży są już nie tylko kobiety, ale pary. Więc to nie tylko paniom się radzi jak przejść przez kolejne trymestry. Można się dowiedzieć z tych porannych opowieści jak rozpoznać stan błogosławiony. Jak para przyszłych rodziców ma przejść przez okres pierwszych porannych mdłości oraz zmiennych nastrojów przyszłej mamy. Ileż to się można nasłuchać porad wszelkiej maści. Ile to opowieści snują panie o urokach stanu zaciążenia. Tylu szczegółów nie poznałem nawet w szkole na biologii. Takich ciekawych rzeczy mogę dowiedzieć się o poranku w biurowej kuchni.  I w końcu pani lub pan zostaje pełnoprawnym członkiem klubu. Gdy na świat przyjdzie niemowlak. Już od powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim można opowiadać i opowiadać jak to pięknie być tatusiem lub mamusią.

 

Szczególnie o tym, że nie można spać. O tym, że dziecko płacze po całych dniach. O tym, że maleństwo jest po prostu cudowne. Ja wiem, że niektórzy mają wielką chęć podzielenia się swoją radością z faktu przedłużenia gatunku. Ale czy ja muszę wysłuchiwać tych szczegółów? Czy ja muszę wiedzieć o tym, że Kasia oraz Jasio, a także Michałek, robią już kupkę o właściwej konsystencji i w przewidzianym wszelkimi normami kolorze? Wiem, że dla wielu najważniejsza jest prokreacja, że to niemal całkowity sens ich życia. Ale może watro by zauważyć, że istnieje jeszcze maleńka grupa tych, co nie chcą mieć i nie mają dzieci. I że te wieczne opowieści o wyczynach milusińskich doprowadzają ich do stanu furii. W końcu biuro nie jest najlepszym miejscem do rozważań na temat laktacji, a kuchnia nie jest najodpowiedniejszym miejscem do opowieści o wyżynaniu się ząbków i konsystencji kupy. Zwracam się do was członkowie i członkinie klubu mamusi i tatusia – miejcie umiar w tych opowieściach z życia własnych pociech.  Tylko o to was pokornie proszę.