Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Nie jesteśmy monolitem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 206

Niezmiernie mnie męczy i denerwuje maniera niektórych dziennikarzy, komentatorów życia społecznego i oczywiście polityków, którzy przy okazji wielkich narodowych tragedii doszukują się jakichś objawów narodowego odrodzenia. Tak jakby w obliczu śmierci ci, co przeżyli automatycznie powinni się zmienić i to na lepsze. Tak było po śmierci polskiego papieża i tak jest teraz po katastrofie rządowego samolotu w Smoleńsku. Śmierć i tragiczne wydarzenia mają stanowić katalizator dla narodu, który natychmiast miałby się przerodzić w jeden monolityczny organizm. W społeczeństwo idealne. Społeczeństwo pozbawione zawiści, sporów, zgodne i zjednoczone w walce o szczęśliwe jutro ojczyzny. Idea piękna, ale wielce utopijna. Dziwi mnie to niezwykłe poszukiwanie zmian w mentalności Polaków. Wielokrotnie słyszę głosy, że już nigdy nie będzie tak samo. Że coś się w Polakach zmieniło. Że naród się zjednoczy i tragedia wstrząśnie na tyle społeczeństwem, że to stanie się ideałem demokracji i poszanowania wszelkich praw. I tak się dziwię, że jeszcze nikt nie szuka jakiegoś specjalnego pokolenia, co to miałoby się narodzić po tej tragedii wzorem pokolenia JPII, które medialne stworzone, pojawiło się i jeszcze szybciej zaniknęło. Bardzo bym chciał żeby ofiara ludzi, którzy zginęli w katastrofie w Smoleńsku nie poszła na marne, ale nie doszukiwałbym się w niej jakiegoś początku niesamowitej zmiany w naszym narodzie. Mam wręcz wrażenie, że nie zmieni się nic. Wiem, to smutne, ale chyba prawdziwe.


Wiadomość o śmierci Prezydenckiej pary dotarła do mnie w czasie podroży na targi odbywające się w pewnym jeszcze bardziej prowincjonalnym mieście niż moje. Gdy usłyszałem, co się stało zatrzymałem się na poboczu drogi nie wiedząc, co dalej mam począć w obliczu tak wielkiej tragedii. Po chwili pojechałem dalej, bo nie przyszło mi nic rozsądniejszego do głowy. Jechałem na targi, aby zamknąć stoisko mojej firmy i wrócić do domu. Byłem pewien, że impreza handlowa ze względu na tragedię została odwołana. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem, że w zasadzie nie ma wielkich zmian. Targi odbywały się w najlepsze. Życie toczy się dalej jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Jak widać nikt nie uznał za stosowne zamykać targów? Przyciszono muzykę. Odwołano imprezy towarzyszące, ale handel trwał w dalej. A co ze mną? Co miałem zrobić? Zostawić wszystko samemu sobie? Zostałem na targach i odpowiadałem na tysiące pytań zadawanych przez potencjalnych klientów mojej firmy tak, jak to zawsze czynię podczas takich okazji. I miałem poczucie, że nie powinienem tam być. Ale byłem. Więc może nie zaklinajmy rzeczywistości, która i tak nie podda się naszych pragnieniom. Przyjmijmy do wiadomości to, że nie jesteśmy jednością. Że każdy z nas reaguje inaczej. Inaczej przeżywa. Każdy jest innym człowiekiem i ma prawo do własnych emocji.


Faktycznie Polacy mają dziwną słabość do jednoczenia się w obliczu tragedii. Wielu z nas nigdy nie wywiesiło flagi narodowej w żadne państwowe święto. A teraz i owszem wieszamy. Stajemy się jednością prawie wyłącznie w rozpaczy. Poza nią nie mamy takich zapędów do bratania się i jednoczenia. Może dlatego, że ze śmiercią trudno dyskutować. Ona łączy i zrównuje wszystkich. Nie da się przed nią uciec ani jej oszukać. Wobec śmierci jesteśmy tacy sami. Jest taka wielce demokratyczna. Ale jak szybko się jednoczymy, tak równie szybko nam to przechodzi. I następuje wzajemne oskarżanie się o to, że ten i ów nie przeżywa dostatecznie smoleńskiej tragedii. Widziałem wczoraj polityka, który komentując protesty w prawie pochówku pary Prezydenckiej na Wawelu nazwał tych, co ośmielili się mieć inne zdanie, ludźmi nie godnymi miana patriotów. Tak jakby patriotyzm był jakoś specjalnie zapisany w sposobie przeżywania narodowych dramatów. Jakby był uzależniony od poglądów na Wawel.


To, co się zdarzyło w Smoleńsku jest straszne, tragiczne i smutne. Ale każdy ma prawo do własnego przeżywania tego, co się stało. Nie można też zapomnieć, że Prezydent miał za życia prawie siedemdziesięcioprocentowy negatywny elektorat. Był przedmiotem niewybrednej krytyki mediów i nie tylko ich. A teraz dochodzi do tego, że po śmierci stara się Go prawie całkowicie wpasować w ramy herosa z narodowego panteonu. Po co tworzone są takie mity? Komu to jest potrzebne? Czy w ten sposób media nie leczą swojego poczucia winy? Wczoraj widziałem w telewizji demonstracje przeciwników pochowania pary Prezydenckiej na Wawelu. Wśród wielu transparentów wyrażających sprzeciw wobec takiej decyzji, był jeden, chyba najdokładniej i jednoznacznie najbrutalniej opisujący to, co teraz w Polsce się dzieje wśród przeciwników pochówku na Wawelu. Napis na transparencie głosił: Santo subito.