Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Jak Bambi

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 101

Zaparkowałem samochód na parkingu przy firmie. Gdy wysiadałem usłyszałem za sobą znajomy głos: Proszę pana, przepraszam… Mogę podejść na chwilę? Chciałam o coś zapytać. Odwróciłem się i zobaczyłem młodą kobietę, dziewczynę właściwie, która wpatrywała się we mnie z nadzieją. I strachem. – Proszę bardzo – odpowiedziałem i jak zawsze, gdy to do niej mówiłem, gdy ją tak zapraszałem do podejścia do mnie, miałem dziwne uczucie zmieszania. Bo jakoś tak dziwnie jest udzielać zezwolenia na zbliżenie się do siebie. Co ja jestem jakiś władca, udzielny książę? A dziewczyna w tym czasie zbliżyła się do mnie na odległość wyciągniętej ręki. I po raz kolejny zobaczyłem ten jej wyraz twarzy. Te jej ostrożne ruchy. Każdy, kto choć raz starał się pogłaskać dzikie i nieufnie zwierzę wie jak to wygląda. Ona podchodziła do mnie w taki specyficzny sposób, że miałem wrażenie, że od razu ucieknie gdyby, choć przez chwilę wyczuła zagrożenie. Nie wiem, dlaczego ale przypomina mi ta kobieta…no nie wiem płochliwą sarenkę, która skuszona czymś smacznym chciałaby podejść i jednocześnie śmiertelnie się boi czyhającego na nią niewidocznego jeszcze zagrożenia.  Już wiem gdzie widziałem taką minę. Taką napięta do granic możliwości sylwetkę. Taką wielką czujność. Takie oczy. To Bambi z tej starej wzruszającej kreskówki o jelonku, któremu myśliwi zabili mamę.

 

– Ja pamiętam… Pan mi już pomógł kilka razy. Ale wie pan ja mam taką trudną sytuację…Czy może mi pan jeszcze raz pomóc – zapytała, gdy już stanęła w bliżej, ale nadal w bezpiecznej odległości. Spoglądała na mnie wielkimi oczami spod spuszczonej, w jakimś dziwnym przestrachu, głowy. Mogłem i pomogłem. Wyszukałem w kieszeni trochę pieniędzy i podałem na wyciągniętej dłoni. Złapała monety tak jak to robią nieufne pieski z podawanym im smakołykiem. Zabrała i lekko odskoczyła. Potem bardzo grzeczne podziękowała. Dodała kilka słów o swoim ciężkim losie. I poszła do następnej osoby. Taka scena rozgrywa się na parkingu, co pewien czas. Nie tylko do mnie podchodzi dziewczyna prosząc o wsparcie. Różnie też ludzie na nią reagują. Ale jej skuteczność jest zadziwiająco dobra. Czy to wynik techniki proszenia o wsparcie? Może. Ale jest coś w tej dziewczynie takiego, co nie pozwala przejść obok niej obojętnie. Ma w sobie coś takiego, co mają też zwierzęta. To, co sprawia, że nie możemy przejść obojętnie obok rannego pieska, sprawia też, że nie możemy odmówić tej proszącej o wsparcie dziewczynie. I jeszcze jedno. Mam nieodparte wrażenie, że ona się przez cały czas boi. To tak jakby strach był widoczny. Jakby ją otaczał i stanowił z nią integralną całość. Z góry przepraszam za porównanie, ale jej zachowanie przypomina mi psa, który był bity przez ludzi. On już nigdy nie obdarzy człowieka zaufaniem. Zawsze, choć nawet będziemy go kochać coś w jego zachowaniu sprawi, że będziemy czuć wielką nieufność ukrytą gdzieś na dnie. I tak właśnie się czuję w obecności tej dziewczyny.

 

Wiem, że jest wiele technik żebrania. I że z pewnością bardzo dużo osób zajmuje się tym zawodowo. Ale wolę o tym nie myśleć. Za każdym razem jak udzielam wsparcia, mam nadzieje, że ten, kto prosi mnie na ulicy o finansowe wsparcie to nie jest właśnie ten ktoś, kto zawodowo zajmuje się tym procederem. Że ten, komu daję pieniądze naprawdę potrzebuje mojej i innych pomocy. Że to bieda zmusiła tych ludzi do takich zachowań. Bo jakże wielką trzeba mieć siłę charakteru. Ile samozaparcia i ile odwagi, aby w taki sposób szukać pomocy w nieczułym przecież w swej przerażającej większości społeczeństwie. Trzeba dużej wytrwałości, aby szukać wsparcia wśród ludzkiej obojętności i szyderstwa. Nie jest łatwo żebrać. Nie jest łatwo prosić o wsparcie na ulicy. Każdy, kto próbował coś w życiu sprzedać wie, że najtrudniej jest sprzedawać coś, co nie ma dla drugiej osoby wartości. A w naszym egoistycznym społeczeństwie krzywda i bieda innych nie ma za dużej wartości.

 

Jeśli to tylko technika wyłudzenia ode mnie pieniędzy to też warto to nagrodzić. Bo naprawdę wśród wielu żebraków w moim mieście ta dziewczyna wyróżnia się zdecydowanie. Nie epatuje swoim kalectwem. Nie jest nachalna. Nie wykorzystuje dzieci. Nie narzuca się, ale też nie jest bierna. Jeśli to tylko aktorstwo to naprawdę wielkie. Choć mam prawie pewność, że tak nie jest. Jest taki mój osobisty test na prawdomówność tych, którzy proszą mnie o wsparcie. Proponuję, że kupię im jedzenie. Wielu odmawia. Ta dziewczyna z ochotą przyjęła propozycję.  Więc jednak potrzebuje naprawdę pomocy. Chciałem się dowiedzieć, dlaczego tak się boi. Ale ona tylko opowiada, że boi się, że nie będzie miała nic do jedzenia. I szybko ucieka. Jak zwierzę. I to jest właśnie w niej najbardziej przerażające.