Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Po co nam jest prezydent?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 4

Od samego rana w radiu i w telewizji słyszę ciągle powtarzające się pytania: czy w wyborach na nowego prezydenta wystartować powinien marszałek? A może głową naszego państwa powinna zostać osoba z lewicy? A jak tak… to która? Czy godnym będzie najwyższego urzędu pan reprezentujący polską prawicę polityczną? A może nikomu nieznana osoba, która nagle sobie ubzdurała, że to właśnie ona stanie się najważniejszą osobą w kraju? I tak w kółko. I znów…I od nowa…I po raz kolejny… i zastanawiają się wszyscy w gazetach, telewizji i w radiu, kto dziś zdąży zarejestrować komitet wyborczy. A potem jak, będzie wyglądała gra wyborcza? Jak krwawa i czy uczciwa będzie walka o pałac prezydencki? A mnie się wydaje, że najważniejsze jest zadanie sobie dziś pytania: po co nam jest prezydent? Czy jest nam potrzebny taki urząd? Taka jednoosobowa najwyższa władza w państwie?

 

Teraz mamy tak, że zgodnie z zapisami konstytucji władza wykonawcza sprawowana jest w zasadzie przez radę ministrów, ze stojącym na jej czele premierem oraz przez prezydenta Rzeczypospolitej. Władzę polityczną stanowi u nas faktycznie rada ministrów. Zaś prezydent ma bardzo ograniczoną zdolność wpływania na decyzje aparatu władzy. Ja wiem, że historycznie jest to wszystko bardzo uzasadnione. Że w dawnych wiekach mieliśmy króla. Teraz mamy prezydenta.   Mamy kogoś osobowego, pojedynczego, człowieka po prostu, kogoś, z kim się łatwiej nam identyfikować, jeśli myślimy o sobie, jako państwie.  Urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej istnieje od tysiąc dziewięćset dwudziestego drugiego roku. Czyli upłynęło już trochę czasu. Może właśnie teraz jest dobry moment na refleksje nad tym, czy taki urząd jest w Polsce potrzebny. Po trzydziestym dziewiątym roku depozytariuszami tego urzędu byli prezydenci Polski na Uchodźstwie. W czasach Polski Ludowej urząd ten powołano w roku czterdziestym siódmym ubiegłego wieku i przetrwał tylko pięć lat. Do pomysłu powoływania prezydenta w naszym kraju wrócono w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym dziewiątym roku na skutek ustaleń Okrągłego Stołu. Oczywiście ten pierwszy prezydent od wielu lat był też ostatnim w PRLu. Potem mieliśmy prezydentów nowej Polski: Lecha Wałęsę, Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego.

 

Ci ostatni wybrani w powszechnych wyborach prezydenci najczęściej pozostawali w stałym konflikcie z władzą wykonawczą. Czy taka dwugłowość władzy sprzyja naszemu państwu? Doświadczenia ostatnich lat nie skłaniają do takich wniosków.  Czy naprawdę w imię tradycji potrzebna jest nam jednoosobowa instytucja władzy, praktycznie bez żadnej możliwości sprawnego rządzenia? Czy potrzebny jest nam symbol, jako taki? Czy pojedyncza osoba, na tyle nas jednoczy w poczuciu ciągłości państwa, że naprawdę warto, co pewien czas wybierać spośród polityków jednego polityka, który już w dniu wyborów nie tyle nas połączy, co podzieli. Nie wierzę i nie wierzyłem nigdy w szumne deklaracje wstępujących na urząd kolejnych prezydentów o tym, że każdy z nich od razu zapomina o tym, z jakiego kręgu politycznego się wywodzi i z dnia na dzień stanie się prezydentem wszystkich Polaków.

 

Może czas powrócić do starych, starożytnych w zasadzie wzorców. Może czas na republikę! Na państwo, w którym rządy sprawują wybierani na krótkie kadencje urzędnicy. Może jeden ośrodek władzy na jedno państwo wystarczy. Może wystarczy nam jak tylko rządzić będzie nami premier ze swą radą ministrów. A ustawodawczo sejm jedynie. Tak wiem… Nie może być tak prosto. Nie po to kilkaset tysięcy ludzi żyje z istnienia instytucji państwowych, aby je na swoją zgubę ograniczać. Ale może jednak warto się opamiętać? Czy nie możemy, choć sam nie wiem, dlaczego rządzić się sami? Bez pośredników. Potrzebna jest nam prawdziwa armia urzędników, którzy tworzą wrażenie, że zrobią to lepiej niż my sami. Los sprawił, że w tragiczny sposób zostaliśmy pozbawieni wielu ludzi z najwyższych kręgów władzy. Wielu wydawało się, że już po nas, po państwie, że ta tragedia zachwieje jego strukturami tak bardzo, że wszystko rozpadnie się w proch i pył, a nas pochłonie rumowisko. Tak się nie stało. Choć zabrzmi to strasznie… To jednak używając słów samych urzędników państwowych: „państwo sobie poradziło”.  Więc może naprawdę nie jest nam potrzebne stanowisko prezydenta. Może warto to zakończyć. Pewnie będzie wiele głosów za tym żeby jednak wybierać kolejnego prezydenta. Ale pewnie też jest przynajmniej kilka osób, które się z tym nie zgodzą.  Może w sytuacji zagrożenia, wzorem starożytnych, wybierajmy czasowo jednego urzędnika na prezydenta. W Rzymie był to urząd dyktatora, ale chyba nie mam odwagi na taką nazwę. Może jak będzie taka potrzeba to niech wybrany przez nas prezydent sprawuje władzę najwyższą w naszym imieniu, władzę prawie niczym nieograniczoną, ale, przez co najwyżej sześć miesięcy.