Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Pierwszy bal czy pierwsza komunia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 4

Jest taka nowa świecka tradycja. Nie do końca taka nowa i nie do końca świecka, ale tradycja to już na pewno. U nas każdy katolicki zwyczaj, specjalnie piszę zwyczaj, bo z sakramentami niewiele to, co można w nas dziś zaobserwować, ma wspólnego z religią. To tylko taki ludowy zwyczaj ściśle powiązany z pieniędzmi. Nie mówię, że to jakieś nowe zjawisko. Że to nasze nowe kapitalistyczne czasy to wymusiły. To było u nas, w nas, wokół nas od zawsze. Zastaw się a postaw się! To zawołanie starożytnych i nowożytnych Polaków. A już najlepiej jest, gdy Polak może powiązać przykazania swojej tradycyjnej wiary z możliwością pokazania, na co go stać w sensie materialnym.  Teoretycznie, ale tylko teoretycznie, to każdy Polak i katolik wie, że uroczystość pierwszej komunii świętej to jedno z najważniejszych wydarzeń jego wiary. Jest sakramentem, widomym symbolem przyjęcia młodego człowieka do grona osób obcujących bezpośrednio z Bogiem. I żeby dziecko mogło przystąpić do pierwszej komunii, musi przejść szereg przygotowań. Ale to nic, jeśli chodzi o przygotowania. Nie tyle samo przygotowanie w wierze jest dla Polaka – katolika ważne. Ważniejsze jest to żeby pokazać się przed innymi rodzicami, pokazać się przed rodziną, na co ich stać. To taki pierwszy bal. Pokazanie przed światem możliwości rodziny we spieraniu swojego potomka.

 

Pewnie nie wszyscy i nie wszędzie się zadłużają żeby pokazać, na co ich stać podczas komunii własnego dziecka. Pewnie nie wszędzie, bo nie wszyscy mają możliwości. Bo nawet na kredyt trzeba być wystarczająco wiarygodnym finansowo. Ale to nie zmienia faktu, że wytworzył się zwyczaj, tradycja, która nakazuje traktować ten religijny sakrament, jako czas pokazania światu pozycji materialnej własnej rodziny. Rokroczne w maju rozpoczyna się wielka gonitwa na przebicie konkurencji w dziedzinie pokazania, kto wystawnej urządzi dziecku pierwszą komunię. To przypomina grę, w której aby można było przejść na wyższy poziom katolickiej wiary należałoby uczestniczące w tym dziecko, wyposażyć niczym swego awiatora w rożne artefakty.  To swoisty rytuał zamiany drugoklasisty w mini wersję pana młodego ustrojonego w mini w garnitur. Oraz zamianę małej dziewczynki, w mini pannę młodą w strojnej sukni ślubnej. To wszystko stało się takim mini ślubem. A raczej mini weselem. Wszystko w skali mini, ale za to oprawa w iście bizantyjskim stylu maxi. Do kościoła limuzyną. Suknia szyta na miarę. Sztuczne paznokcie. Piętrowe fryzury z burzą loków, godne znacznie starszych kobiet. Białe buciki, rękawiczki, koroneczki, kokardki.  I jeszcze wizyta u chirurga plastycznego! A dalej, wynajęte sale balowe, restauracje. Przyjęcia na setki par. Orkiestra. Uginające się od ustawionego na nich jedzenia stoły. Taka jest nasza polska komunijna rzeczywistość.

 

A gdzie w tym wszystkim jest religia? Gdzie duchowe przeżycie? W kościele? No może…W pewnym sensie tak. Ale mam wrażenie, że i tak jest to dla wielu taki obowiązkowy wstęp do prawdziwej uroczystości, która ma miejsce w restauracji. – Za długo te biedne dzieci trzymają w tym kościele – usłyszałem jak pewna pani skarżyła się drugiej pani. Obie ciągnęły za sobą dzieci od strony kościoła. – tam tak duszno, nie można by było tego skrócić – usłyszałem od zaangażowanych w komunię własnych dzieci mamuś. Faktem jest, że katoliccy księża bardzo często kładą większy nacisk na duchową stronę pierwszej komunii. Sprzeciwiają się wystawności i przepychowi podczas tego sakramentu. Księża apelują, by stroje dzieci przystępujących do pierwszej komunii były skromne. I faktycznie, dzięki ich determinacji, mimo sprzeciwu rodziców, mają na sobie w kościele skromne alby. Ale sam byłem świadkiem opowieści jednej z mam, która snuła w biurze opowieści o tym, jak po wyjściu ze świątyni przebrała w mini suknię balową swoją córkę. – Bo przecież Agnieszka powinna zapamiętać ten dzień na zawsze – rozczulała się mamusia. Ile jest jeszcze w tym sakramentu, a ile już świeckiej tradycji pokazania tego, że nas stać.