Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Czas pracy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Nie wiem dlaczego tak jest, ale jak się wydaje nie możne być inaczej. Widocznie, jak to w Polsce bywa, normą są na takie rozwiązania jakieś szczegółowe przepisy. Przepisy, regulacje, kodeksy, zapisy prawne. Możliwe, że jest to nawet zapisane w jakiejś ustawie? Z pewnością jakaś bardzo ważna komisja zbierała się w tej sprawie przez kilka lat i dlatego fakty mają się tak jak się mają. Można mieć też przypuszczenie graniczące z pewnością, że za taki stan odpowiada z dziesięciu dyrektorów i z trzynastu kierowników oraz niezliczona liczba urzędników. I nie chodzi tu o budowę stacji kosmicznej. Nie jest to skomplikowana operacja na miarę lądowania aliantów na plażach Normandii. Tu chodzi o rzecz prozaiczną. Wydawałoby się, że prostą. Ale u nas nie może być tak po prostu. Idzie mi w tej mojej opowieści o zwykłe remonty dróg w moim mieście. Zwykłe, bo wykonywane w zwykłych, jak Pan Bóg przykazał, godzinach pracy.  Drogowcy w moim mieście za najlepszą porę na remontowanie szos uznają poranne godziny szczytu komunikacyjnego. Zaczynają się rozkładać z barierkami i pachołkami ochronnymi o ósmej i kończą tak mniej więcej po szesnastej. Wielkie machiny do zrywania asfaltu. Ogromne ciężarówki. Ubrani w odblaskowe uniformy robotnicy. Wszyscy oni w swej mnogości wychodzą tłumnie na drogi, gdy ja, oraz setki mieszkańców mojego miasta spieszą do pracy lub usiłują z niej powrócić. Wiem, oni są w pracy, ale czy naprawdę muszą zabierać się za ta pożyteczną robotę właśnie wtedy, gdy ja oraz podobni do mnie starają się dostać do biur, urzędów, sklepów i fabryk.

 

Przyzwyczaiłem się, że poruszanie się po moim mieście przypomina bieg czy raczej jazdę na orientację. Nie pomaga nawigacja. Żadne tam GPS-y. Nic nie pomoże. Bo tam gdzie wczoraj była droga dziś może być już plac budowy.  Dzisiejszego ranka mój znajomy z innego miasta powiadomił mnie, że właśnie mija tablicę z nazwą mojej miejscowości i że, zgodnie ze wskazaniem nawigacji, będzie za cztery minuty. Za dwadzieścia sześć minut zadzwonił do mnie zrozpaczony, że się zgubił, bo był jakiś objazd, który zaprowadził go do drugiego objazdu, który zakończył się zamkniętym dla ruchu kołowego odcinkiem drogi. Stanął ten mój znajomy pod znakiem zakazu i kompletnie nie wiedział, co dalej. A nawigacja wskazywała, że do mojego biura zostało mu kilka minut drogi. Właśnie tej zamkniętej dla ruchu a więc i dla niego. Pojechałem go uratować i zaprowadziłem pod firmę. Jak nam powiedział, nigdy nie wpadł na to, że właśnie tędy można dojechać. Tak więc moje prowincjonalne miasto stało się teraz pewnie o wiele większym miastem w sensie mieszkańców, bo pewnie wielu przyjezdnych utknęło w nim na dłużej. Gubiąc się w objazdach lub stojąc w wielkich korkach spowodowanych tymi właśnie objazdami. Uprzedzając tych wszystkich, który już zabierali się za pisanie komentarzy w stylu: Baranie! Przeszkadza ci to, że remontują drogi! Odpowiadam wyprzedzająco: Nie, nie przeszkadza mi to! Ba, ja jestem wręcz szczęśliwy! Bardzo jestem zadowolony. Popieram i jestem wdzięczny. Ale mam jedną prośbę.

 

Gdy jadę do pracy muszę, przez objazdy, wybrać taką drogę, bo inną po prostu nie mogę dojechać. Trasa ta to dwa pasy jednej z najważniejszych arterii komunikacyjnych mojego miasta. Przez pozamykane inne drogi ruch jak w Rzymie. A tu nagle… Jeden z pasów zamknięty dla ruchu. A na nim, na drodze, za barierką ochronną kilku robotników przygląda się pracy machiny, która z wielką gracją zrywa asfalt, pozostawiając w jezdni przepiękne prostokątne wycinanki. Asfaltowy urobek zabiera ciężarówka manewrując z wysiłkiem między setkami samochodów osobowych. I tak w najlepsze trwają prace drogowców całkowicie paraliżując ruch na drodze. I to wszystko między ósmą a, szesnastą. Rozumiem, że jest większość z nas pracuje między tymi godzinami. Że wielu tak właśnie chce pracować. Ale są chyba sytuacje gdzie można pracować w innych godzinach niż te tradycyjne. Bo praca na jedynej jeszcze przejezdnej drodze w godzinach, gdy są tam setki samochodów nie jest najlepszym pomysłem. Drogowcy! Taki mały, niewinny apel do was. Dziękuję za wasz trud. Za wasze zaangażowanie. Za to, że staracie się jak możecie utrzymać poziom na naszych drogach. Ale może róbcie to wtedy, gdy mnie tam nie ma. Mnie i większości zmotoryzowanych. Może pracujcie w nocy. Taka mnie naszła myśl. Wiem jest to rewolucyjna i radykalna myśl. Ja wiem, w nocy trudniej, bo spać się chce. Ale może jest to jakiś pomysł na doraźne remontowanie ulic. Nie w dzień, a w nocy. Gdy ruch na drogach miejskich jest minimalny. Wiem, noc jest od spania. Ale są takie zawody, które wymagają nocnego zaangażowania. I do takich właśnie powinien należeć zawód doraźnie remontującego drogi drogowca.