Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Zimna woda

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Zmroziła mnie kartka naklejona na drzwiach wejściowych klatki schodowej mojej kamienicy. Zrobiło mi się zimno. Jakby mnie tam już na dole, pod tymi drzwiami, ktoś oblał zimną wodą.  Bo jak wszyscy wiemy człowiek się przyzwyczaja do dobrego. A jak ma to coś, co jest dobrem człowieczym od dzieciństwa, i to tak na wyciągniecie ręki, tak dostępne w każdej chwili, to nie ma w tym nic dziwnego, że się człowiek do tego przyzwyczaja. Jak coś się ma przez całe niemal życie, tylko z krótkimi przerwami, to zdecydowanie jest mu się trudno odzwyczaić, gdy mu ten przywilej i radość ucywilizowanego człowieka ktoś zabierze. Nawet, jeśli to znika z naszego życia tylko na pewien czas. Jeśli koniec niedogodności, która nas spotkała jest ściśle określony. To tak czy inaczej jest to bardzo dotkliwa strata. Kilka dni temu na drzwiach wejściowych do mojej klatki schodowej pojawiła się oficjalna karteczka z licznymi pieczątkami podnoszącymi jej rangę, informująca mieszkaniowców mojej kamienicy, czyli moją skromną osobę również, że od dnia takiego i takiego przez tydzień nie będzie u mnie w kranie ciepłej wody. Z druczku naklejonego na drzwiach dowiedziałem się, że firma dostarczająca tą płynną i ciepłą zdobycz cywilizacyjną do mojego domu postanowiła przeprowadzić skomplikowaną operację ułożenia rur pod nowo planowaną ulicą. I tym samym, tą planowaną awarią, firma ta pozbawiła ciepłej wody kilka osiedli mieszkaniowych w południowej cześć mojego miasta.

 

Ogłoszenie o awarii nie wzbudziło u mnie zdziwienia, bo spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Robotnicy już od dawna grzebali w ziemi i od dawna czytałem w gazetach lokalnych, że coś tam będą działać. Więc powinienem się psychicznie przygotować na brak ciepłej wody. Ale gdy o poranku stanąłem pod prysznicem z dłonią na kranie z zimna wodą, to sam nie wierzyłem, że za chwilę lunie na mnie zimna ulewa. I gdy poczułem na sobie pierwsze lodowate krople to przed oczami stanął mi obraz górskiego potoku. I mnie w nim. To straszna tortura. Ale dzielnie ją znosiłem w imię czystości. Choć nie ukrywam, że już sama świadomość, że rano będę musiał stanąć pod zimnym prysznicem powodowała, że trudno mi się zasypiało wieczorem. No tak, mogłem oczywiście zrezygnować z porannych wizyt w łazience, ale przecież poprawność polityczna nie pozwala na takie zachowanie. No i zdecydowanie byłoby to dla mnie mało niekomfortowe. Nie bardzo jestem zwolennikiem mocnych męskich zapachów. Wszystko, co niosło za sobą radość z posiadania ciepłej wody teraz stało się przez zimną wodę prawdziwą mordęgą. Wiem, są ludzie, którzy nawet zimą z ochotą wskakują w lodowate odmęty. Ale ja do nich nie należę. Takie ekstremalne przeżycia w kontaktach z mokrym zimnem są nie dla mnie. I do tego za oknem kolejny jesienny dzień tej wiosny. Pada deszcze, a w kranie zimna woda. Zimny prysznic jest zdecydowanie nie dla mnie. I tak ma być przez najbliższy tydzień. Przez siedem dni mam zażywać uroków kąpieli w zimnej wodzie.

 

Wiem, są teraz miejsca w Polsce, w których jest zdecydowanie więcej wody niżby tego oczekiwali tamtejsi mieszkańcy. Powódź jest czymś strasznym. I mój problem z zimną wodą w kranie jest przy problemach z wielką wodą – niczym. Jest straszliwie nieważny. Ale to jest taki mój maleńki problem. Mój osobisty. Mieszkając tu gdzie mieszkam, nie jestem na szczęście narażony na wystąpienie podtopień. Do najbliższej rzeki jest daleko. Więc moje problemy z wodą są mniejsze, maleńkie można by nawet powiedzieć i pewnie dla wielu nie miałyby żadnego znaczenia. Ale ja tu nie piszę o wszystkich tylko o mnie. Dla mnie zamarzanie pod zimnym prysznicem przez tydzień jest męczarnią. Dotykają mnie personalnie i mam prawo do narzekania. Nie narzekam na sam stan rzeczy, ale na to, że jestem taki nieprzygotowany do tego braku ciepłej wody. Wkurza mnie, że taki jestem miejski. Sam nie wiem jak to nazwać, więc z góry przepraszam tych, co się poczują obrażeniu, że ja miejski – a ci na wsi to w zimnej wodzie tylko. Ale ja to mam przez to ciągłe udowadnianie mi przez media, że nie ma to jak powrót do natury. Że kwiatuszki, pszczółki, drzewka… Że czerstwi i silni faceci to tylko ci, co to nie zaznali nigdy ciepłej wody. Jak jeść to tylko, co natura daje. Że najlepiej to bez chemii. Że taki powinienem być… bliżej naturalny. Ale ja nie mogę w takiej zimnej wodzie, co rano zażywać kąpieli. No, co ja zrobię, że ta cywilizacja jest dla mnie tak ważna. Mała rzecz a tak potrafi zepsuć humor. A jakby mi tak na tydzień prąd wyłączyli? Brak ciepłej wody to maja mała – głośna, bo krzyczę pod prysznicem – tragedia. I od tygodnia mam swoją małą nieważną, ale dla mnie bolesną tragedię. Na koniec tylko dodam, że na tej karteczce, co na drzwiach wisi jest napisane, że jak będą złe warunki atmosferyczne to firma zastrzega sobie możliwości przedłużenia czasu, w którym nie będzie dostarczać ciepłej wody do mieszkań.