Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Wróg publiczny numer jeden

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Jest w Polsce taka zadziwiająca mnie nieodmiennie prawidłowość. Jak tylko w naszym, targam od czasu do czasu nieszczęściami, kraju wydarzy się coś nieprzewidywalnie tragicznego to od razu zaczynamy wielkie poszukiwanie osób lub rzeczy, które nas w ten stan wpędziły. Jak tylko nie możemy, sami sobie, wytłumaczyć przyczyn tragicznych losów naszej umiłowanej ojczyzny to od razu rozpoczynamy wielkie polowanie z naganką na wroga, który jest lub powinien za te nasze zbiorowe cierpienie być odpowiedzialny. Potrzebne jest nam to widocznie, aby ten tragizm przeżytych dni sensownie sobie wytłumaczyć i zrozumieć. Jak tylko coś przerazi miliony naszych obywateli to prawie natychmiast pojawia się w nas, no może tylko w niektórych w nas, taka wielka, natychmiastowa potrzeba stworzenia dobrze widocznego i jasno określonego wroga. Wroga, który za to, co nas spotkało poniesie zasłużoną karę. I spotkało nas znów nieszczęście. I przyszła do nas wielka woda. Jak nie wytrzymały wały przeciwpowodziowe to od razu potrzebny był nam wróg. Taki który za to nieszczęście powinien odpowiedzieć. Nasze społeczeństwo, wierne religii ojców, nie mogło winić przecież tego, co w niebiesiech. Przyjąć z pokorom wyroki najwyższego owszem, ale winić – nigdy! A wroga bezwzględnie mieć musieliśmy.  

 

Standardowo można by za winnych zaniedbań, które doprowadziły do powodzi wskazać polityków. Ale jak tu naród za namową polityka może oskarżyć polityka innej opcji, gdy doskonale wie, że z żywiołem nie da się wygrać. Więc po co robić sobie kłopot na przyszłość. Gdy się będzie samemu rządziło i znów przyjdzie wielka woda ktoś może zapamiętać, że się wyrzekało na tych, którzy wcześniej rządzili i to przypomnieć dawne słowa. Więc mino pewnych złośliwości i drobnych uszczypliwości opozycja nie bardzo chce, aby winni byli ci, co u władzy. Wychodząc słusznie z założenia, że przecież, gdy sami staną za sterami rządów też mogą być narażeni na kłopoty z siłami natury. Po co więc samemu pchać się w kłopoty. Podobnie pewnie myśli i sam elektorat podzielony przed wyborami prezydenckimi. Po co kłopot w przypadku wygranej. Wszystkim, przydałby się, więc wróg bardziej namacalny i bardziej neutralny światopoglądowo. Taki, co to go może uznać za plagę prawdziwą oraz taki, co to działa podstępnie. Jak na porządnego wroga przystało.

 

No i się znalazł wróg! Namaszczono na niego poczciwego bobra.  Nagle i pewnie również dla niego niespodziewanie stał on się naszym nowym wrogiem. Tym, który od lat robił nam krecią prawdziwie robotę dosłownie i w przenośni. Kopał w wałach powodziowych dziury. Podgryzał. Niszczył. Robił, co mógł byle tylko jak najbardziej zniszczyć nasze z takim trudem i w takim znoju wybudowane wały powodziowe. Bobry zostały w ostatnich dniach ogłoszone prawdziwym wrogiem ludzkości. Te sympatyczne gryzonie oskarżane są powszechnie o rozkopywanie wałów przeciwpowodziowych, co w rezultacie prowadzi do ich przerywania. – Panie kochany, tysiące bobrów tu do wałów napłynęły w nocy i kopały! – żalił się w telewizji pewien pan. – Tylko mój dzielny piesek na nich szczekał i je gonił – opowiadał z przejęciem dziennikarzowi. I już wiadomo, kto odpowiada! Ustalono wroga! Pokazano go w telewizji! Wypowiedziało się w sprawie tego szkodnika wiele bardzo, bardzo mądrych fachowców. Co więcej wezwano na pomoc myśliwych, którzy tego bobrzego wroga publicznego numer jeden celnym strzałem poślą w trybie przyspieszonym do bobrzego raju. W niektórych powiatach wydano już zresztą pozwolenia na odstrzał zamieszkujących okolice wałów gryzoni.

 

Woda przelewa się przez wały przeciwpowodziowe. Tysiące ludzi usypuje zapory. Ruch tam jak w Rzymie w godzinach szczytu komunikacyjnego. A ten dziki potwór z głębin zaatakował podstępnie I rył swe nory nie przejmując się obecnością swojego odwiecznego zagrożenia, jakim jest człowiek. Prawdziwy fenomen natury! Pewnie z zemsty za te rzeki zanieczyszczone tak czynił? – Jesteśmy na wale, a godzinę później już są dziury do zasypania – żali się reporterowi pan, co to już dobrze wie, kto jest jego wrogiem. Już znalazł odpowiedzialnego. I one, te bobry pewnie tak w godzinę przy pełnym obstawieniu wałów przez ludzi tak podstępnie te dziury kopały.

 

Całe szczęście, że znalazł się jeden sprawiedliwy, która wziął w obronę gryzonia. Bo ja nic w walce o utrzymanie wałów powodziowych zastrzelono by je wszystkie. – Wałów nie podkopują bobry, lecz piżmaki. To gryzonie przywiezione do Europy w dziewiętnastym wieku – wyjaśniał ludowi marszałek sejmu Stefan Niesiołowskiemu. I z pewnością wie, co mówi, bo ma tytuł naukowy profesora biologii. Czyli jest jednak podejrzenie, że wrogiem publicznym jest inny gryzoń! Uciekinier z hodowli w Czechach. Obecnie to on sieje największe spustoszenie stając się, jeśli nie nowym to przynajmniej równoprawnym, co bóbr wrogiem publicznym. A może to bociany? Może to one zlatują stadami na wały i wielkimi czerwonymi dziobami robią tam dziury. Czerwonymi dziobami! A wszyscy wiemy czyj to kolor! Ja rozumiem, że ktoś musi być winny, ale dlaczego bóbr? Dlaczego nie możemy poszukać winy w nas ludziach bezmyślnie ingerujących w przyrodę? Czy budując dom na terenach zalewowych nie powinniśmy spodziewać się zalania? Czy to bobry zabraniały nam napraw i budowy wałów przeciwpowodziowych? Chyba nie, więc może niepotrzebnie giną tylko, dlatego że nam ludziom dotkniętym niepojętym nieszczęściem potrzebny był natychmiast wróg do potępiania.