Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Parkowanie sprawą polityczną

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 77

Zaparkowałem samochód na chodniku. Na tak szerokim chodniku, że w żadnym wypadku nie tamowałem ruchu pieszym. Auto zatrzymałem zgodnie z zasadami. To znaczy zgodnie z prawem o ruchu drogowym. Ustawiłem auto tam gdzie na odcinku jezdni nie obowiązuje zakaz zatrzymania lub postoju. Tę zasadę spełniłem zdecydowanie. – Gdzie pan parkuje ?! Na chodniku! – usłyszałem jak tylko wyłączyłem silnik bo tuż przy otwartym oknie samochodu stała jakaś starsza pani wygrażając mi parasolką zadawała mi to pytania. – Uprzejmie szanowną panią informuję że mogę tu parkować bo takie są przepisy – odpowiedziałem. Na wszelki wypadek sprawdziłem czy szerokość pozostawionego dla pieszych chodnika nie utrudnia im ruchu i jest nie mniejsza niż półtora metra. – Policję na takich by trzeba było wzywać – starsza pani nie dawała się przekonać moją argumentacją, że zaparkowałem samochód zgodnie z przepisami. – Ależ ja starałem się nikomu nie utrudniać… przecież zostawiłem dobre trzy metry wolnego chodnika – dodałem. – Ależ tu nie wolno parkować! – wrzasnęła na mnie pani. – Nie widzę znaków zakazu parkowania – odpowiedziałem zgodnie z prawdą i na wszelki wypadek dokładnie sprawdziłem czy mój pojazd zaparkowany na chodniku czterema kołami nie tamuje ruchu pieszych. Nawet gdyby nagle tu, w przyszłości, tym chodnikiem przechodziła pielgrzymka na Jasną Górę to i tak pewnie nie stanowiłbym dla tłumu pątników wielkiej przeszkody. – Trzeba by straż miejską wezwać – nie dawała się przekonać moimi argumentami starsza pani. – Niech takich uczy porządku – dodała.


Chciałem umknąć zostawiając panią z jej rozterkami na temat mojego sposobu parkowania, ale traf chciał że musiałem przy tym samochodzie poczekać chwilę na kogoś, z kim miałem udać się w dalszą, pieszą tym razem drogę. W samochodzie schronić się nie mogłem bo na zewnątrz gorąco, a w aucie jeszcze bardziej. Więc stałem w tej pułapce i wysłuchiwaczem. – Jak to teraz parkują! Myślą że wszystko im wolno… no niech pani spojrzy! – starsza pani najwyraźniej nie miała nic innego do roboty jak pouczać mnie o mojej strasznej zbrodni. A że po chodniku faktycznie co pewien czas ktoś przechodził szukała ona zrozumienia i poparcia dla swojej krucjaty z mym domniemam złym parkowaniem u innych spacerowiczów. – Szanowna pani, jeszcze raz panią informuję, że zaparkowałem samochód zgodnie z przepisami – starałem się zakończyć dyskusję. Jednocześnie modliłem się w duchu o to, żeby ten na kogo czekam przy samochodzie, zjawił się w tej właśnie chwili i mnie z tego koszmaru uwolnił. – Bezczelny! – usłyszałem – oni przez te rządy platformowe to już wcale do starszych szacunku nie mają – dodała. Nie wiedziałem że moje parkowanie to sprawa polityczna oraz przejaw odwiecznego konfliktu międzypokoleniowego. Nie wiedziałem – ale jak widać z paninej wypowiedzi – w jej oczach stałem się przejawem liberalnego upadku obyczajów. Przymknąwszy na chwilę oczy starałem się nie angażować w dyskusję. – Tak to jest. Ma pani rację. Może im ten Kaczyński to ukróci – z przerażeniem usłyszałem drugi głos. A po otwarciu oczu zobaczyłem już nie jedną!… Lecz dwie panie wpatrujące się we mnie z nienawiścią i pogardą. Raczej chyba bardziej z pogardą.


– Czy szanowne panie mogą mi przystępnie wyjaśnić jak się ma to moje pakowanie na chodniku do wyborów prezydenckich? – zapytałem naprawdę zainteresowany tokiem rozumowania i dziwnym skojarzeniem u tych pań. – No widzi pani jaki typ bezczelny! – wyjaśniła jedna pani drugiej pani. Tak, tak – przyznała tamta. A mnie zaczęło to już nie tyle denerwować, co bawić. Zastanawiałem się, czy jeszcze za to, że ośmieliłem się zaparkować samochód tam, gdzie to tej pani przeszkadzało stanę się antychrystem? A może zboczeńcem lub komunistą? – Ten Kaczyński to im to rozpasanie ukryci na dobre – usłyszałem i miałem fleszową wizję, jak to ten kandydat na prezydenta w mundurze policjanta drogówki wlepia mi mandat za złe parkowanie wśród oklasków gawiedzi. – I jeszcze się śmieje – usłyszałem naprawdę rozbawiony moją wizją. Na szczęście ten na kogo czekałem przy samochodzie nadszedł więc nie musiałem się dłużej narażać na uwagi szanownych starszych pań. Odchodząc usłyszałem jeszcze głos jednej z nich: – Śmieje się taki… a w kraju powódź… tacy to niczego nie uszanują. Dobre nie? Do teraz zastanawiam się co takiego mogło powiązać moje domniemane złe parkowanie z wyborami, powodzą, liberalną polityką platformy oraz z kandydatem na prezydenta. Jaki był tok rozumowanie pań? Jak im się to skojarzyło? Może odpowiedź jest w tym co pamiętam z Przedwiośnia Stefana Żeromskiego. Tam też stawiane jest pytanie: słoń a sprawa polska. Niektórym z nas po prostu wszystko kojarzy się z polityką i we wszystkim, w każdym działaniu doszukujemy się związków z polską sprawą narodową, z naszą krajową polityką. Jak widać parkowanie to też kwestia polityczna.