Między wyrokiem, a przekonaniem o winie
Po północy są w moim prowincjonalnym mieście takie ulice, na których ruch kołowy całkowicie zamiera. Nie tylko nie widać żadnych samochodów na drogach, ale też po chodnikach w nocy nie spacerują tłumnie mieszkańcy miasta. Po prostu po zmroku na ulicach nic się nie dzieje. Klasyczna pustka. I tak się zdarzyło, że w tej nocnej porze, przymusiła mojego kolegę podczas jego powrotu do domu samochodem, nagła potrzeba zawrócenia. Czyli postanowił on, na całkowicie pustej o tej porze drodze, zawrócić samochodem i zmienić radykalnie kierunek ruchu. Zatrzymał się. Dokładnie rozejrzał i gdy nie dostrzegł żadnych samochodów postanowił wykonać manewr. I jak już to zrobił… jego tylna szyba w aucie rozświetliła się nagle na niebiesko. Jak się pewnie wszyscy domyślają, doznał mój kolega tej nocy bliskiego spotkania z władzą. Panowie funkcjonariusze z drogówki poinformowali przyjaciela, że dokonał on straszliwego wykroczenia przeciw przepisom drogowym. Pozwolił sobie – jak panowie władza domniemywali – zawrócić na pustej drodze w miejscu gdzie na jezdni namalowany został znak P-4 czyli linia podwójna ciągła rozdzielającą pasy ruchu o kierunkach przeciwnych i oznaczającą zakaz przejeżdżania przez tę linię i najeżdżania na nią. Że tak dokładnie zacytuję opis znaku drogowego. Mój kolega co do tego zdarzenia miał zdecydowanie inne zdanie. On był święcie przekonany, że swym autem zawrócił w miejscu gdzie kończy się właśnie podwójna ciągła linia na drodze, a zaczyna linia przerywana. Czyli w miejscu dozwolonym. Ale przyjmując nawet teoretycznie, że jednak kolega się myli, a funkcjonariusze mają nocną porą tak sokoli wzrok, że wypatrzyli jego wykroczenie przeciw znakowi P-4, to w jego przekonaniu był on nadal niewinny. I potem tłumaczył mi, że to skandal z tym zatrzymaniem go do kontroli. Bo choć nawet złamał przepisy, to przecież w nocy, i tym samym jego wina okazała się mała. Więc jak oni mogli – ci mundurowi – mu ten mandat zaproponować. Bo choćby nawet był winny to i tak czuł się niewinny, bo to dziwne są te przepisy.
Gdy już przestał kolega z funkcjonariuszami dyskutować nad tym czy powinno się w tym miejscu zawracać samochodem czy raczej nie, i gdy już razem jechaliśmy do domu, postanowiłem posłuchać radia. U mnie w mieście są takie miejsca, w których jedyna stacja, którą można usłyszeć z przyczyn technicznych to stacja prawdziwych Polaków nadająca z miasta na Wisłą. A że właśnie były wiadomości, to powstrzymałem naturalny dla mnie odruch wyłączenia odbiornika. Postanowiłem posłuchać co tam ciekawego na świecie i w naszym powiecie w ujęciu duszpasterskim. I usłyszałem że Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał, że brak możliwości wyboru etyki dla uczniów, którzy nie chcą uczęszczać na religię, narusza Europejską Konwencję Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Trybunał uznał, że doszło do naruszenia artykułu 14 Konwencji, zakazującego dyskryminacji w związku z artykułem 9, gwarantującym wolność myśli, sumienia i wyznania. Ja to na pewno nie pójdę walczyć o prawdę, co do złamania przepisów czy do ich nie złamania do Trybunału w Strasburgu. Ale że było to radio docierające prawdziwym katolickim głosem do naszych domów i samochodów, to i nie zdziwiłem się, że po tej informacji był też odpowiedni komentarz. Pewna pani katechetka z wieloletnim stażem – jak przekonywała osoba zapowiadająca jej wypowiedź – informowała słuchaczy radia, że to przesada z tą dyskryminacją w polskich szkołach, bo ona w swej wieloletniej pracy edukacyjnej nigdy nie spotkała się z takim przypadkiem. Pani katechetka mówiła, że choć faktycznie, w wielu szkołach religia jest, a etyki nie ma na lekcjach, to nie jest to przecież przejaw dyskryminacji. Bo ani uczniowie, ani ich rodzice, no nikt zupełnie, nigdy się nie skarżył. A tu proszę jakąś dyskryminację się zarzuca w tym Strasburgu. Potem jeszcze pewien duchowny, w tym samym tonie przekonywał, że Trybunał Praw Człowieka to może sobie wydawać wyroki jakie chce, bo i tak w Polsce to jest prawo nasze i nikomu do tego co się w katolickiej Polsce dzieje.
Nie wytrzymałem i wyłączyłem radio. I tylko tak rozmyślałem w dalszej drodze do domu o tym, że u nas jest zawsze tak, że nieważne jest prawo. Ważne jest to co kto myśli na temat prawa. Najważniejsza jest własna interpretacja. Przejechaliśmy na czerwonym świetle, ale przecież nie było zagrożenia. Zawrócił ktoś przejeżdżając podwójną linię na jezdni, ale to nic… przecież przy takim ruchu w nocy to bez znaczenia. Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał, że syn małżeństwa z Ostrowa Wielkopolskiego był dyskryminowany w szkole. Wyrok wyraźnie mówi, że prześladowanie miało charakter religijny, bowiem ich syn Mateusz jako ateista nie uczęszczał na lekcje religii. Ale to nie jest, jak widać z komentarzy w katolickim radiu, ważne. Ważne jest to, że prawo prawem, a sprawiedliwość ma być po ich stronie. Oni tam lepiej wiedzą niż sędziowie. I nikt z ateistycznej Europy, nie będzie uczył katolika w Polsce jak i kogo ma nauczać w szkołach. Katolickie media nie czują że dyskryminują i już. Bo choć jest wyrok Trybunału, to przecież i tak oni wiedzą lepiej.
