Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Już tak mam…

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Gdy dojeżdżam do skrzyżowania, z daleka widzę na sygnalizatorach zielone światło. Ale nie przyspieszam, o nie.  Wiem bowiem dobrze, że tak czy inaczej jak zbliżę się do krzyżówki, światła z całą pewnością zmienią się na czerwone. Po co się, więc spieszyć? To bez znaczenia. Czy gnałbym samochodem na złamanie karku, czy też jechał wolno jak ślimak, czy też może poruszał się z dozwoloną w mieście prędkością to i tak muszę swoje pod światłami odstać. Tak już mam.  A co powiecie na to? Jadę sobie spokojnie osiedlową drogą. Z daleka widzę, że główną szosą nie jadą żadne auta. Całkowita pustka. Nic się nie dzieje. Ale do czasu. Jak tylko zbliżę się do tej drogi, jak tylko ośmielę się do niej dojechać, to od razu jakby z podziemi pojawiają się samochody sunąc jeden za drugim uniemożliwiając mi całkowicie włączenie się do ruchu. No przecież nic nie jechało! – Wściekam się w myślach, ale co mam zrobić? Stoję i czekam. Jak tylko po kilku minutach robi się przerwa w tej rzece aut, malutka luka, w którą mógłbym się ewentualnie ze swoim autem wcisnąć to i tak nie mogę tego zrobić. Natychmiast, na przejściu dla pieszych, przed maską mojego samochodu pojawia się na przykład duża grupa kolonistów, która zwartą kolumną maszeruje przez zebrę. Więc nadal stoję i spokojnie czekam. I znów myślę, że nic przecież nie jechało jak zbliżałem się do to tego skrzyżowania. Nikt tamtędy nie przechodził. Nie było żywej duszy. Ale oczywiście jak tylko się tam znalazłem, to od razu zrobiło się tam tłoczno jak na rynku w dzień targowy.

 

Jak to jest, że zawsze jak stanę w kolejce do kasy w sklepie, to nawet jak przede mną jest tylko jedna osoba, to od razu musi się wydarzyć coś, co skończy się moim dłuższym tam oczekiwaniem? W innej kolejce wszystko idzie sprawnie. A ja stoję i stoję. Bo przecież jakimś dziwnym zrządzeniem losu, pani kasjerce nagle skończyła się rolka w kasie fiskalnej. Albo, na towarze osoby stojącej przede mną nie ma poprawnego kodu i trzeba wołać panią, która poda ten właściwy. Stoję tak sobie w swojej kolejce i obserwuję sprawną i szybką obsługę przy kasie obok. Że mogę przejść obok? To nic nie da. Próbowałem. Jak tak zrobię to zapewne tam zaraz się natychmiast zakorkuje. A więc przyglądam się, jak pani przede mną, usiłuje zapłacić za zakupy kartą, ale niestety nie może tego zrobić, bo oczywiście z niewyjaśnionych przyczyn terminal stracił połączenie z bankiem.  I tak jest zawsze.  Bez względu na wszystko ja doskonale wiem, że cokolwiek bym nie zrobił to i tak muszę swoje odstać.

 

Są jeszcze takie drobne sprawy jak to, że to zawsze na mnie trafia końcówka pasty do zębów w tubce. To właśnie mnie zawsze giną klucze od domu, kiedy bardzo się spieszę do wyjścia. Ile to razy, gdy szukałem adresu w nieznanym mieście, moja nawigacja przestała działać tak po prostu bez najmniejszego powodu. Gdy cudem dotarłem pod poszukiwany dom znacznie spóźniony, przez rozpytywanie o drogę, okazało się, że jednak to przeklęte urządzenie nagle znów zaczęło poprawnie działać.  Raz zdarzyło mi się, że nawigacja poinformowała mnie, że dotarłem do celu mimo tego, że ów cel podróżny znajdował się jeszcze kilkadziesiąt kilometrów dalej. I wcale nie znajdował się pośrodku mostu jak usiłowało mi wmówić wredne urządzenie. Ostatnio wielkie szklane drzwi otwierane automatycznie nie chciały się przede mną otworzyć. Dochodząc do nich widziałem jak kolejne osoby przechodzą przez rozsuwające się przed nimi wrota. Ale oczywiście ja musiałem natrafić na ich opór.

 

Jak chcę coś napisać, to właśnie się długopis wypisał. Jak chcę do kogoś zadzwonić, to nie tak od razu uzyskam połączenie, bo z zasady numer telefonu jest najczęściej zajęty lub nikt nie odbiera. Tak mam, co dnia. A, że nie jestem najmłodszy, to miałem czas do takich dziwnych zbiegów okoliczności się przyzwyczaić. Już z tym nie walczę, no, bo jak z czymś takim można walczyć. Staram się do tego przyzwyczaić. Ale nie przestało mnie to denerwować. Nie wiem czy to coś takiego przypisanego właśnie do mnie, że za każdym razem zdarzają mi się takie dziwne przypadki. Czy to moja wina, czy świat jest może tak złośliwie nastawiony do mnie? Sam nie wiem…