Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Między wiarą a ustawą

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Dlaczego ja mam spełniać normy molarne katolików, gdy w wielu przypadkach oni sami są daleko od własnych zasad moralnych?  Dlaczego ja mam żyć zgodnie z przykazaniami kościoła rzymskiego, gdy tak wielu przyznających się do tej wspólnoty religijnej z łatwością lekceważy albo wręcz narusza jego – kościoła – podstawowe zakazy i obowiązki? Żyję w kraju gdzie istnieje teoretyczny, ale jednak oparty o zapisy konstytucji rozdział państwa od kościoła. Jednak nie zawsze jest on respektowany skoro w salach posiedzeń naszego parlamentu oraz szeregu organów samorządowych zamieszczono krzyże. Mnie to nie przeszkadza. Ale zasada to zasada. W zasadzie prawa obywateli do laickości instytucji państwowych są dość swobodnie interpretowane przez urzędników państwowych. Sejm i Senat Rzeczpospolitej są instytucjami świeckimi. Tworzone jest tam prawo dla wszystkich obywateli. Nie tylko tych wyznających wiarę rzymsko – katolicką, ale też dla obywateli praktykujących inne religie oraz oczywiście dla tych niewierzących. Dlatego też moim zdaniem nie powinno się przenosić stanowiska Kościoła na kształtowanie ustaw, bo jak już wspominałem prawo tworzone jest tam dla wszystkich obywateli. I nie wolno go opierać o zasady moralne jednej religii. Teraz, gdy w sejmie odbędzie się pierwsze czytanie ustawy dotyczącej kwestii sztucznego zapłodnienia duże znaczenie mają słowa arcybiskupa Hosera, który stwierdził, że posłowie popierający in vitro „automatycznie są poza wspólnotą Kościoła”. Jest to wyraźna sugestia, że kościół zaakceptuje tylko jedno rozwiązanie tej kwestii – całkowity zakaz in vitro. Bo jeśli posłowie katolicy nie spełnią oczekiwać kościelnej hierarchii zostaną z kościoła wykluczeni.

 

Słowa arcybiskupa wywołały zamieszanie. Bo wypowiedź ta jest wyraźnym zaznaczeniem, że albo ustawa będzie zgodna z zasadami rzymskiej religii albo parlamentarzyści głosując niegodnie z zasadami swojej wiary dopuszczą się grzechu przynajmniej. Ja nie zazdroszczę naszej politycznej wierzącej elicie. Bo jaki ci religijni posłowie mają wybór? Jak tu wybierać między sumieniem katolika a prawem stanowionym przez nich dla dobra wszystkich obywateli, czyli tych niewierzących także. Czy powinno dochodzić do takich dylematów?  Przecież stanowisko kościoła jest dla wyznawców tego kościoła bardzo jasne. Przyjmijmy więc teoretycznie, że sejm uchwalił najbardziej liberalną z ustaw dotyczących kwestii sztucznego zapłodnienia. Posłowie katolicy mogą przecież wstrzymać się od głosu.  Ustawa przechodzi i obowiązuje. A wszyscy ci, którym bliska jest nauka kościoła po prostu postępują zgodnie z katolickim sumieniem, czyli nie korzystają z dobrodziejstwa ustawy.  I co? I nic. Bo jeśli jest w Polsce prawie sto procent przyznających się do rzymskiej wiary to sprawa staje się marginalna. Ci, co im sumienie i wiara nie pozwalają na in vitro nie idą do klinik stosujących tę metodę zapłodnienia, a inni postępują tak jak im ich własne sumienie pozwala. I mamy tu świecką ustawę, i zachowane są zasady moralne kościoła.

 

Czy koniecznie kościół katolicki musi w oparciu o prawo karne nakłaniać to swego postrzegania świata tych, którym z nim nie po drodze? Tam gdzie chodzi o kwestie światopoglądowe chyba nie powinien pojawiać się kodeks karny. Chyba nie da się wszystkim narzucić jednego światopoglądu. Bo my nigdy nie będziemy monolitem. W Polsce od lat istnieje zjawisko selektywności wiary. Badania Instytutu Statystyki Kościoła pokazują, że, mimo, iż ponad dziewięćdziesiąt dwa procent Polaków przyznaje się do wiary, to o jeden procent mniej z nich wierzy w istnienie Boga, a tylko sześćdziesiąt dziewięć procent uznaje życie wieczne. Współżycie seksualne przed ślubem kościelnym akceptuje niemal połowa polskich katolików. Wielu też pośród wierzących ma dość swobodny stosunek do sprawy rozwodów. Zdarzają się też wśród katolików osoby dopuszczające aborcję. Czyli mimo tego, że w Polsce istnieje bardzo restrykcyjne prawo aborcyjne, z moralnością wierzących nie jest tak jednoznacznie. Wygląda na to, że można być częściowo katolikiem. Czyli można wybrać w religii tylko to, co jest dla kogoś korzystne według własnego sumienia. Na tej samej zasadzie można chyba dopuścić możliwość, że część naszego społeczeństwa z racji chęci posiadania potomstwa jest skłonna nagiąć zasady swojej wiary lub postąpić zgodnie ze swoimi przekonaniami. Kościół ma prawo zabierać głos w sprawie in vitro. I przecież jego stanowisko jest jasne od dawna. Ale niedopuszczalne jest to, żeby katolicka moralność była w świeckim państwie normą prawną. Takie jest moje zdanie i też – jak kościół – mam do niego prawo.