Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Nie partia, lecz człowiek

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Ależ ja nie jestem związany z żadną partią – słyszałem jak pewien lokalny polityk chwalił się swą niezależnością swojemu potencjalnemu wyborcy.  I wydaje mi się, że to całkowicie nowy trend. Coraz więcej jest takich lokalnych polityków w skali samorządowej, którzy to nie chcą poparcia wielkich finansowanych przez państwo partii politycznych. –  On jest całkowicie niezależny i chce działać dla dobra miasta – słyszałem ostatnio opinie pewnego znajomego o kandydacie na prezydenta mojego miasta. Odnoszę wręcz wrażenie, że teraz poparcie, którego może udzielić wielka partia jest raczej czymś wstydliwym w wyborach samorządowych niż powodem do dumy. Kilka dni temu znalazłem w mojej skrzynki pocztowej ulotkę kandydata na urząd prezydenta mojego prowincjonalnego miasta. Ten urzędujący prezydent oraz kandydat na następną kadencję opisuje dość szczegółowo, co on takiego przez ostatnie lata dokonał i czego jeszcze może dokonać, jeśli wyborcy okażą się dla niego łaskawi. Jest w tym liście do mieszkańców miasta mowa o środkach europejskich, o inwestycjach, o nauce, infrastrukturze drogowej oraz kolejowej, o bezpieczeństwie w mieście. Jest też sporo o sukcesach magistratu pod przewodnictwem kandydata i urzędującego prezydenta w dziedzinie służby zdrowia, kultury oraz sportu. Mnóstwo informacji i nic o tym, że kandydat jest popierany przez partię prawych i sprawiedliwych. Nie wiem, czy to tak specjalnie czy przez przypadek, ale fakt jest faktem. Dużo się zmienia tu na prowincji, jeśli chodzi o przyznawanie się do przynależności partyjnej.

 

Zapewne niewielu z kandydatów zrezygnowało z pieniędzy, które idą za poparciem dużej partii, ale niekoniecznie tym poparciem partyjnego molocha chcą się tym chwalić lokalnie. To chyba całkowicie nowa moda, którą zdecydowanie popieram. Ważniejsza jest przecież wiedza merytoryczna kandydata oraz jego dotychczasowe osiągnięcia, które można zobaczyć, na co dzień idąc ulicami miasta, niż to, do jakiej partii ów polityk należy. Jak wynika z sondażu CBOS w wyborach samorządowych większość respondentów wolałaby głosować na kandydatów niezwiązanych z żadną partią czy ugrupowaniem politycznym i to bez wstydu czy mówimy tu o wyborach do rad, czy też o wyborach na wójtów, burmistrzów, czy prezydentów miast. Mamy tu do czynienia z sytuacją, w której przynależność partyjna może stać się przeszkodą w sukcesie wyborczym. – On jest z PiS? Naprawdę? Co Pani powie – słyszałem rozmowę pań w średnim wieku pochylonych nad wyborczą ulotką. Tak jakby to, czym się kandydat chwalił w druku wyborczym nie współgrało paniom z jego przynależnością partyjną. Chyba nie mamy zaufania do kandydatów w barwach partyjnych, bo według tych samych badań, o których pisałem wcześniej pięćdziesiąt dwa procent ankietowanych w głosowaniach do rad gmin czy miast wolałoby poprzeć kandydata niezwiązanego z żadną partią czy ugrupowaniem politycznym. Natomiast na kandydatów jakiejś partii czy ugrupowania wolałoby oddać głos dwadzieścia dwa procent badanych. W wyborach wójtów, burmistrzów, prezydentów miast, na kandydatów niezwiązanych z jakąś partią czy ugrupowaniem politycznym chciałoby zagłosować czterdzieści osiem procent respondentów, a na kandydatów wspieranych przez jakąś partię czy ugrupowanie polityczne tylko dwadzieścia cztery procent. 

 

Ta niechęć do polityków, za którymi stoi wielka partia jest pewnie podyktowany zmęczeniem obywateli, którzy mają już dość oglądania wiecznych sporów o nic w wykonaniu posłów. Mają już dość polityki odnoszącej się do ideologii. Wolą kandydatów, którzy coś już pokazali lub takich, którzy tylko obiecują – ale za to konkretne rzeczy – takie jak drogi, przedszkola, biblioteki. Łatwiej rozliczyć prezydenta miasta z obietnicy wybudowania basenu niż posła czy senatora z obietnicy walki z bezrobociem. Chyba w końcu zrozumieliśmy, czym jest samorządność. Że tu na prowincji wcale nie jest ważne jakieś „jakieś „ple, ple”, że wszyscy winni”. Tu ważniejsze jest to czy na czas skończono remont drogi. Tu lokalnie trudniej jest powiedzieć – Jestem posłem. Pocałujcie mnie w d…”  – Jak pewna pani posłanka policjantom, gdy ci zatrzymali ją do kontroli. Tu lokalnie i prowincjonalnie trudniej jest być zbawcą narodu z wielką wizją zmian, ale bez żadnych konkretów. Tu nie partia się liczy, ale człowiek.