Monthly Archives

12 Articles

dziennik pesymistyczny

Najpierw prawo a następnie porządek

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Dziewięćdziesiąt jeden procent naszego społeczeństwa popiera rządową wersję walki z dopalaczami. To bardzo dużo. I czemu tu się dziwić. Przecież od kilku tygodni trwa nieustanna medialna nagonka na firmy handlujące tymi substancjami. Nawet minister zdrowia nakazała kilka dni temu sporządzanie szczegółowych raportów w tej sprawie. Wcześniej nie było takich danych. A jak się pojawiły to i tak szybko okazało się, że odnotowano sześćdziesiąt zgłoszeń związanych z ubocznymi skutkami zażywania dopalaczy. I rząd wraz z premierem wyruszył na wojnę. To, co było legalne, w przeciągu jednej nocy stało się nielegalne. Główny inspektor sanitarny zdecydował o wycofaniu produktu o nazwie Tajfun i wszystkich podobnych do niego środków oraz o natychmiastowym zamknięciu wszystkich punktów, które je oferują. I tak w trybie nadzwyczajnym i ekspresowym rozpoczęła się wielka ogólnokrajowa akcja, w którą zaangażowano kilkuset inspektorów sanitarnych oraz kilka tysięcy policjantów. Lotne brygady urzędników i funkcjonariuszy odwiedziły sklepy i hurtownie z dopalaczami zabezpieczając specyfiki sprzedawane w tych punktach. Bo nagle stały się nielegalne na mocy… No właśnie na mocy, czego? Na mocy jakiegoś prawa? Nie wiem, jakiego, bo mimo tego, że usilnie starałem się znaleźć jakąkolwiek informację na temat podstawy prawnej tych działań znalazłem tylko ogólniki o tym, że to działania mające na celu dobro społeczeństwa oraz wyższą konieczność.

 

Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Ja nie staję w niczyjej obronie. A najmniej w obronie dopalaczy. Niemniej wydaje mi się dziwnym fakt, że coś, co jest legalne dnia poprzedniego… W ciągu jednej nocy staje się nielegalne. I nad ranem mamy już zupełnie inną rzeczywistość. Prawnie niewiele lub prawie nic się nie zmieniło, ale rozpoczęła się wielka wojna.  To jak z amerykańskiego filmu niskiej klasy. Superbohater dowiaduje się o nieszczęściu pewnej zagubionej grupy młodych ludzi. Wcześniej o niczym nie wiedział, bo był zajęty znacznie ważniejszymi sprawami. Ale jak się już dowiedział, to bardzo się zdenerwował tym, że jest tak źle. Postanowił od razu przystąpić do działania. Wysłał specgrupę, która rozprawiła się w problemem w jeden dzień. To znaczy w jedną noc. Dobry szeryf zaprowadził porządek w miasteczku. I teraz zapanuje ogólna szczęśliwość w naszej krainie. Może i szeryf działał na granicy prawa, ale przecież w dobrej wierze i wszyscy powinniśmy być z niego dumni. Zadziwia mnie taka akcyjność. Problem dopalaczy był od dawna dobrze wszem i wobec znany, ale za każdym razem słyszałem, że nie ma żadnych podstaw prawnych żeby się z nim uporać. Bo przecież handlarze dopalaczami to przeciwnik – istny czarny charakter – bezwzględny, ale i wyrafinowany, któremu od dwóch lat udawało się przechytrzyć państwo. I faktycznie tak właśnie było. Nic się nie zmieniało. Tysiące urzędników nie znalazło żadnych podstaw prawnych, aby zlikwidować legalnie działające interesy kpiące sobie z prawa działając na jego granicy. Handlujący dopalaczami, zmieniając sukcesywnie zakazywane substancje na coraz to nowsze, które jeszcze na czarnej liści ministerstwa zdrowia się nie znalazły, skutecznie omijali wszelkie państwowe zakazy. Nie wspomnę już o tym, że sprzedawano tam przecież substancje kolekcjonerskie, a nieprzeznaczone do spożycia. O czym informował stosowny napis na opakowaniu.

 

Ale przyszła pewna noc.  Noc wielkich zmian. Wielki szeryf zadecydował. Jego zastępcy wykonali sprawnie brudną robotę… A prawo? Prawo uchwali się w stosownym czasie. Potem. – Wczoraj sklepy z dopalaczami zniknęły w Polsce raz na zawsze – mówił premier Donald Tusk do narodu. Szef rządu nie ukrywał, że wydał specyfikom regularną wojnę. – Nie ustąpimy. Jak trzeba, będziemy działali na granicy prawa, ale w ramach prawa, żeby handlarzy dopalaczami dopaść – zapowiedział. A ja się zastanawiam czy na dopalaczach się skończy? Mogę sobie nawet wyobrazić taką sytuację, w której papierosy staną się z dnia na dzień nielegalne. Przecież na każdej paczce jest stosowny napis, że palenie zabija. Ale nie… Przecież… Zapomniałem one są obłożone akcyzą, więc nic im nie będzie. Tymczasem wojna z dopalaczami przypomina klasyczną zasadę, że paragraf zawsze się znajdzie jak się dobrze poszuka. I jak widać coś, co trwało w legalności aż dwa lata teraz można zmienić w sposób bardzo przyspieszony. Szkoda tylko, że prawo, które nie nadąża za życiem musi nadrabiać jakimś specjalnym działaniem na jego granicy. – Wszystko to jest robota od dupy strony – jak mawia mój znajomy.

 

dziennik pesymistyczny

Dowód w sprawie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Człowiek uczy się całe życie. A już szczególnie uczy się praw, którym podlega. Bo przecież, jeśli nie jesteś prawnikiem to nie masz szans – szary człowieku – znać wszystkich regulacji, jakim podlega twoje życie w państwie. Mój kolega z pracy nauczył się wczoraj wieczorem czegoś nowego z dziedziny prawa, któremu podlegamy wszyscy. Następnego dnia przy porannej kawie kolega opowiedział mi swoją przygodę, więc przy okazji i ja się dowiedziałem, – bo dotychczas nie byłem tego świadom, – że artykuł sześćdziesiąty piąty Kodeksu Wykroczeń mówi w paragrafie pierwszym, że kto umyślnie wprowadza w błąd organ państwowy lub instytucję upoważnioną z mocy ustawy do legitymowania, co do tożsamości własnej lub innej osoby lub co do swego obywatelstwa, zawodu, miejsca zatrudnienia lub zamieszkania podlega karze grzywny. I dalej jest tam zapisane, że tej samej karze podlega, ten, kto wbrew obowiązkowi nie udziela właściwemu organowi państwowemu lub instytucji, upoważnionej z mocy ustawy do legitymowania, wiadomości lub dokumentów, co do okoliczności wymienionych w paragrafie pierwszym, czyli w okolicznościach, o których pisałem wcześniej. Bardzo przepraszam za ten drętwy prawniczy język. Ale jeśli ja nie byłem świadomy istnienia takich paragrafów to może ktoś jeszcze jest w takiej sytuacji jak ja, więc czegoś się wszyscy nauczymy.  Bo jak wiadomo nieznajomość prawa nie zwalania z jego przestrzegania.

 

Mój kolega przechodził wczoraj przez jezdnię w niedozwolonym miejscu. Faktycznie jego wina. Nie powinien tego robić i całkiem słusznie został zatrzymany przez patrol policji. Panowie w mundurach zapytali go czy ma przy sobie dowód tożsamości. – Nie wiem czy mam – odpowiedział na pytanie funkcjonariusza kolega. I zaczął przeszukiwać kieszenie oraz torbę. Trwało to dobrą chwilę. – No to ma pan ten dowód czy nie – zapytał ponaglająco policjant kolegę. – No gdzieś mam… Nie wiem czy mam… Możliwe, że tak… Ale sam nie wiem – plątał się w zeznaniach kolega, bo faktycznie w nerwach nie za bardzo zdawał sobie sprawę gdzie ten jego dowód stwierdzający tożsamość jest. Klepał się po kieszeniach. Zaglądał do torby. Ale zguby nigdzie nie było. – A jak nie mam dowodu to, co – zapytał mój znajomy, bo mu nagle przyszło do głowy, że może tak zakończyć tę żenującą sytuację.  – Nie wiem czy mam czy nie mam – dodał na koniec. – A jak poszukamy i znajdziemy to będzie większy mandat – poinformowali funkcjonariusze. – Dlaczego? – Zapytał zdziwiony kolega. – Bo ukrywanie dowodu tożsamości jest wykroczeniem z artykułu sześćdziesiątego piątego KW i podlega karze. Będzie mandat. Dodatkowo pięćset złotych – usłyszał w odpowiedzi wyjaśnienie mój kolega.

 

Zmroziło go to już zdecydowanie, bo do tego mandatu za przechodzenie w niedozwolonym miejscu przez jezdnię doszedłby teraz jeszcze ten za ukrywanie dowodu tożsamości. – Panowie zaraz… Pewnie gdzieś mam… Ale nie wiem gdzie – bronił się kolega. – Nie będziemy tu stać wieki… Ma pan czy nie – ponaglali go policjanci. W desperacji kolega wyrzucił wszystko z torby na chodnik i rozpoczął bardziej systematyczne poszukiwania dowodu. A że nie jest to coś wielkości książki telefonicznej, ale mały kawałeczek plastyku to i poszukiwania nie były łatwe. – Chyba sami poszukamy a jak znajdziemy to mandat będzie – starali się kolegę zmotywować funkcjonariusze. – Nie panowie… Spokojnie, znajdę – uspokajał funkcjonariuszy znajomy. I nagle go olśniło! Zguba znalazła się w wewnętrznej kieszeni kurtki. Ulżyło mu, bo przecież pięćset złotych to dużo. Dostał, więc tylko mandat za wykroczenie drogowe a nie za ukrywanie dokumentów. No i czegoś się nauczył. Teraz zawsze będzie nosił dowód osobisty w jednym i tym samym miejscu, bo przecież znów się może zdarzyć, że zaginie mu on w labiryntach jego kieszeni lub torby i po przeszukaniu przez policjantów może być mandat za ukrywanie. Bo jak tu wytłumaczyć funkcjonariuszom, że to jest zwykle bałaganiarstwo z jego strony, a nie ukrywanie przed organami państwami upoważnionymi z mocy ustawy do legitymowania tego dowodu na podstawie, którego policja stwierdza, że się jest tym, za kogo się podaje. Człowiek się całe życie uczy.