Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Rozterki weselnego tworzywa

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Znów byłem na weselu. Niespecjalnie przepadam za takimi imprezami – ale co zrobić. Czasami trzeba dla dobra ogółu dostosować się dla rodziny czy znajomych.  Nie żebym się specjalnie męczył na takim wyczynowym, całonocnym radowaniu się z zaślubin. Moja niechęć wynika raczej z tego, że nie jestem zwolennikiem zabaw i gier ludowych, do których jestem przymuszany podczas weseliska. Taneczne popisy oraz konkursy wywołują u mnie mieszane uczucia z przewagą tych negatywnych. Źle się czuję, gdy za namową rozradowanego tłumu krewnych i znajomych pary młodej muszę bawić się w coś, co jest dla mnie raczej upokarzające niż radosne. Można oczywiście odmówić kategorycznie uczestnictwa w takich zabawach. Ale zawsze znajdzie się ktoś, kogo taka odmowa urazi do żywego. Dlatego choć nie chcę to jednak muszę brać udział w czymś, co jest dla mnie bardzo nienaturalne. Takie tańce w kółeczko w tłumie kawalerów, – bo tak sobie właśnie wymyślił wodzirej – są dla mnie, czymś bardzo uciążliwym. Ale gdy moje poświęcenie przynosi radość parze młodej mogę swoją niechęć przełamać i zatańczyć… i zaśpiewać… a niech im tam będzie. Choć nadal moja natura jest tym wszystkim udręczona. To wyjątkowa noc i mogę się dostosować do tradycji i gustu większości weselników, którzy takich atrakcji właśnie oczekują od wesela.

 

Kolejne męki spotykają mnie po kilku tygodniach, gdy pojawi się film zarejestrowany na uroczystości. Niby to wiem, że ten pan, co to biega za weselnikami z kamerą nie jest tu przypadkowo. Ale jakoś tak po kilku godzinach zapominam o tym, że to, co ja tam robię jest skrzętnie rejestrowane przez oko kamery. Ja się tam – na weselu – poddaje presji szczególnego miejsca i czasu. I po spożyciu kilku napojów rozluźniających zapominam o tym, że jestem inwigilowany. Ale przecież już wtedy powinienem wiedzieć, że moje żenujące popisy taneczne zostały zarejestrowane i przyjdzie taki dzień, gdy ktoś to będzie oglądał. Moi znajomi a w szczególności znajome uwielbiają oglądać film z wesela. To taka nowa świecka tradycja. Spotykać się, aby jeszcze raz na ekranie przeżywać to, co wydarzyło się kilka tygodni temu. – Po co to oglądamy przecież tam byliśmy i wiemy jak było – zadaję wtedy znajomym i rodzinie pytanie. Ale jest to raczej pytanie retoryczne. Nikt mi na nie odpowiada. Bo przecież jak to miło i radośnie jeszcze raz przeżyć tę piękną uroczystość. Nikt nie może zrozumieć, że to jest po prostu dla mnie traumatyczne przeżycie. Ale tak jak na weselu biorę udział w grach, które mnie nie bawią tak i teraz siedzę przed ekranem i jeszcze raz oglądam to, czego doświadczyłem wraz z innymi weselnikami. Zawsze też przy takich okazjach przypomina mi się zdanie z filmu Rejs gdzie pewien pan opowiadał, że podobają mu się melodie, które już raz słyszał. Tak po prostu. I tu też widzę, że wszyscy dobrze się bawią oglądając po raz kolejny to, co i tak już dobrze znają.

 

Ja podczas takich seansów czuję się jak bohater Rejsu. On nie lubił chodzić do kina, a szczególnie na filmy polskie. A ja nie cierpię takich filmów weselnych. Nudzą mnie po prostu. –  Nuda… Nic się nie dzieje proszę pana. Nic. (..) Dialogi niedobre… Bardzo niedobre dialogi są. Proszę pana…W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje. Proszę pana – idealnie pasuje do takiej sytuacji wypowiedź inżyniera Mamonia. No, bo to jest tak, że właściwie wiele się na ekranie dzieje, ale tak jakoś trudno to oglądać. Tu śpiewy przy stole… Tam tańce… I ja się nudzę. A wygląda na to, że jestem w tej swojej niechęci do filmów weselnych zdecydowanie odosobniony. I nie znajduję absolutnie zrozumienia wśród bliskich i znajomych, dla których jest to urocza pamiątka. Oczywiście mogę się opierać i nie oglądać takich filmów, ale czasami sytuacja jest bez wyjścia.  I jestem do tego zmuszony. – Patrzę, patrzę na to… No i aż mi się chce wyjść z… kina proszę pana, – że znów przywołam cytat z Rejsu. Tylko, że inżynier Mamoń mógł wyjść z kina, a ja nie zawsze mogę zrezygnować z seansu, bo presja środowiska jest za duża. Jak tak się zastanawiałem, dlaczego we mnie jest taka niechęć do tej filmowej weselnej pamiątki przypomniało mi się kolejne zdanie z cytowanego tu już przeze mnie filmu: Nie mogę być równocześnie twórcą i tworzywem. I pewnie tak właśnie jest. Może to, że ja tam występuję na tych filmach w roli drugoplanowej jest przyczyną mojej niechęci? Pewnie tak. A już na pewno jedną z przyczyn.