Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Jestem obcy, lecz u siebie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Jestem w wielkiej szklanej klatce. Siedzę pośrodku wielkiego pudełka o przezroczystych ścianach. Nie tyle mnie obserwują, co ja obserwuję.  Mam wrażenie, że świat przetacza się tuż obok z ogromną prędkością a ja siedzę w tej szklanej pułapce i zastanawiam się, na co wydać ostatnie pieniądze, które mi zostały do końca miesiąca. Może coś zjeść czy może coś wypić. A może zapłacić za prąd? Takie nowe: być albo nie być. Jestem uwięziony w tej pułapce przez pieniądz. A właściwie przez jego ciągły brak. Zarabiam i wydaję.  Jestem w tym ciągłym cyklu zaklęty niczym chomik biegający w karuzeli. Choć staram się ze wszystkich sił to stoję w tym samym miejscu. Pieniądz mnie uwięził. Jest moim strażnikiem. A może ja jestem jak ta rybka zamknięta w wielkim słoju? Takie akwarium stoi w holu firmy, w której pracuję. Jest w nim kilka roślinek oraz jedna złota rybka. Nie wiem, dlaczego, ale czuję z tą istotą szczególną więź emocjonalną… Zaraz, przecież wiem, dlaczego! Ja i ta moja znajoma z łuskami mamy podobny problem z życiem w podobnie ograniczonym środowisku. I tak samo jesteśmy zależni od tego, kto nas nakarmi. Jako człowiek to nawet mam lepiej, bo mam pracę. I do tego lubię to, co robie. Pewnie tak jak rybce podoba się w jej szklanym domu tak mnie podoba się w moim biurze. Ale to nie znaczy, że nie jesteśmy ograniczeni, zamknięci, odizolowani. Ścianami mojego akwarium są codzienne czynności. Jestem ograniczony szklanymi taflami z napisem kredyt lub rachunek. Miotam się, bo, w którym bym nie poszedł kierunku napotykam gładką przeszkodę nie do przebycia. Co miesiąc odżywam dostając na konto pieniądze za moją pracę i co miesiąc umieram płacąc coraz to większe rachunki. Niby jestem, a tak w zasadzie to mnie nie ma. Jestem w szklanej pułapce własnym niemożliwości i ograniczeń, w jakie wpakowało mnie to państwo, gdzie jedynym dobrem i prawdziwym bogiem wszechmogącym jest pieniądz.

 

Ja to mam jeszcze dobrze. Ale przecież ze swojego małego słoika obserwuję inne rybki kapitalizmu. Oni to dopiero mają problemy. Mnie to jeszcze karmią, czyli mi płacą. Mam pracę i płacę. Ale są przecież tacy, którzy nic nie zarabiają. Podobno nie można być jednocześnie twórcą i tworzywem. A ja czasami czuję się jak ten, co jest w szklanej pułapce i jednocześnie tym, który to zamknięcie innych obserwuje z zewnątrz będąc w takim samym położeniu. Jak bardzo zamknięci są ci, którym płaci się za ich pracę minimalną stawkę a jednocześnie wymaga się od nich zaangażowania w stopniu, co najmniej właścicielskim? Mój przyjaciel opowiadał mi o tym, że normą prawie jest w naszych firmach wypłacanie wynagrodzenia w ratach. A skarga karana jest skazaniem na bezrobocie z niemym przyzwoleniem państwa. Pamiętam, że ktoś opowiadał mi o psie pewnej pani, który codziennie biegał po osiedlu w poszukiwaniu pożywienia gdyż jego właścicielka wychodziła z założenia, że przecież zwierzak powinien się sam wyżywić. Ja też odczuwam opiekę mojego państwa. Mam na karku obrożę. Czuję, że jestem na krótkiej smyczy.  Nie jestem bezdomny w sensie bezpaństwowy. Jestem czyjś. Jestem udomowiony. Od wszechwładnego państwowego pana dostałem zakazy i nakazy. Ale wyżywić i obronić mam się sam. Bo wielki pan ma ważniejsze sprawy do załatwienia. To tylko przenośnia i jak to z nimi czasem bywa jest niedoskonała. Ale pokazuje jak wielki mam żal to państwa, że mnie ignoruje. Że przypomina sobie o mnie jak trzeba zapłacić za jego istnienie. Wtedy, gdy mam płacić podatki. – Nikt nie pomoże tym, którzy sami nie potrafią sobie pomóc – powiedział mi pewien pan tłumacząc w ten sposób niewystarczającą pomoc państwa dla bezrobotnych.

 

To jest największy sukces nowej Polski. To, że uwierzyliśmy, że tylko ten silny lub pozbawiony zasad a najlepiej wyposażony w obie te cechy osobnik, przeżyje w nowej rzeczywistość. Ja mam być bezwzględny, bo inni tacy są.  Mam oszukiwać, bo inni oszukują. Mam kombinować jak inni. A przede wszystkim mam posiadać, mieć jak najwięcej, zarabiać, gromadzić, składać. Nieważne są metody. Ważne są efekty. A ci, co tak nie chcą? Oni są nieprzystosowani. Są ułomni. – To są ci, co nie potrafili lub nie chcieli skorzystać na przemianach ustrojowych – jak mówi mój znajomy.  Jest takie porównanie do lokomotywy dziejów. Ja mam coraz częściej wrażenie, że gdy lokomotywa naszych najnowszych dziejów ruszała w podróż dwadzieścia lat temu do ja zdecydowanie byłem tam tym, co dorzucał do pieca i zagrzewał do szybkiej jazdy. Sprzątałem, oliwiłem, czyściłem tak, aby ta maszyna jak najszybciej nabrała szybkości. Teraz zorientowałem się, że bardzo wielu z moich współtowarzyszy podroży w tym czasie powoli, lecz systematycznie rozkładało pociąg na czynniki pierwsze równocześnie budując sobie salonki nadal ciągnione przez – już nie moją, bo sprywatyzowaną – lokomotywę. Żyję w wielki akwarium zamknięty przez pieniądz obserwując świat zza szyby. I mam poczucie wyobcowania.