Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Wygrać znaczy przegrać

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Widzisz szakalu? Przegrałeś… – mówi do swego byłego męża Irena Ochódzka – Z tobą przegrać to jak wygrać – odpowiada Miś czyli filmowy Ryszard Ochódzki. Ta wymiana zdań między bohaterami polskiej komedii najlepiej charakteryzuje stan w jakim znaleźli się wielcy szamani naszej polityki z tych najbardziej prawych i sprawiedliwych. Wielki szacun – jak mawiają młodsi ode mnie. I mówię to z pewną odpowiedzialnością choć ironicznie zarazem. Bo ja bym tak nie dał rady. Tak bez zająknięcia. Bez mrugnięcia okiem . Spokojnie i bez skrępowania nie potrafiłbym – ja maluczki – przekuwać porażkę w sukces. No nie dał bym rady. Ale ja nie jestem politykiem. Jak widać i słychać powstała u nas całkiem nowa świecka tradycja, zasada: przegrać- to jak wygrać. Jest ona jak świeży powiew w naszej skostniałej i zabetonowanej polityce. Do niedawna wydawało mi się że jak ktoś przegrywa to nie ma co z wynikiem wyborczym dyskutować. Poniósł porażkę i trzeba się do niej przyznać. Ale okazuje się że żyłem w wielkim błędzie. Bo przecież przegrana może być wygraną, jeśli oczywiście wcześniej założymy lub będziemy przewidywać, że będzie jeszcze gorzej niż jest teraz. Jeśli przykładowy Marian K. z wąsami pod nosem, dopuści się zdrady legalnej małżonki, z osobniczką płci przeciwnej – nazwijmy ją Mariolą W. – to przecież prawowita małżonka Aldona K. w myśl tej logiki nie powinna mieć do Marian K. żadnych pretensji. Bo od dawna uważała przecież, że jej ślubny to skończony łotr i wiarołomca. Czyli choć zdradził swą ślubną to tylko raz, a przecież … – przewidywania były gorsze. To dobry wynik, pozytywny trend – że pozwolę sobie na cytat ze słów pewnego polityka prawego oraz sprawiedliwego. Wiem, przykład nie za dobry zważywszy na świętość partii i jej przywódcy. Ale co tam. Chciałem dość dokładnie uzmysłowić czytelnikom zawiłości zjawiska jakim jest przegrać a jednocześnie wygrać.


W zasadzie sam nie wiem dlaczego się czepiam. Od dawna wiadomo przecież, że żadne krzyki i płacze nikogo nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne jak mawiał klasyk. Więc dlaczego miałoby mnie przekonać coś tak banalnego jak przegrania w wyborach. Nawet jak przegrywasz to jednak wygrywasz, bo mogło być jeszcze gorzej. – Nigdy nie jest tak źle żeby nie mogło być jeszcze gorzej – powtarza przy każdej okazji moja koleżanka z pracy. I ma dziewczyna rację. Jeśli przyjmiemy, że prawi i sprawiedliwi wraz ze swą partią znikną zupełnie z tego co ładnie się nazywa scena polityczną, jeśli z tej politycznej organizacji odejdą już niemal wszyscy, to nawet zdobycie jednego mandatu w najbliższych wyborach parlamentarnych może okazać się ogromnym sukcesem, bo przecież wszyscy mówili, że już ich nie ma. A tu takie zwycięstwo! Jeden poseł na sejm a przecież wróżyli koniec polityczny. Warto już teraz ogłosić jakiś plan minimalny, aby potem każde odstępstwo od planu zerowego było sukcesem i wielkim zwycięstwem.


Z wyborami zawsze jest tak, że ustawiają kolejność na scenie politycznej. Ktoś jest pierwszy, ktoś jest drugi, trzeci i tak dalej. Ale okazuje się, że nawet zdobywając ogromną przewagę w głosach wyborców można wybory przegrać. I nic nie przeszkodzi pewnemu politykowi tłumaczyć, że partia która wzięła władzę od sejmików wojewódzkich, przez powiaty i gminy, jednak tak naprawdę przegrała z kretesem. Jeśli nie można pochwalić się wynikiem takim jak zdobycie największej liczby mandatów, to można znaleźć inne równie ważne zastępcze zwycięstwo. Zawsze można powiedzieć, że partia prawych i sprawiedliwych zdobyła więcej głosów niż dawały jej przedwyborcze sondaże. I jest wielkie zwycięstwo! I są powody do dumy! I przy takim sposobie postrzegania rzeczywistości można łatwo znaleźć wielkiego przegranego, bo jak wiadomo trzydzieści jeden procent w porównaniu do pięćdziesięciu, jakie były w sondażach, to porażka. A tak było z platformą. Aż szkoda, że wyborów samorządowych nie wygrywa ten kto osiągnie lepszy wynik w sondażach. Jest pewien prawy i sprawiedliwy polityk który twierdzi, ze jeśli porówna się sondażowe notowania PiS z wynikami wyborów, to okazuje się, że – w przeciwieństwie do Platformy – jego partia osiągnęła sukces. Aż szkoda, że nadal używa się tych przestarzałych metod z urnami i wyborcami.