Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Groźba ujawnienia prawdy to nie szantaż

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Zaciekawiła mnie króciutka notatka, jaką wyczytałem w lokalnym wydaniu Gazety Wyborczej. Dziennikarz informuje swych czytelników, że były wiceprezes pewnej miejskiej spółki nie szantażował prezydenta mojego prowincjonalnego miasta ujawnieniem nieprawidłowości w swej byłej firmie. Prokuratura uznała, że informacje, na które się powoływał, okazały się prawdziwe i w interesie społecznym było ich ujawnienie. Dlatego umorzyła postępowanie a decyzja nie jest prawomocna. Należałoby dodać, że notka została oparta na wypowiedzi rzecznika prokuratury okręgowej w moim mieście. A chodziło o śledztwo, które prokuratura prowadziła po doniesieniu prezydenta na swojego byłego podwładnego. Szef naszej lokalnej władzy zgłosił organom sprawiedliwości, że pewien pan, odwołany wiceprezes miejskiej spółki, zażądał przywrócenia go na stanowisko, strasząc, że ujawni wszem i wobec treść nagrań kompromitujących prezydenta, które nagrał podczas ich spotkania. Kiedy dziś rano rozmawiałam z kolegą o tym wydarzeniu oraz o umorzeniu śledztwa przez prokuraturę, mój znajomy skwitował to słowami: taka afera z taśmami prawdy, jakie miasto. Możliwe, że coś ma do tego wyjątkowość mojego grodu, ale mnie przecież zaciekawiło samo uzasadnienie decyzji.

Spróbujmy to zrozumieć. Pewien pan X nagrywa potajemnie własnego przełożonego by mieć coś na niego, co mu – w sytuacji zagrożenia jego posady – pomoże. Potem pan X zostaje zwolniony z pracy i nie szantażuje przełożonego – jak chce prokuratura- tylko informuje go, że jak nie powróci na posadę to ciemne sprawki swojego pryncypała ujawni opinii publicznej. I to jest najzupełniej legalne przy założeniu, że zdobył na swego szefa informacje prawdziwe. I wszystko to nie ma znamion przestępstwa. Albo jeszcze inaczej. Jeśli wiedziałbym i miał na to dowody, że mój znajomy zdradza żonę, a następnie zaproponowałbym bym mu, że jego małżonka nie dowie się o jego kochance, jeśli powiedzmy będzie mi fundował koniaczek, co wieczór, to w zasadzie przy założeniu, że ów znajomy naprawdę zdradza swą żonę wszystko byłoby w porządku i mój znajomy nie powinien mieć do mnie pretensji. Bo czyniłem tak w trosce o prawdę oraz działałem w dobrze pojętym interesie społecznym. Bo jak wiadomo, rodzina jest najwyższym dobrem społecznym. Jeśli kogoś „szantażujesz” prawdą to nie jest to już szantaż tylko działanie w dobrze pojętym interesie publicznym. Pomijam już fakt, że jeśli prokuratura uznała, że informacje, na które się powoływał ten były wiceprezes miejskiej spółki, okazały się prawdziwe i w interesie społecznym było ich ujawnienie to, dlaczego ja nadal nic o nich nie wiem. Wiem tylko, że śledztwo w sprawie tego niby szantażu, który szantażem okazał się nie być, zostało umorzone, bo to, czym szachowano prezydenta okazało się prawdą. Dla pewnej sprawiedliwości dobrze byłoby ujawnić tę prawdę o czynach prezydenta i to raczej przed, a nie dzień po wyborach.