Nic się nie stało
Kiedyś podczas kolejnych zawodów w kopaniu piłki do bramek, które są dwie, doświadczyłem dziwnej ogólnokrajowej tendencji do wybaczania naszej narodowej reprezentacji kolejnych porażek. Oni przegrywali kolejne mecze, a tłum kibiców śpiewał radośnie z niewielką tylko nutą żalu w głosach: chłopaki nic się nie stało, chłopaki nic się nie stało. Te słowa powinny stać się zapewne czymś więcej niż tylko stadionową przyśpiewką. Śmiało mogłyby kandydować do naszego narodowego hymnu. Jak uczy doświadczenie, te kilka słów łatwiej zapamiętać, niż nasz dotychczasowy hymn. I może dzięki temu prostemu zabiegowi niektórym politykom żyłoby się łatwiej, a już na pewno śpiewałoby się łatwiej. Nie przekręciłby słów narodowego hymnu były premier. Nie usłyszelibyśmy: z Polski do Wolski zamiast z ziemi włoskiej do Polski, – bo przecież każdy zapamiętałby tych kilka prostych słów wybaczenia: chłopaki nic się nie stało. To, że nic się nie dzieje i że nic się nie stało to ostatnio najpopularniejsze słowa, jakie wypowiada opozycja. – Rutynowa wizyta, w trakcie, której nic szczególnego się nie wydarzyło – w ten sposób prezes prawych i sprawiedliwych ocenił wizytę prezydenta Bronisława Komorowskiego w USA. – Wizyta prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa nie przyniosła Polsce nic ani w kwestiach gospodarczych, ani w sprawie Katynia, ani jeśli chodzi o wyjaśnianie spraw związanych z katastrofą smoleńską – tak ocenia pobyt prezydenta Federacji Rosyjskiej w Polsce prezes. Czyli klasycznie: chłopaki nic się nie stało. Bo przecież cokolwiek by się działo i cokolwiek by się wydarzyło to i tak w ocenie opozycji nic się nie stało. Odnoszę wrażenie, że nawet jakbyśmy nawet przyłączyli do Polski Rosję i Stany Zjednoczone to i tak nadal słyszałbym głosy: nic się takiego nie wydarzyło.
