Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Karuzela z prezesami

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Cytaty z polskich komedii zrealizowanych w czasach błędów i wypaczeń są jak słowa Lenina – wieczne żywe. Pewnie każdy, jeśli nie pamięta, to przynajmniej mu się kojarzy scena z filmu w reżyserii Stanisława Barei, w którym Barbara Rylska mówi do Wojciecha Pokory: „ Marysiu, mój mąż jest z zawodu dyrektorem…”. Od tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego dziewiątego roku – kiedy nakręcono tę komedię – minęło już sporo czasu. Zmienił się nawet ustrój, ale mentalność ludzi władzy pozostała taka sama. Nadal jest tak, że dyrektor czy prezes to dla niektórych jedyny zawód, jaki mogą wykonywać. Po wyborach samorządowych zaczęła się na szczytach władzy karuzela stanowisk. Dotychczasowy zastępca prezydenta mojego miasta, musiał ustąpić miejsca na swoim dotychczasowych fotelu osobie wytypowanej na wiceprezydenta, przez PSL-owskiego koalicjanta zwycięskiego PiS-u. Jednak znajomi partyjni nie mogą przecież pozwolić, aby ich kolega został bez pracy. Dlatego ten, który był zastępcą włodarza miasta, dostanie teraz pracę w miejskiej spółce.  No i co najważniejsze nie straci finansowo na tej spodziewanej zamianie miejsc. Okazało się, że teraz były wiceprezydent ma zostać powołany przez radę nadzorczą do zarządu miejskiej spółki. Taki wniosek postawił prezydent. Jakoś tak się zawsze dziwnie składa, że jak ktoś jest już we władzach, to zawsze w tych władzach pozostanie. Tak jakby naprawdę był z zawodu dyrektorem czy prezesem i nie mógł zajmować się czymś innym. Ba, nawet można dla niego utworzyć stanowisko, jeśli takiego dotychczas nie było. Pan ten ma być w firmie magistrackiej drugim wiceprezesem, choć przez lata kolejni prezesi mieli tylko jednego zastępcę. Oczywiście nie wiadomo też, co takiego stało się, że nagle potrzebne jest takie wzmocnienie personalne w tej spółce. Co więcej, okazało się, że był jeszcze plan awaryjny, jeśli sam nie wiem, nie spodoba się temu Panu stanowisko w spółce zajmującej się budownictwem mieszkaniowym. Jeśli nie tam, to przecież były prezydencki zastępca mógł trafić do nowej pracy w ciepłownictwie lub w wodociągach. Zawsze jest tak, że po wyborach zaczyna się karuzela stanowisk. Taki swoisty podział łupów. To taka chyba już nasza tradycja w administracji samorządowej. Wraz z objęciem władzy, stanowiska są rozdzielane wśród działaczy zwycięskiej partii. I tak jest teraz. Były ustalenia z koalicjantem, że kto inny zasiądzie w fotelu wiceprezydenta. Trzeba więc zrobić tak, aby ten dotychczasowy nie poczuł się pokrzywdzony. – Będzie Pan zadowolony! Jak czytałem o tej zamianie miejsc w gazecie, to jakbym cały czas słyszał to powtarzające się zdanie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nikogo to jakoś nie dziwi. Że wszystkim wydaje się to wręcz oczywiste. Bo tak widocznie być musi, że wiceprezydent nie może być mniej niż prezesem.