Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Romantyzm biznesu

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 3

– Musimy się wszyscy w tym nadchodzącym roku porządnie zabrać do roboty – usłyszałem zza niedomkniętych drzwi głos wielce natchniony. To przemawiał pewien manager do zespołu sprzedaży, którym kierował z woli właścicieli firmy. – Przecież wszyscy przychodzimy tu by zarabiać pieniądze dla naszych rodzin. Dlatego musimy jako zespół połączyć nasze siły, zjednoczyć się w wysiłkach, aby firma osiągnęła sukces na naszym lokalnym jakże trudnym rynku. Bo jeśli nasza firma będzie odnosić sukcesy to i wy będziecie więcej zarabiać. A przecież dobro waszych rodzin i waszych dzieci na pewno najbardziej leży wam na sercu. Pieniądze, które tu w trudzie i znoju zarobicie zapewnią przecież dobrobyt waszych rodzinom. A to jest dla was na pewno ważne – kontynuował natchnioną przemowę pan kierownik. Stałem na korytarzu. Wiem, że to nie ładnie tak podsłuchiwać. Ale właśnie miałem zapukać… Już palec prawie dotykał drzwi… ale jakoś tak nie chciałem przeszkadzać i z tej tylko przyczyny… no i może trochę z ciekawości stałem tak w zawieszeniu i słuchałem natchnionego głosu managera który wygłaszał motywująca przemowę do swych podwładnych. A padło za tymi drzwiami jeszcze wiele słów wzniosłych i o wielkim ciężarze emocjonalnym. Ten człowiek interesu na kierowniczym stanowisku przemawiał niczym ksiądz z ambony do swych parafian zgromadzonych w świątyni. Było w przemówieniu i o Bogu, o chrześcijańskich tradycjach naszego narodu, o tym że praca uszlachetnia, o tym że wszystkim jest teraz ciężko, o tym że będzie zdecydowanie lepiej choć teraz jest trudno, o tym że, nie ma w zespole miejsca dla tych, co nie chcą ciężko pracować dla wspólnego dobra oraz o tym, że trzeba wierzyć, że będzie lepiej. Nie zabrakło też słów o tym, że jeśli ktoś potrzebuje pomocy – nie dając sobie rady na trudnym rynku – to może się zwrócić do niego, do swojego kierownika, a on mu wszelkiej pomocy udzieli. Wyprostuje ścieżki jego, że tak powiem, bo mi się tak dziwnie skojarzyło. Wspomniał też o tym, że firma teraz nie może podwyższyć płac, bo jej na to nie stać… ale jak tylko wszyscy uczciwie zabiorą się do roboty, to w przyszłym roku jest pewna szansa na to ze może będą oni (pracownicy) zarabiać więcej. Ale o ile więcej nie powiedział. Nie wiem jak pracownicy tej firmy handlowej z branży motoryzacyjnej, ale ja się wzruszyłem i poczułem zapał do wytężonej pracy. Bo to takie wielce motywujące słowa tam padły z ust menagera. Mówca nie zapomniał też wspomnieć o tym, że cały zespół buduje potęgę spółki. O tym, że firma to druga rodzina. Że wszyscy powinni się wspierać w dążeniu do celu jakim jest sukces firmy. A ja w jakiś cudowny sposób spod tych drzwi przeniosłem się myślami w czasy dzieciństwa. – Budowaliśmy, budowaliśmy aż zbudowaliśmy… hurra – usłyszałem w głowie przemówienie Kiwaczka z pewnej rosyjskiej bajki dla dzieci. Pomyślałem sobie… przyjdę później. Nie będę przeszkadzał. Niech mówi. A oni – pracownicy – niech słuchają.  Niech ich ogarnie romantyzm polskiego biznesu.