Urzędnik z humorkiem
Widziałem w telewizji urzędnika. Powiecie, nic specjalnego, przecież oni tam są pokazywani tysiącami. Fakt, to nie żadna rewelacja zobaczyć i usłyszeć wypowiadającego się człowieka władzy. Ale ten, którego zobaczyłem był wyjątkowy albo może właśnie typowy? Kiedyś było modne twierdzić, że coś tam – na przykład socjalizm – ma ludzką, czyli pewnie tę prawdziwą, twarz. Ja w telewizji zobaczyłem prawdziwego urzędnika państwowego. Takiego, co to się problemom nie kłania. Który do zagadnienia za dwieście tysięcy podchodzi z humorem. Nie bardzo wiem, kto to był… ale to jak się zachowywał i co mówił, upewniło mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z prawdziwym człowiekiem trzymającym ster władzy. Miejscem gdzie mnie i telewidzom objawił się urzędnik – humorysta, była trasa S8, czyli najdroższa droga w Polsce. Odbywało się tam kolejne urzędniczo – biznesowe spotkanie w sprawie oddania do użytkowania czy też nie oddawania tej kosztującej 200 milionów -za kilometr -drogi. Oczywiście to spotkanie, tak jak i poprzednie nie przyniosło żadnych konkretów. Droga nadal jest zamknięta i nie wiadomo, kiedy będzie otwarta. – Będziecie mieć okazję do większej ilości reportaży – rzekł urzędnik do dziennikarza. – Taki serial będzie miał Pan okazję nakręcić – dodał. Pewnie. Przecież to takie radosne, że wydało się tyle pieniędzy, a teraz droga jest głównie miejscem spotkań kolejnych komisji. Nic się nie stało. Ponad dwa miliardy złotych wydane, ale co z tego, przecież to żadne pieniądze. Na bogatego trafiło. Na tego, co wydaje nieswoje pieniądze. Czy będzie otwarta ta droga czy nie będzie przecież to i tak obojętne. Radośnie trzeba. Z humorkiem. Bo przecież żaden to wstyd. Nie ma też powodów do niepokoju. Typowy urzędniczy spokój. Najwyżej będzie się trzeba jeszcze kilka razy w telewizji pokazać i coś tam poopowiadać. Spokojnie. Dziennikarz będzie miał robotę niech się cieszy. A i urzędnikowi nic się nie stanie. Przynajmniej na powietrzu się człowiek dotlenił. Oderwał od biurka. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce jest 400 tysięcy urzędników. Jakby dodać do siebie wszystkich, od pracowników urzędów powiatowych, gminnych i wojewódzkich do tych z urzędów centralnych. Dorzucić wszystkich urzędników agencji rządowych, skarbówki, cywilnych pracowników policji, pracowników NFZ i ZUS oraz innych urzędów, wszystkich ministrów, wiceministrów, urzędników kancelarii premiera i prezydenta… Jakby ich wszystkich zliczyć tyle właśnie wyjdzie. I jeśli wszyscy są tak samo dowcipni i beztroscy to… biada nam.
