Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Ostateczna instancja

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– I to się nadaje doprasy! A nie tylko kelnerzy i kelnerzy – zwykł mawiać pewien bohater serialuCzterdziestolatek.  Człowiek ten byłstałym korespondentem działów interwencji ówczesnej gazet. Czyli dostarczał informacji, które wymagały tego, żebyzainteresowała się nimi czwarta władza czyli media. Tak było dawniej. Terazjest zdecydowanie lepiej, bo i mediów nam się porobiło znacznie więcej izdecydowanie więcej tematów nadaje się do prasy i nie tylko, bo i do radia i dointernetu – do mediów –jak mawia mój kolega . A i telewizja stała się taką ostateczną instancją do której naródodwołuje się gdy już wszystko zawiedzie. Jeśli już  znikąd nie ma nadziei na pomoc czy ratunek i wszystkozawiodło, to zawsze zostaje telewizja. Wydawało mi się (tak, to jak najbardziejtrafne określenie), że państwo ze swym biurokratycznym aparatem istnieje tylkopo to, aby obywatelom żyło się lepiej i coraz dostatniej. Ale jak zawsze, gdypo jednej stronie występuje szarak – człowiek zwyczajny – a po drugiej wielkiei dumne państwo urzędnicze, to w wojnie na przepisy i prawo wygrywa zazwyczaj państwo.Tak to już jest, że jak my dla niego płacimy podatki to dobrze,  ale jak ono dla nas to… no jakoś tak mu nieidzie z pomocą gdy jesteśmy w trudnej sytuacji. A jeśli już nas wspiera to dajeci państwowy aparat, coś, co raczej można nazwać jałmużną a nie pomocą . Ale zato zgodną z przepisami. Pewna pani rozwiesiła na ulicach Słupska ogłoszenie znumerem telefonu.  – „Oddamdziewięciomiesięcznego Oliwiera w dobre ręce – napisała w tym specyficznym anonsie kobieta. Pani ta tłumaczy dziennikarzowi,że nie chce stracić kontaktu z dzieckiem, ale nie jest w stanie zapewnićdziecku choćby wyżywienia. Jak dodaje, już nie dostaje alimentów na dziecko.Dostaje jedynie dodatek rodzinny na dziecko w wysokości sześćdziesięciu ośmiu złotych.No właśnie, o to mi chodzi. Dowiedzieliśmy się o złym losie  tej pani gdy zainteresowały się nią media. Nikto niej nie pamiętał i nikt się nią nie interesował wcześniej w dostatecznymstopniu. Czyli właśnie ta ostateczna instytucja odwoławcza. Państwo swojerobiło. Ale wszystko się zmieniło gdy panią i jej dziecko pokazała telewizja. Ażstrach myśleć co by się stało, gdyby sprawą nie zainteresowali siędziennikarze. Chciałbym abyśmy się dobrze zrozumieli. To dobrze, że tak się stało,że media zainteresowały się sprawą. Ale wnerwia mnie to, że w Polsce przeważnienic się nie zmieni w urzędniczej wrażliwości na los zwykłego obywatela do czasu,gdy przyjdzie redaktor z kamerą. Taka wizyta daje zazwyczaj urzędnikom niesamowitegokopa na rozpęd i zmusza ich do szybkiego i skutecznego działania. Media to takiwspółczesny dopalacz dla urzędników. Bez niego są dziwnie bierni w swoichdziałaniach, ale jak już zobaczą się w telewizji czy przeczytają w prasie oswojej pracy, czy raczej jej braku, to od razu przystępują do działania. To czegoz powodu zawiłości przepisów przez miesiące czy lata nie dało się załatwić,nagle staje się sprawą załatwioną od ręki. Taka jest siła telewizji czy prasy.Może więc czas na hasło: cała władza w ręce mediów.