Nocne muzykowanie
– Czy może pan ściszyć to radio?!– usłyszałem i nie byłem do końca pewien czy to sen czy jawa. W głowiefaktycznie jeszcze pobrzmiewały mi dźwięki znanego hitu muzyki. – Czy to do mniektoś mówi – zastanawiałem się, bo stałem jeszcze przed chwilą na pięknej plaży,a tu ktoś wyrwał mnie z tych pięknych okoliczności przyrody i nagle znalazłemsię we własnym łóżku. – Tak do panamówię… niech pan przyciszy radio – teraz już byłem pewien, że to nie do mniesię zwraca znajomy głos. Czym bardziej mój umysł powracał z krainy snu doświadomości, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że to jeszcze środek nocy. -Dlaczego zostałem obudzony? – pomyślałemi jednocześnie skontrolowałem poduszkę obok, gdzie spodziewałem się znaleźćmoją śpiącą dziewczynę. Chciałem zapytać, dlaczego ktoś mnie budzi, ale jej niebyło. I nagle uświadomiłem sobie, że to ona woła do kogoś, aby wyłączył radio.Powróciła mi świadomość i zdałem siebie sprawę, że moja dziewczyna stoi w okniei woła do pana na ulicy, aby ten przestał raczyć okolicę dźwiękami, które wnocy raczej zmuszają do krwawych myśli niż koją nerwy. Spojrzałem na zegarek. Drugatrzydzieści pięć w nocy. Wszystko jasne. Pan z piekarni podjechał swoim dostawczakiem pod sklep znajdujący sięcztery piętra pod naszym balkonem i rozpoczął swój conocny rytuał. Na początkuhuk silnika. Kilka manewrów parkowania tyłem. I już można otworzyć drzwi. Potemnastępują kolejne dźwięki. Teraz czas na tylnie wrota do furgonetki. Aleprzecież nie można tak zwyczajnie otworzyć. Trzeba z taką siłą, żeby pacnęły zodpowiednim hukiem o burty samochodu. Potem szuranie plastikowych pojemników opodłogę dostawczaka. Następnie słyszę jak plastikowe skrzynki suną po chodnikuw stronę sklepu. Jeszcze tylko huk -z fasonem otwieranych rolet- i można wnosić,to znaczy wciągnąć pojemniki do sklepu. Potem wszystko w odwrotnej kolejności. Rolety. Puste pojemniki szurającepo chodniki i lądujące w furgonetce. Zamakanie tylnych drzwi. Jeszcze tylkokłapnięcie tymi od szoferki. Zaczyna pracować silnik na wysokich obrotach … ijuż dostawcy nie ma. Można spać dalej. Ale ostatnio jest nowy akcent nocnejdostawy pieczywa do sklepu cztery piętra pod moimi oknami. Teraz pan kierowcapostanowił dodać akcent muzyczny. I to pewnie spowodowało reakcję mojejdziewczyny. – Może pan wyłączyć radio – powtórzyła moja dziewczyna, bowidocznie pan kierowca nie usłyszał. Muzyka nagle się urwała. Czyli możnajednak ciszej. – Przepraszam – dobiegł do mnie głos kierowcy z ulicy. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego dostawapieczywa jest o trzeciej w nocy, gdy piekarnia jest czynna od szóstej? Alewidocznie tak być musi. Proces technologiczny? Nie wnikam. Ale czy nie możnaciszej? Przecież w większości ludzie śpią o tej porze. Jest lato. Ciepło. Oknaotwarte. A tu radio i ta huczna, conocna dostawa. Gdy znów zasypiałemprzypomniał mi się dialog z filmu. Czy panowie muszą tak napierdalać od bladegoświtu?! Że nie podbijam karty na zakładzie o siódmej rano… Fakt, jest cośtakiego w niektórych przedstawicielach naszego narodu, że jak już nie śpią tonajwidoczniej uważają, że inni też muszą. I jakby na potwierdzenie tych moichrozważań i zachowania Polaków w nocy, obudziły mnie tuż przed szóstą ranogłośne pijackie dyskusje i krzyk: Ludzie, czemu śpicie??!!! Dobre pytanie?Dobranoc.
